Według doniesień mediów, nasienie męża, zamiast z komórką jajową żony, mogło zostać połączone z komórką innej kobiety. Dziecko urodziło się z wadami genetycznymi.

Dyrekcja szpitala klinicznego Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego przy ulicy Unii Lubelskiej w Szczecinie podkreśliła, że powołana przez dyrektora szpitala komisja potwierdziła, iż do błędu, którego konsekwencją było urodzenie dziecka przez kobietę nie będącą biologiczną matką, doszło w Laboratorium Wspomagania Rozrodu Kliniki Medycyny Rozrodu i Ginekologii w Policach, kierowanej przez profesora dr hab. med. Rafała Kurzawę. „Komisja we wstępnym protokole wskazała uchybienia w realizacji procedury i zaleciła niezwłoczne wprowadzenie zmian gwarantujących całkowite jej bezpieczeństwo” – napisano w oświadczeniu.

Kierownictwo szpitala wyraziło też ubolewanie z powodu zaistniałego zdarzenia i zapewniło, że po wypisaniu dziecka z Centrum Zdrowia Dziecka, zostało ono otoczone w szczecińskim szpitalu opieką medyczną, a pracownicy szpitala pozostają w stałym kontakcie z rodzicami.

W oświadczeniu poinformowano również, że szczegółową kontrole w placówce przeprowadzili przedstawiciele resortu zdrowia, w tym konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii i położnictwa oraz dyrektor Departamentu Matki i Dziecka.

Jak powiedziała rzeczniczka szpitala Joanna Woźnicka, zgodnie ze zapowiedzią ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza z kliniką zostanie rozwiązana umowa na realizację rządowego programu in vitro. Klinika ma na to 30 dni.
- Trzeba zakończyć leczenie u par, u których rozpoczęto już ten proces, jeśli natomiast zdeponowany został materiał genetyczny, musi on być przetransportowany przez szpital do placówek uprzednio wskazanych przez pacjentów – dodała.

Rzeczniczka nie potwierdziła, że mogło dojść także do drugiego podobnego przypadku w klinice. O takiej ewentualności informują niektóre media.

Czytaj: Klinika, w której mogło dojść do pomyłki podczas in vitro, ukarana >>>

Rzecznik odpowiedzialności zawodowej przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Szczecinie profesor Jacek Różański powiedział, że sprawdzi, czy rzeczywiście doszło do drugiego takiego zdarzenia.
- Moje biuro prawne sprawdza teraz, czy mamy prawo wystąpić do szpitala o dokumentację medyczną dotyczącą pacjenta, jeśli tak, to to uczynimy – powiedział.

We wtorek 3 lutego 2015 minister Arłukowicz zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia błędu medycznego w przypadku pacjentki, która mogła urodzić nie swoje dziecko w wyniku zapłodnienia in vitro, a klinice wypowiedziano umowę dotyczącą realizacji rządowego programu in vitro. Na placówkę została też nałożona maksymalna przewidziana w takich sytuacjach kara finansowa - 10 procent wartości kontraktu, w tym przypadku to 76 tys. zł. Sprawę rozpatruje też rzecznik odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie; w lutym 2015 mają zostać przesłuchani świadkowie.

 

Szczecińska prokuratura już raz zajmowała się sprawą po doniesieniu, które według doniesień medialnych złożyli rodzice. Odmówiła jednak wszczęcia śledztwa, nie dopatrzywszy się znamion przestępstwa polegającego na narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Na decyzję prokuratury złożono zażalenie do sądu. O akta sprawy wystąpił prokurator generalny Andrzej Seremet.(pap)

Czytaj: Seremet chce prokuratorskich akt w sprawie błędu przy in vitro  >>>