Jak powiedziała Krawczak wprowadzenie ustawy regulującej kwestię zapłodnienia metodą in vitro jest niezbędne ze względu na bezpieczeństwo pacjentów. Jej zdaniem projekt ustawy ma jednak braki, a raz przyjęty będzie trudno zmienić.

- Bardzo żałujemy, że projekt ustawia in vitro w paradygmacie medycznym, zapominając, że dawstwo jest formą adopcji prenatalnej. To stoi w sprzeczności z legislacją wielu krajów europejskich, ustaleniami kilkudziesięciu lat badań naukowych nad psychospołecznymi aspektami dawstwa i wreszcie z zapisami Konwencji o prawach dziecka - powiedziała.

Czytaj: Rząd przyjął projekt ustawy o in vitro >>

Zwróciła uwagę, że w myśl proponowanych przepisów dawstwo inne niż partnerskie będzie całkowicie anonimowe, co oznacza, że dzieci urodzone w wyniku dawstwa nasienia, komórek jajowych czy zarodków nie będą mogły poznać tożsamości dawców.

- Dzieci nie chcą być dziećmi numeru identyfikacyjnego dawcy spermy. One są oczywiści dziećmi swoich rodziców, którzy je urodzili i wychowują, ale to jest pewien element "puzzla tożsamościowego", którego działanie obserwujemy od kilkudziesięciu lat w adopcji. Doskonale wiemy, że dzieci odnajdują swoje matki biologiczne nie po to, żeby nawiązywać z nimi więź i relacje, bo one tę więź i relację już mają ze swoimi rodzicami, ale po to, żeby dowiedzieć się, jak ta kobieta się nazywała. To jest właśnie wypełnienie tej luki tożsamościowej. Tutaj dzieci tego prawa nie zyskają. Co więcej, nie będą mieć też prawa do poznania swojego rodzeństwa - podkreśliła.

Dodała, że w coraz większej liczbie krajów europejskich w bankach nasienia standardem staje się, że jeżeli dawca jest anonimowy, biorcy otrzymują np. informację o jego zainteresowaniach, hobby, często otrzymują przygotowany przez niego list do przyszłych rodziców lub jego zdjęcie z dzieciństwa.

- W tej ustawie w ogóle nie ma takiej myśli. Traktuje się to po prostu jako procedurę medyczną, a to jest jednak procedura psychospołeczna, jak każda adopcja - powiedziała Krawczak.
Zwróciła także uwagę, że w projekcie nie przewidziano konsultacji psychologicznych dla dawców i biorców.

- Ludzie, którzy adoptują dziecko, powinni być gotowi, żeby adoptować dziecko, które nie będzie z nimi spokrewnione biologicznie. Tę gotowość sprawdza się wcześniej, para odbywa preadopcyjne kursy i przechodzi kwalifikację psychologiczną. Wszystko po to, aby sprawdzić stabilność motywacji kandydatów na rodziców. Tu jest sytuacja podobna - adoptujemy gametę lub zarodek, aby móc urodzić dziecko, które również nie będzie z nami genetycznie spokrewnione. Tymczasem w projekcie ustawy warunkiem zostania rodzicem jest w zasadzie kwalifikacja medyczna i uiszczenie odpowiedniej opłaty, nie ma żadnych innych wymagań, w tym konsultacji psychologicznych dla dawców i biorców - powiedziała.



 

W jej ocenie lepszym rozwiązaniem - i o to "Nasz Bocian" zabiegał w trakcie konsultacji społecznych - byłoby wprowadzenie rozwiązania obowiązującego w Danii. Jak wyjaśniła Krawczak, obowiązuje tam tzw. model dwuścieżkowy - najpierw dawcy wybierają, czy chcą być jawni, czy anonimowi, a następnie biorcy decydują, czy chcą skorzystać z materiału dawcy jawnego, czy też anonimowego. Wszystko odbywa się również w asyście psychologa.
Jak dodała, w takim modelu dawca pozostaje anonimowy dla biorcy i odwrotnie; przywilej poznania tożsamości dawcy przysługuje tylko dziecku. Jeżeli ktoś zdecydował się na dawstwo jawne, nie musi mówić o tym dziecku, ale może - jest to pozostawienie pewnej furtki na przyszłość.

W myśl przyjętego przez rząd projektu, po osiągnięciu pełnoletności osoba urodzona w wyniku in vitro z zastosowaniem dawstwa anonimowego będzie mogła zapoznać się z informacjami dotyczącymi dawcy komórek rozrodczych lub zarodków, takimi jak rok i miejsce urodzenia dawcy oraz informacje na temat jego stanu zdrowia. (pap)