W październiku przywódcy państw członkowskich UE mają decydować ws. polityki klimatyczno-energetycznej Wspólnoty na lata 2020-2030. Komisja Europejska zaproponowała, aby w tym okresie ograniczyć emisję CO2 o 40 proc. wobec 1990 r., oraz podnieść udział odnawialnych źródeł energii (OZE) do co najmniej 27 proc. Cel OZE miałby być liczony dla całej UE, bez celów dla poszczególnych państw.

Pod koniec lipca unijny komisarz ds. energii Guenther Oettinger przedstawił kolejną propozycję, tym razem dotyczącą podniesienia efektywności energetycznej o 30 proc. do 2030 r.

Pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej Marcin Korolec w rozmowie z PAP ocenił, że propozycja KE ws. podniesienia efektywności energetycznej jest "ciekawa" i polski rząd może ją poprzeć, jeżeli cel będzie dotyczył wszystkich państw UE. "Wzrost efektywności pomoże zmniejszyć zależność Wspólnoty od importu surowców energetycznych takich jak: ropa czy gaz" - powiedział. Ocenił, że to przełoży się na zwiększenie naszego bezpieczeństwa energetycznego. "Efektywność to również zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych w tym dwutlenku węgla. Im bardziej będziemy efektywni energetycznie, tym więcej pozytywów będziemy odczuwali w gospodarce czy środowisku" - powiedział.

Korolec pytany, czy Polska poprze pozostałe cele dot. zwiększenia udziału OZE i zmniejszenia emisji CO2, powiedział, że cele muszą zostać wynegocjowane i opierać się nie tyle na ambicjach klimatycznych, ale na rzeczywistych działaniach.

"Jedne państwa domagają się bardzo ambitnej polityki klimatycznej, nie przewidując w tym swojego udziału. Twierdzą, że ta polityka powinna być realizowana przez inne państwa europejskie. Propozycja KE przewiduje realizację celu emisji CO2 w sposób efektywny kosztowo, co oznacza, że redukcja CO2 następowałaby w państwach o mniejszym dochodzie" - powiedział.

Korolec zwrócił uwagę, że zgodnie z propozycją KE, redukcja emisji w znacznej mierze miałaby się opierać na aukcyjnym systemie handlu emisjami. "Ci, którzy mają większą zdolność nabywczą, będą wypychać z rynku tych słabszych. Oznacza to, że redukować emisje trzeba będzie właśnie w tych państwach. Zmiana tego modelu jest niezbędna, aby znaleźć kompromis" - podkreślił.

Pełnomocnik rządu dodał, że UE powinna dla państw o mniejszym dochodzie wprowadzić mechanizm kompensujący. "Nie wyobrażam sobie, aby propozycja KE miała być podstawą do legislacji europejskiej, jeśli nie byłoby wprowadzonych bezpieczników dla państw takich jak np. Polska, która może się wykazać bardzo poważnymi redukcjami CO2 w ramach obecnego systemu, w przeciwieństwie do szeregu innych, które zwiększyły swoją emisję" - ocenił.

Zgodnie z raportem Europejskiej Agencji Środowiska, w 2012 r. w porównaniu do roku bazowego (1988 r.) Polska zredukowała emisję CO2 o blisko 30 proc. Wysokie redukcje osiągnęły też inne tzw. nowe państwa UE, jak np. Estonia o 55 proc., Węgry o ponad 46 proc. czy Słowacja o 40 proc. W podobnym okresie tzw. stare państwa członkowskie, np. Francja zredukowała swoją emisję o 13 proc., Niemcy o blisko 24 proc., a Holandia o 10 proc. Za to Austria, Irlandia, Portugalia czy Hiszpania zwiększyły emisję odpowiednio o 1,3 proc., 5,3 proc., 14,3 proc. i 17 proc.

Michał Boroń (PAP)

mick/ amac/