Środowa wypowiedź Trzaskowskiego (wiceszefa MSZ ds. europejskich) dla mediów to reakcja na konferencję PiS, na której prezes tej partii Jarosław Kaczyński dowodził, że w następstwie uzgodnionych w zeszłym tygodniu nowych ram polityki klimatycznej UE do 2030 r. znacznie wzrosną ceny energii elektrycznej. Jak mówił, premier Ewa Kopacz powinna była zawetować unijne zmiany. Politycy PiS przedstawili w środę opracowanie, z którego wynika, że w roku 2030 1MWH prądu może kosztować od 400 do 500 zł.

"Polska nie wzięła na swoje barki żadnych dodatkowych zobowiązań dotyczących redukcji CO2 i w związku z tym nie będzie dodatkowych wzrostów cen energii, które mogłyby być, gdyby ten pakiet Polskę objął" - zapewnił Trzaskowski na środowej konferencji prasowej. Minister tłumaczył, że Polska będzie redukować emisję CO2 w dotychczasowym tempie - 20 proc., nie jak reszta Unii - w tempie 40 proc. Wynika to - jak mówił - z liczby pozwoleń na emisję CO2, jaką przyznano Polsce na ubiegłotygodniowym szczycie UE.

Podkreślił też, że Polska otrzymała bardzo duże pieniądze na modernizację energetyki. "I to zarówno poprzez darmowe uprawnienia, (które) będą mogły być wydawane przez elektrownie na modernizację, dlatego że dokładna równowartość tych pieniędzy, które dana elektrownia dostaje za pomocą darmowych uprawnień, musi być inwestowana w modernizację, natomiast oprócz tego jeszcze jest specjalna pula pieniędzy kompensacyjnych, taka specjalna rezerwa, z której będzie można finansować małe inwestycje energetyczne" - zaznaczył minister ds. europejskich.

Według niego pieniędzy wystarczy zarówno na inwestycje modernizacyjne w obszarze energetyki jak i realizację drobnych przedsięwzięć, typu instalacja baterii fotowoltaicznych na dachach domów jednorodzinnych.

Trzaskowski uznał zarzuty PiS za "całkowicie bezzasadne". Jego zdaniem PiS "albo nie czyta konkluzji szczytu, albo nie do końca potrafi je analizować". "Tam (na konferencji PiS - PAP) padały np. takie argumenty, że na pewno w związku z tym pakietem wzrosną ceny energii, to jest po prostu nieprawda. Nieprawdą także jest, że Komisja Europejska będzie decydować o cenie uprawnień, dlatego że o cenach uprawnień będzie decydował rynek" - powiedział Trzaskowski. Jak dodał, w wypowiedziach polityków PiS jest mnóstwo nieścisłości i "danych całkowicie wyssanych z palca".

UE uzgodniła na ubiegłotygodniowym szczycie, że ograniczy emisję CO2 o 40 procent do 2030 r. (względem 1990 r.). Ale biedniejsze kraje, w tym Polska, będą mniej obciążone kosztami realizacji tych celów. Polska wywalczyła utrzymanie systemu darmowych pozwoleń na emisje do 2030 r. Do tej daty 40 proc. uprawnień do emisji CO2 kraje o PKB poniżej 60 proc. średniej unijnej (realne z 2013 r.), w tym Polska, będą mogły rozdawać elektrowniom za darmo.

Według źródeł dyplomatycznych Polska energetyka będzie mogła otrzymać pulę darmowych uprawnień o wartości 31 mld zł. Elektrownie będą jednak musiały za to realizować inwestycje sprzyjające ochronie środowiska. Najmniej zamożne państwa UE podzielą się też środkami na modernizację elektroenergetyki ze specjalnej rezerwy utworzonej z 2 proc. pozwoleń na emisję. (PAP)