Zdaniem Trybusia, który jest również wicedyrektorem Muzeum Warszawy, walor odbudowy jest widoczny zwłaszcza biorąc pod uwagę ogrom zniszczeń wojennych. Zwrócił także uwagę na fakt, że plany związane z zakrojoną na szeroką skalę odbudową rozpoczęły się już po wojnie obronnej 1939 r., kiedy "Warszawa nie była bardzo zniszczona i została szybko odbudowana lub zabezpieczona".

"Wielu architektów w Europie już wówczas rozmyślało o nowym, lepszym, modernistycznym mieście, którego zasady wypracowywało grono awangardowych architektów i urbanistów pod wodzą Le Corbusiera. Byli wśród nich także Polacy. Stąd idee radykalnych rozwiązań mających uczynić miasta lepszymi do życia były znane i rozwijane także nad Wisłą. Rozmyślano zatem nad gestami, które Corbusier nazywał eufemistycznie +chirurgią urbanistyczną+, a które zakładały wymianę starej tkanki na nową. Takie działania przerastały możliwości przedwojennej Polski, ale w sytuacji +likwidacji zabudowy+, która wydarzyła się wbrew naszej woli w efekcie powstania, urbaniści mogli myśleć o realizacji najśmielszych wizji. Tak powstała nowa powojenna Warszawa" - powiedział Trybuś.

Już podczas wojny - jak relacjonował - rozważano jak poradzić sobie ze wszystkimi niedomaganiami przedwojennej Warszawy, których lista była długa. "Jakkolwiek sentymentalnie byśmy nie podchodzili do tego miasta, nie było ono ani wygodne, ani drożne, ani nowoczesne. Było za ciasne, pozbawione wystarczającej infrastruktury i zieleni. Oczywiście niechętnie o tym myślimy, ponieważ mit przedwojennej Warszawy wciąż jest silny. Jednak ci, którzy świadomie ją pamiętają, zdają sobie sprawę, że to miasto w wielu miejscach pod koniec lat 30. dopiero stawało się piękne, ale nie znaczy, że było wygodne do życia i piękne poza nielicznymi enklawami" - dodał krytyk.

Architekci z powstałego 14 lutego 1945 r. Biura Odbudowy Stolicy rozpoczęli od inwentaryzacji strat. Równocześnie zabrali się za planowanie miasta zakładając też wyburzenia części ruin. "Często są oskarżani, że było to dyktowane systemem albo złą wolą. Nie sądzę, że jesteśmy uprawnieni, by tak jednoznacznie to osądzać. Miasto było w dużej mierze zniszczone, a odbudowa w formie przedwojennej byłaby w tym czasie absurdem. Przekładając tę sytuację na współczesność wyobraźmy sobie, że dotyka nas podobna katastrofa i odbudowujemy tak znienawidzone przez wielu blokowiska. Taką złą reputację przed wojną miały XIX-wieczne kamienice. Pamiętajmy, że dla BOS-u pracowali przedwojenni, świetnie wykształceni architekci, którzy doskonale wiedzieli, co robią. A optymizm, który musiał być w ludziach odbudowujących niemal całkowicie zniszczone miasto był niezwykle heroiczny i zwieńczony sukcesem" - podkreślił Trybuś.

Przyznał, że to może wydawać się szokujące, że już w czasie wojny, kiedy nikt nie wiedział jaka będzie ostatecznie skala zniszczeń, były koncepcje usunięcia części zabudowy. "Pamiętajmy, że ówcześni urbaniści byli pod wpływem Le Corbusiera, którego propozycje uzdrowienia europejskich miast zakładały w wielu punktach terapię szokową. Oni zdawali sobie sprawę, że tak gęste miasto rozwijające się jak dotąd nie będzie w stanie długo funkcjonować. Był to problem wielu europejskich metropolii. Akcje wyburzeń prowadzono w krajach, które było na to stać już przed wojną" - dodał przypominając, że np. w Rzymie Mussoliniego wyburzono ogromne partie zabytkowej zabudowy, by poprowadzić przez miasto reprezentacyjne arterie i - jak powiedział - "świat był pełen podziwu – również Warszawa".

Jego zdaniem nawet gdyby powojenny ustrój był inny nie wpłynęłoby to - przynajmniej do pewnego momentu - na styl odbudowy. "Z pewnością wpłynął on na powstanie budowli socrealistycznych, ale pierwszy etap odbudowy był jeszcze wolny od tej doktryny. Niezależnie od systemu, by odbudować miasto konieczne byłoby np. wywłaszczenie. Gdyby nie wydał niesławnego dekretu Bierut, zapewne wydałby go ktoś inny. Problemem nie był dekret, ale jego niepełna i wadliwa realizacja, których konsekwencje odczuwamy do dziś. Dekret zakładał rekompensaty, a tych w większości nie wypłacono.

Pamiętajmy też, że upaństwowienie gruntów dla umożliwienia odbudowy miało miejsce także w krajach niekomunistycznych" - zauważył krytyk.

Co więcej - zaznaczył - są dowody, że już w 1941, 1942 r. architekci i urbaniści odnotowywali, że Warszawy nie da się po wojnie odbudować bez wywłaszczenia. "Zatem uważam, że ustrój miał drugorzędne znaczenie. Natomiast myślę, że miał istotne znaczenie przy rekonstrukcji np. Starego Miasta, która z punktu widzenia ekonomii w żaden sposób się nie tłumaczyła. A zatem gdybyśmy żyli w kraju gospodarki wolnorynkowej ośmielam się sądzić, że Starego Miasta albo by nie odbudowano, albo nie odbudowano tak szybko" - powiedział Trybuś.

Generalnie w jego ocenie nawet gdyby skala zniszczeń wojennych nie była tak wielka jakieś zmiany były konieczne. "Udało się dać Warszawie dużo przestrzeni, jesteśmy dziś drugim pod względem ilości zieleni miastem w Europie po Berlinie, to ogromna wartość. Należy mieć świadomość, że nie udało się planów odbudowy doprowadzić do końca zgodnie z pierwotnymi założeniami. Wkroczenie w pewnym momencie doktryny socrealizmu z jego w gruncie rzeczy wstecznym myśleniem o architekturze zaburzyło ten proces. Doszło do zakłócenia modernistycznego programu odbudowy, choć z drugiej strony zmiana doktryny dała bardziej różnorodny efekt. Bilans BOS-u oceniam więc jako bardzo pozytywny, to ojcowie jednego z największych sukcesów XX-wiecznej Warszawy" - podsumował krytyk architektury.
Anna Kondek-Dyoniziak (PAP)