Rada Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" domaga się przeznaczenia przez rząd środków finansowych na zagwarantowanie nauczycielom wynagrodzenia na poziomie "odzwierciedlającym wysiłek związany z wdrożeniem" reformy oświaty. Związek argumentuje, że ostatnia podwyżka płac nauczycieli miała miejsce we wrześniu 2012 r. Celem Rady jest waloryzacja płac nauczycielskich o 10 proc., a po likwidacji przywilejów nauczycielskich - o 15 proc. Rada zaproponowała w trakcie negocjacji z rządem nowy system wynagradzania nauczycieli.
Reforma edukacji rusza od 1 września. Przywraca ośmioletnie szkoły podstawowe, czteroletnie licea ogólnokształcące i pięcioletnie technika. Gimnazja będą stopniowo likwidowane. Przeciwko zmianom protestował Związek Nauczycielstwa Polskiego, opozycja, a także organizacje społeczne, które chcą, aby Polacy w referendum wypowiedzieli się, czy są przeciw reformie, czy za. Sejm odrzucił jednak w lipcu projekt uchwały w tej sprawie. Na 4 września ZNP zapowiedział protest w sprawie reformy systemu oświaty, który odbędzie się przed Ministerstwem Edukacji Narodowej.
Napięcia na linii ZNP - rząd oraz inicjatywy ogólnopolskich protestów skomentował dla PAP szef Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność", Ryszard Proksa.

"Związek Nauczycielstwa Polskiego, wraz z innymi stowarzyszeniami, chcą wywołać totalny chaos, co mnie nie dziwi, ponieważ wraz ze wprowadzeniem reformy stracą oni dostęp do unijnych pieniędzy. Stowarzyszenia te robią zamęt, mając poparcie mediów, co powoduje, że wygląda to tak, jakby pół Polski protestowało przeciw reformie, a w rezultacie jest to tylko garstka ludzi, która dorwała się do mikrofonu i ich słychać" - mówi Proksa.

Przekonuje ponadto, że reforma edukacji nie wpłynie na redukcję etatów dla nauczycieli. "Redukcja etatów w Polsce trwa od kilku lat, co jest związane z niżem demograficznym, a nie z reformą. Zwolnienia na pewno są w nauczaniu początkowym, bo nie ma dzieci. Jeśli ktoś myśli, że są nauczyciele, którzy nie pracują w zawodzie, to jest w błędzie, ponieważ jest tylu nauczycieli, ilu jest uczniów. A ilu nauczycieli będzie pracowało, będzie wiadomo po rozpoczęciu roku szkolnego, kiedy dyrektorowie szkół wszystko ogłoszą. Teraz są to tylko spekulacje i straszenie opinii publicznej" – uważa szef Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność".
W jego ocenie, zwolnienia nauczycieli to również efekt negatywnego podejścia samorządów do przeprowadzenia obecnej reformy. Jak mówi Proksa, tam gdzie była chęć rozmowy, nie ma zwolnień.

"Najlepszym przykładem jest Kraków, czyli jedno z tych dużych miast, gdzie mamy jeszcze wakaty, jest ich kilkadziesiąt. Z drugiej strony mamy jednak Gdańsk, gdzie wiceprezydent mówił, że musi zwolnić 375 nauczycieli, a dziwne jest to, że w sąsiedniej Gdyni nikogo nie zwalniają, a dodatkowo poszukują ludzi do pracy. Jest to przykład podejścia politycznego do reformy" – zaznacza Proksa.
Według niego najważniejszym elementem reformy edukacji są zmiany w szkolnictwie średnim i zawodowym. "Jest to główny punkt reformy. Niestety ciężar dyskusji społecznej i politycznej przeniósł się na gimnazja i szkoły podstawowe, co również jest ważne, ale to właśnie kształcenie zawodowe decyduje o karierze młodego człowieka" – podkreśla Proksa.
Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" oczekuje od resortu edukacji podwyższenia płac nauczycielskich. "Naszym minimalnym celem jest waloryzacja płac nauczycielskich o 10 proc. W momencie gdy zostaną zlikwidowane przywileje nauczycielskie, to wtedy ta podwyżka miałaby być o 15 proc. Zgłosiliśmy w tych negocjacjach nowy system wynagradzania nauczycieli i został on pozytywnie przyjęty przez rząd i MEN. Jeżeli te warunki byłyby spełnione, to będziemy zadowoleni. To jest program, który kiedyś próbowaliśmy wprowadzić, ale niestety weto prezydenta Kwaśniewskiego zrujnowało nam ten system, bo gdyby to wtedy weszło, to te płace byłyby uzależnione od średnich płac w kraju" - dodaje szef oświatowej "Solidarności". (PAP)