Powodem protestu jest zapis o karach dla lekarzy za błędnie wypisane recepty w umowach z NFZ. Wzór tych umów określił swoim zarządzeniem z 30 kwietnia ówczesny szef NFZ Jacek Paszkiewicz. Zdaniem środowisk lekarskich nie uwzględnił przy tym ani uwag samorządu lekarskiego, ani tych zgłaszanych przez ministra zdrowia.

Naczelna Rada Lekarska zaapelowała w piątek, aby wszyscy lekarze i stomatolodzy - bez względu na rodzaj zatrudnienia i miejsce wykonywania zawodu - od 1 lipca nie zamieszczali na druku recepty adnotacji o refundacji, co oznacza w praktyce pełnopłatność recepty. W ocenie samorządu lekarskiego pacjent z taką receptą może jednak zwrócić się do NFZ, gdzie byłaby zrealizowana refundacja. Protest wsparł także Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy.

"Nie rozumiem, powiem szczerze, dlaczego teraz - kiedy wiadomo, że lada moment będzie zmiana szefa NFZ i będzie nowy rozmówca - dlaczego (jest) ta akcja, której efektem będzie przede wszystkim kłopot dla pacjentów" - powiedział Tusk dziennikarzom w Katowicach.

Poinformował, że na jego biurko trafił w piątek wniosek ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza zawierający rekomendowanego kandydata na stanowisko szefa NFZ. "Kopertę otworzę po powrocie do Warszawy; oczywiście wiem, kto jest rekomendowany, ale (...) nie chciałbym o niczym informować dopóki zgodnie z procedurami nie ocenię dokumentacji" – zaznaczył.

Podstaw do protestu nie widzi również Arłukowicz. Resort wydał w piątek komunikat, w którym podkreślił, że każdy pacjent, który korzysta ze świadczeń zdrowotnych w ramach ubezpieczenia w publicznych placówkach medycznych, ma prawo domagać się otrzymania recepty z przysługującą zniżką, a lekarz ma obowiązek taką receptę wystawić.

Rzeczniczka MZ Agnieszka Gołąbek przypomniała, że zdecydowana większość recept na leki refundowane wypisywana jest przez lekarzy pracujących w szpitalach i przychodniach, czyli tych placówkach, które mają podpisane kontrakty z NFZ i na tej podstawie lekarze w nich zatrudnieni są zobowiązani do wystawiania pacjentom recept refundowanych.

O odstąpienie od protestu zaapelowała Rzecznik Praw Pacjenta Krystyna Kozłowska. W przypadku kłopotów z receptą zaleciła powiadamianie o tym dyrektorów szpitali czy przychodni lub swoje biuro.

Kozłowska wyjaśniła, że NFZ może nałożyć karę na placówki, które nie wywiązują się z kontraktu - do wysokości 2 proc. wartości tej umowy. Rzecznik zaś może wszczynać postępowania wyjaśniające w przypadku stwierdzenia naruszenia zbiorowych praw pacjenta i karać finansowo.

Formę zapowiedzianego protestu skrytykowało Porozumienie Pracodawców Ochrony Zdrowia (PPOZ). W jego ocenie to działanie na szkodę lekarzy-pracodawców, którzy poniosą prawne i finansowe konsekwencje.

Lekarski samorząd liczy, że do końca czerwca NFZ wycofa się z obecnej wersji umów i do protestu nie dojdzie, bo - jak stwierdził wiceprezes NRL Romuald Krajewski - lekarze sami obawiają się o bezpieczeństwo pacjentów.

Planowany protest za konieczność, która leży interesie pacjentów uznał obradujący w Bydgoszczy Zarząd Krajowy Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. "Chcemy doprowadzić do sytuacji, kiedy pacjent będzie mógł być normalnie leczony przez lekarza. Naczelnym hasłem protestu jest +politycy pozwólcie nam leczyć+. Dzisiaj lekarze maja związane ręce przez sposób wypisywania recept refundowanych. My chcemy, aby lekarz został całkowicie odsunięty od spraw administracyjnych, refundacyjnych" - powiedział przewodniczący OZZL Zdzisław Bukiel.

Podkreślił, że w mocy pozostaje uchwała Zarządu Krajowego OZZL z 25 maja, rekomendująca lekarzom wypisywanie we wszystkich zakładach opieki zdrowotnej recept na 100 procent. Związek przygotował też swoje recepty według wzoru zaakceptowanego przez Naczelną Izbę Lekarską; nie zawierają one kodu lekarz i stopnia refundacji.

NRL już w lutym wzywała lekarzy indywidualnych, by nie zawierali z NFZ nowych umów, jeżeli będą w nich zapisy o karach umownych za wypisanie recepty nieuzasadnionej udokumentowanymi względami medycznymi lub niezgodnej z uprawnieniami pacjenta. Według szacunków Ministerstwa Zdrowia dotychczas podpisano blisko 50 proc. tych umów. (PAP)

bpi/ rau/ bos/ ura/