W poniedziałek 6 czerwca 2016 zadecydowano o zamknięciu w CZD oddziałów: immunologii, endokrynologii, diabetologii oraz urologii dziecięcej. Personel ma być przeniesiony do innych oddziałów, by zapewnić bezpieczeństwo i możliwość leczenia pacjentom - podała dyrektorka CZD Małgorzata Syczewska.

Tę decyzję za najlepszą w obecnej sytuacji uznał minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Jego zdaniem z powodu strajku pielęgniarek, którego każdy dzień kosztuje 0,5 mln zł, przyszłość szpitala rysuje się w ciemnych barwach.

- W każdej chwili ta dramatyczna decyzja o zawieszeniu oddziałów może być cofnięta, bo porozumienie jest o włos, jeśli ta druga strona będzie chciała się porozumieć - dodał minister. Podkreślił, że decyzja o funkcjonowaniu CZD leży w rękach pielęgniarek. - Mam nadzieję, że to porozumienie będzie - powiedział.

Pielęgniarki złożyły nową propozycję porozumienia. Zgodnie z nią ich wynagrodzenie zasadnicze brutto miałoby wzrosnąć o 400 zł; a pielęgniarkom pracującym w systemie jednozmianowym - o 500 zł brutto. Wcześniej dyrekcja proponowała zwiększenie wynagrodzenia zasadniczego brutto pielęgniarek i położnych o 250 zł.

Domagają się także zwiększenia o 5 procent dodatków za pracę w systemie nocnym (z 65 procent do 70 proc.) oraz za pracę w święta (z 45 procent na 50 procent). Chcą też zwiększenia wynagrodzenia za pięć świątecznych dni w roku (dwa dni Bożego Narodzenia i Wielkanocy oraz Nowy Rok) ze 100 procent do 200 procent. Zaproponowano, by pracodawca corocznie prowadził ze związkiem negocjacje dotyczące wzrostu płac zasadniczych w danym roku kalendarzowym, przy czym kwota ta nie byłaby mniejsza niż 100 zł brutto. Strajkujące oczekują też zatrudnienia do końca roku co najmniej 40 nowych pielęgniarek.

Przewodnicząca strajkujących Magdalena Nasiłowska podkreśliła, że wszystkie pielęgniarki zatrudnione w CZD chcą, by opieka w placówce była na jak najwyższym poziomie. Wyraziła oburzenie tym, że "próbuje się wmówić, że w CZD pielęgniarki chcą pozamykać oddziały, nie udzielać opieki, i że są w jakiś sposób odpowiedzialne za to, co się dzieje w systemie". Dodała, że "bezpieczeństwa i życia się nie da wycenić, a granie na uczuciach rodziców, dzieci i innych pracowników, opinii publicznej, przedstawianie tego jak się chce, jest nie na miejscu".

Zdaniem wiceministra zdrowia Marka Tombarkiewicza, który uczestniczył w poniedziałkowych negocjacjach w CZD, nie ma chęci porozumienia, a nowe propozycje finansowe są wyższe niż proponowane wcześniej. Pytany o wysokość strat związanych ze strajkiem odpowiedział, że szacunkowo jest to około 5 mln zł.
- To są straty, które można odrobić, jeśli personel wróciłby do pracy. Natomiast przyznanie podwyżek do podstawy to jest stały koszt, który będzie przechodził z roku na rok, trzeba też pamiętać o pozostałych pracownikach. Też na pewno będą chcieli podobnego poziomu podwyżek lub mogą wystąpić do dyrekcji z innymi żądaniami - mówił.

Sytuacja Centrum ma być przedmiotem debaty w Sejmie; rząd złożył wniosek o poszerzenie porządku obrad - poinformował rzecznik rządu Rafał Bochenek.
- Każdy polityk, który angażuje się w to, co dzieje się teraz w CZD, musi mieć na uwadze, że bierze odpowiedzialność za bezpieczeństwo i zdrowie pacjentów - powiedział. Informację przedstawić ma premier Beata Szydło.

Wcześniej wniosek o informację rządu na temat sytuacji w CZD zapowiedział rzecznik PO Jan Grabiec. Jak podkreślał, "chodzi nie tylko o zażegnanie konfliktu, na którym cierpią pielęgniarki, które są często pomawiane i prowokowane przez przedstawicieli rządu", ale przede wszystkim o dobro pacjentów CZD.

Pielęgniarki w Instytucie "Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka" w Międzylesiu pod Warszawą odeszły od łóżek pacjentów 24 maja 2016 – ich obecność została ograniczona do oddziałowych i jednej pielęgniarki. Strajkujące twierdzą, że każdego dnia w szpitalu brakuje ich około 70 i nie są w stanie zapewnić pacjentom właściwej opieki i bezpieczeństwa. Spór zbiorowy pielęgniarek z dyrekcją CZD trwa od grudnia 2014 roku.(pap)