Według ministerialnych danych z poprzednich lat, populacja łosi była szacowana na kilkanaście tysięcy.

Ministerstwo poinformowało, że najnowsze dane świadczą o tym, że "pożądane efekty w postaci odbudowania populacji" przynosi obowiązujące od 2001 roku moratorium, czyli zakaz odstrzału łosi, które nadal formalnie pozostają zwierzyną łowną, ale nie można na nie polować. Według naukowców nie można mówić, że liczba łosi w Polsce w ciągu roku się podwoiła, ale że dzięki nowej metodzie liczenia uzyskano bardziej precyzyjne informacje.

O wynikach inwentaryzacji, która miała miejsce na przełomie lutego i marca na terenie RDLP: Białystok, Olsztyn, Lublin, Warszawa, Toruń i Gdańsk, wiceminister środowiska, główny konserwator przyrody Piotr Otawski rozmawiał we wtorek w Warszawie z przedstawicielami Lasów Państwowych, Polskiego Związku Łowieckiego, organizacji pozarządowych, naukowców, specjalistów. Ministerstwo zbiera opinie jak dalej gospodarować populacją łosia w Polsce, wobec różnych głosów, że łosi jest za dużo, rosną szkody w uprawach leśnych, rośnie też liczba wypadków drogowych z udziałem tych zwierząt. Kolejne spotkanie w tej sprawie zaplanowano na wrzesień.

Z wyjątkiem RDLP Lublin, w pozostałych regionalnych dyrekcjach Lasów Państwowych liczono łosie metodą tzw. pędzeń próbnych, tak jak w poprzednich latach. Po raz pierwszy, testowo RDLP Lublin przeprowadziła liczenie w nowy sposób, wybierając do inwentaryzacji tzw. powierzchnie losowe. W styczniu na spotkaniu w ministerstwie środowiska były ustalone wytyczne w tej sprawie. Trwają bowiem dyskusje o to, w jaki sposób liczyć łosie, by uzyskiwane wyniki były zbliżone do stanu faktycznego. Zastrzeżenia co do metod liczenia zgłaszali ekolodzy.

"Obszarem inwentaryzacji wykorzystującej losowanie powierzchni próbnych objęto RDLP w Lublinie łącznie z lasami prywatnymi znajdującymi się na jej terenie. Zebrani zgodzili się, że ustalenia podjęte w styczniu zostały zrealizowane" - poinformowało ministerstwo w komunikacie.

Po zimowej inwentaryzacji RDLP Lublin informowała PAP, że łosi na jej terenie jest dwukrotnie więcej niż dotychczas sądzono. Rzecznik lubelskiej RDLP Wiesław Lipiec mówił wtedy, że to dla wszystkich "duże zaskoczenie”. Łosie liczono tam na 263 obszarach, a każdy miał powierzchnię około 100 ha. Na zwartych leśnych terenach stanowiły 10 proc. ich powierzchni, na pozostałych – około 5 proc. Leśnicy i myśliwi pędzili zwierzęta, inni zapisywali napotkane łosie. Na podstawie takiej metody, z zastosowaniem różnych metod statystycznych oszacowano, że w RDLP Lublin jest ok. 5-6 tys. łosi. W 2014 r. po liczeniu starą metodą podawano, że łosi jest ok. 2,7 tys.

W lipcu 2014 r. resort środowiska, po protestach społecznych wstrzymał prace nad nowelizacją rozporządzenia ws. określenia okresów polowań na zwierzęta łowne, które miało m.in. przywrócić możliwość czasowego polowania na łosie w niektórych częściach Polski. Jednocześnie wiele środowisk, m.in. leśnicy, rolnicy - właściciele lasów prywatnych - ale i naukowcy podnoszą tymczasem, że łosi jest tak dużo, iż warto pomyśleć o gospodarowaniu populacją tych zwierząt.

Ministerstwo środowiska informowało wcześniej, że gdy wprowadzono moratorium na odstrzał łosi w 2001 r. było ok. 2,7 tys. tych zwierząt, a w 2014 r. podawało liczbę 13,7 tys.

Uczestniczący we wtorkowym spotkaniu dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży dr hab. Rafał Kowalczyk powiedział PAP, że nowe dane o liczebności łosi nie oznaczają, że nagle łosi jest znacznie więcej, bo byłoby to biologicznie niewytłumaczalne. "110 proc. wzrost populacji nie jest możliwy" - dodał. Zaznaczył, że podczas tegorocznego liczenia niemal dwukrotnie większa niż w poprzednich latach była powierzchnia, gdzie liczono łosie, swój efekt w postaci dokładniejszych danych dało też testowe liczenie w RDLP Lublin.(PAP)

kow/ kop/ mick/