Szczelinowanie hydrauliczne (tzw. fracking) to technologia spopularyzowana przez Amerykanów, którzy dzięki niej zaczęli na wielką skalę wydobywać gaz łupkowy. Technologia jest jednak znana i stosowana na świecie już od kilkudziesięciu lat. Przykładowo z danych służby geologicznej niemieckiego landu Dolna Saksonia wynika, że pierwsze szczelinowanie hydrauliczne w Niemczech przeprowadzono w 1955 roku. Od tego czasu Niemcy wykorzystali je podczas wydobywania węglowodorów kilkadziesiąt razy. Ten proces nasilił się szczególnie w pierwszej dekadzie XX wieku.

"Technologia szczelinowania hydraulicznego nie została wymyślona wraz z odkryciem gazu łupkowego. Po raz pierwszy użyto jej W USA po koniec lat 40. W Europie płyn hydrauliczny, na który składają się woda, piasek i różne substancje chemiczne wykorzystywano do szczelinowań w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Norwegii, czy Polsce już wiele lat temu - nie w poszukiwaniu gazu łupkowego, ale konwencjonalnego. Od 60 lat ta technologia nieco ewoluowała, zwiększała się też skala jej stosowania. Niemniej jednak, od tego czasu nie stwierdzono jej negatywnego wpływu na środowisko. Dlatego tak trudno zrozumieć, dlaczego UE planuje wprowadzić dodatkowe obostrzenia środowiskowe dla szczelinowań, co może utrudnić poszukiwania gazu łupkowego w Polsce" - mówi PAP Paweł Poprawa z Instytutu Studiów Energetycznych.

Jak wyjaśnia, szczelinowanie hydrauliczne jest niezbędne przy wydobywaniu złóż gazu i ropy z pokładów łupkowych, natomiast w przypadku złóż konwencjonalnych jest potrzebne tylko w wyjątkowych przypadkach. "Państwa europejskie wykorzystują fracking by rozwiercić i łatwiej dostać się do konwencjonalnych złóż od wielu lat. Tymczasem technologia jest traktowana przez część unijnych urzędników i polityków jako coś nowego, co dotarło do nas z USA wraz z rewolucją gazu łupkowego i może być potencjalnym zagrożeniem dla środowiska. Trzeba zmienić to podejście" - dodaje ekspert.

Jak podkreśla, większość substancji, które dodawane są do płynu szczelinującego jest zbliżona do wykorzystywanych w przemyśle spożywczym, kosmetycznym, chemii gospodarstwa domowego, czy jako środki bakteriobójcze w rolnictwie. Przyznać jednak trzeba, że w przypadku płynu stosowane są one w większych ilościach. "Jeśli jednak jakieś konkretne substancje dodawane do tego płynu są zdaniem urzędników UE szkodliwe dla środowiska, to powinni zabronić ich używania na terenie całej UE, a nie utrudniać poszukiwania gazu. Wystarczy wpisać je do unijnego rozporządzenia REACH, które reguluje kwestie wykorzystania substancji chemicznych i ich używanie będzie zabronione" - mówi Poprawa.

Służba geologiczna Dolnej Saksonii informuje jednak, że od 50 lat nie stwierdzono w Niemczech problemów środowiskowych związanych z prowadzeniem szczelinowań hydraulicznych. Takich problemów nie stwierdzono również w Polsce.

Jak mówi dyrektor Państwowego Instytutu Geologicznego Jerzy Nawrocki, w Polsce pokłady łupkowe znajdują się na bardzo dużej głębokości - 3-4 tys. metrów - i w takich warunkach nie ma zagrożenia, by jakiekolwiek substancje chemiczne znajdujące się w płynie hydraulicznym dostały się do wody pitnej.

"Skały łupkowe same w sobie mają pewne szkodliwe substancje, np. metale ciężkie, które jednak nigdy nie wydostały się na powierzchnię i się nie wydostaną. Dlatego nie można mówić, że dodając do płynu szczelinującego np. substancje wchodzące w skład mydła, zmieniamy środowisko geologiczne na głębokości 3,5 km w niekorzystny sposób w stosunku do tego, co tam zastaliśmy. Pamiętajmy, że pierwiastki, których używamy do produkcji różnych substancji chemicznych nie są z księżyca, tylko znajdują się w ziemi" - podkreśla.

Większość europosłów podczas październikowego głosowania w Strasburgu opowiedziała się za dodatkowymi obostrzeniami przy poszukiwaniach gazu łupkowego.

"Sformułowanie +szczelinowanie hydrauliczne+ staje się jakimś elementem mitologii politycznej. Mam wrażenie, że w tym wypadku dynamika budowania sporu i napięcia politycznego odgrywa kluczową rolę. Okazało się, że ten temat bardzo dobrze się sprzedaje. W związku z tym, wielu polityków zaczyna się od tego doklejać, jak do swojego sztandaru. Ma to często niewielki związek z faktami i wielu z tych polityków ma blade pojęcie o aspektach technologicznych tego zagadnienia" - mówi PAP europoseł Konrad Szymański (PiS).

Jak dodaje, podział na zwolenników i przeciwników dodatkowych obostrzeń względem gazu łupkowego jest w PE podziałem politycznym. "Obserwujemy wyraźnie większą nieufność względem gazu łupkowego na lewicy, która nakręca wszystkie te dodatkowe obciążenia administracyjne i pragmatyczne spojrzenie na prawicy" - przekonuje.

O tym, czy w UE zaczną obowiązywać specjalne obostrzenia środowiskowe dotyczące szczelinowań w poszukiwaniu gazu łupkowego, dowiemy się prawdopodobnie w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Kompromis w tej prawie muszą osiągnąć państwa UE.