O postanowieniu, które zapadło przed Sądem Rejonowym w Rudzie Śląskiej, poinformowała rzeczniczka Sądu Okręgowego w Gliwicach Agata Dybek-Zdyń. Sąd rozpoznawał zażalenie na umorzenie postępowania, złożone przez pełnomocnika rodziny zastrzelonego pacjenta. Podobnie jak wcześniej prokuratura, teraz także sąd uznał, że policjanci nie przekroczyli swoich uprawnień.

Do zakończonej tragicznie interwencji doszło w połowie lipca 2014 roku. 56-latek, który trafił do szpitala z raną klatki piersiowej, był po operacji. Jeszcze przebywając w sali był pobudzony. Potem wyrwał sobie wenflony i dreny, i uciekł z oddziału do pomieszczeń kuchennych, gdzie znalazł dwa noże.

Według ustaleń prokuratury, policjanci wzywali agresywnego pacjenta do odrzucenia noży i podporządkowania się ich poleceniom. Potem użyli gazu i pałki. Kiedy mimo to mężczyzna usiłował zaatakować nożem jednego z nich, jego kolega oddał strzały w jego obronie. Po zajściu pacjent z ranami postrzałowym uda i miednicy trafił na salę operacyjną. Krótko później zmarł. Biegli orzekli, że przyczyną jego śmierci były rany od kul z policyjnej broni.

Czytaj: Ruda Śląska: śledztwo dotyczące śmierci pacjenta po postrzale >>>

- Sąd uznał, że trudno mówić w tej sytuacji o popełnieniu przestępstwa przekroczenia uprawnień. Wszystko wskazywało na to, że pacjent mógł poprzez nieprzewidywalne zachowanie i narastającą agresję zranić nie tylko funkcjonariuszy, ale też personel szpitala i przypadkowe osoby - powiedziała sędzia Dybek-Zdyń.

- Sąd uznał, że postępowanie zostało przeprowadzone dokładnie i wyczerpująco. W oparciu o to prokurator wysnuł poprawne wnioski. Zażalenie pełnomocnika i wnioski o przeprowadzenie dalszych czynności sąd uznał za bezzasadne - przekazał  rzecznik gliwickiej prokuratury Piotr Żak.

 

Prokuratura Okręgowa w Gliwicach badała sprawę pod kątem przekroczenia uprawnień przez policjantów i nieumyślnego spowodowania śmierci pacjenta i uznała, że policjanci nie przekroczyli uprawnień, a zastosowane przez nich środki były adekwatne do dynamicznie rozwijającej się sytuacji i zagrożenia.

W opinii biegłych do agresywnego zachowania się 56-latka mogło się przyczynić kilka czynników - między innymi fakt, że był wcześniej zaatakowany, w efekcie czego trafił do szpitala. Nie udało się wykryć sprawców napadu, w efekcie którego został ranny. Rudzianin nie był wcześniej notowany przez policję.

Przedstawiciele szpitala ocenili, że zachowanie 56-latka spowodowało "ewidentne zagrożenie życia i zdrowia pacjentów oraz personelu medycznego". (pap)