U tych osób rak jest chorobą przewlekłą, a nie śmiertelną. Wśród nich największą grupę stanowią kobiety, które chorowały na raka piersi (22 proc.), mężczyźni z rakiem prostaty (19 proc.) oraz osoby, które wyleczyły się z raka jelita grubego (10 proc.). 65 proc. z nich żyje z chorobą nowotworową co najmniej 5 lat, a 40 proc. – ponad 10 lat. Najczęściej są to osoby po 65. roku życia (stanowią 7 mln wszystkich „wyzdrowieńców”).

Dr Michael P. Link, prezes ASCO, powiedział, że dziś żyje z rakiem czterokrotnie więcej Amerykanów, którzy z powodzeniem są leczeni, niż 40 lat temu, gdy prezydent Richard Nixon ogłosił „wojnę z rakiem”. Jego zdaniem jest to zasługa wczesnego wykrywania raka, a także coraz bardziej skutecznego leczenia.

W USA w latach 1990-2007 śmiertelność z powodu wszystkich chorób nowotworowych u mężczyzn zmniejszyła się o 22 proc., a u kobiet – o 14 proc. Dzięki temu – twierdzi dr Link - w tym okresie zmarło o 900 tys. mniej Amerykanów niż w latach poprzednich.

Coraz więcej jest osób, które chorowały w dzieciństwie, a teraz już jako wyleczone wkroczyły w życie dorosłe lub są w średnim wieku. Ta grupa powiększa się najszybciej, bo w USA udaje się uratować aż 80 proc. dzieci cierpiących na choroby nowotworowe. Najbardziej zwiększono skuteczność leczenie ostrej białaczki limfoblastycznej, gdyż z powodzeniem leczonych jest 90 proc. cierpiących na to schorzenie dzieci.

U dorosłych podobne efekty uzyskano w leczeniu raka piersi i czerniaka. Odsetek chorych z tymi schorzeniami, u których udało się osiągnąć tzw. pięcioletnie przeżycia, przekracza 90 proc. (odpowiednio 91 i 92 proc.). Gorsze efekty terapii uzyskuje się w przypadku raka jelita grubego (66 proc. pięcioletnich przeżyć) i białaczek (52 proc.), co wśród wielu chorych budzi wciąż frustrację.

Dr Link tłumaczy, że postęp w leczeniu nowotworów nie jest równomierny, gdyż są to różne schorzenia wymagające zupełnie innej strategii postępowania. Nastąpił jednak ogromny rozwój badań, głównie na poziomie molekularnym, dzięki którym wprowadzane są nowe terapie, dostosowane bardziej do konkretnego pacjenta niż do rodzaju raka, na których on choruje.

Większa przeżywalność chorych na raka to zarazem nowe wyzwanie dla służby zdrowia. Część z tych osób choruje bowiem ponownie na kolejny nowotwór (często również z powodzeniem leczony). Według dr Mellissy M. Hudson, dyrektor Cancer Survivorship Division w St. Jude Children's Research Hospital, na tę grupę pacjentów co roku przypada 16 proc. nowo wykrywanych w USA przypadków raka (które nie mają nic wspólnego z przerzutami raka do innych narządów). Są nawet osoby, u których diagnozuje się nowy rodzaj guza po raz trzeci i czwarty.

Osoby z przewlekłą chorobą nowotworową cierpią także na inne choroby, podobnie jak osoby, które nigdy nie chorowały na raka. „Aż dwie trzecie spośród nich cierpi na schorzenia przewlekłe, takie jak choroby układu krążenia i cukrzyca. A u jednej trzeciej z nich stwarzają one zagrożenie życia” - podkreśla dr Hudson. Dodaje, że chorzy na raka z wieloletnim przeżyciem nie mogą się skupiać jedynie na swej chorobie nowotworowej. Wielu z nich może bowiem umrzeć na zawał serca, udar mózgu lub powikłania cukrzycy.

Według National Cancer Institute należy przede wszystkim pozbyć się nałogu palenia tytoniu, na co nigdy nie jest za późno (jeśli osoba chora na raka jeszcze tego nie zrobiła). Warto się odchudzić, gdyż otyłość zwiększa zarówno ryzyko cukrzycy i chorób sercowo-naczyniowych, jak również kolejnego raka pierwotnego. Trzeba też prowadzić bardziej aktywny tryb życia. Z najnowszych badań wynika, że wysiłek fizyczny nie tylko poprawia samopoczucie chorych na raka, ale może też zmniejszać ryzyko nawrotu tej choroby.(PAP)