Z początkiem tego roku szkolnego weszły w życie przepisy, które miały ograniczyć dzieciom w szkołach i przedszkolach dostęp do niezdrowego jedzenia. Chodzi o produkty, które spożywane w nadmiarze mogą być przyczyną przewlekłych chorób dietozależnych, np. chipsów, niektórych ciastek i napojów, w tym energetyzujących, jedzenia typu fast food i instant.
Produkty, które można sprzedawać w sklepikach szkolnych oraz podawać w stołówkach, określiło rozporządzenie ministra zdrowia; m.in. zakazuje ono kanapek z białego pieczywa i stanowi, że herbatę słodzić można tylko miodem.
Nowe zasady obowiązują we wszystkich typach szkół z wyjątkiem szkół dla dorosłych, a także w przedszkolach. Za nieprzestrzeganie przepisów grożą kary; kontrole prowadzi inspekcja sanitarna.
Pod koniec stycznia RPD zwrócił się do Głównego Inspektora Sanitarnego z prośbą o ocenę przepisów dotyczących zdrowego żywienia. Jego zdaniem "wdrażana reforma, bardzo ważna dla zdrowia przyszłych pokoleń, wymaga jednak pewnych zmian, aby służyła celowi, który przyświecał jej wprowadzeniu".
Michalak podkreślił, że całkowicie popiera zmiany zmierzające do wyeliminowania ze jadłospisu dzieci "śmieciowego jedzenia", ale uważa, że po kilku miesiącach od ich wprowadzenia warto ocenić, co się sprawdziło, a co jest trudne do zrealizowania.
"Otyłość i nadwaga wśród dzieci to problem dzisiejszych czasów. Dlatego wszelkie działania kierowane do młodych ludzi, naprowadzające ich na zdrowy styl życia są działaniami właściwymi. Aczkolwiek trzeba pamiętać, żeby nie wylać dziecka z kąpielą - wszystko musi być możliwe do realizacji w praktyce" - ocenił RPD.
Jak dodał, dzisiaj - po kilku miesiącach obowiązywania nowych przepisów - jest czas na analizę. "Stąd moje wystąpienie do GIS; czekam na odpowiedź" - zaznaczył.
Jego zdaniem jest jednak za wcześnie, by sugerować jakieś zmiany. "To Instytut Żywności i Żywienia powinien ocenić, czy coś się nie sprawdziło, co sprawiało trudności. Na przykład - jak zastąpić mód, gdy ktoś jest na niego uczulony" - wskazał rzecznik.
W swoim wystąpieniu do GIS Michalak zwracał uwagę m.in. na kwestię podawania alergikom produktów zastępujących te wywołujące uczulenie. Jako przykład wskazywał historię dziecka uczulonego na miód - otrzymywało niesłodzone napoje, których nie chciało pić.

Drożdżówka ułaskawiona - zmienią się przepisy o zdrowym żywieniu>>

Rzecznik sygnalizował też, że w kierowanych do niego listach wychowankowie całodobowych placówek systemu oświaty skarżą się na niemożność kultywowania świąt, urodzin czy innych imprez okolicznościowych, podczas których tradycyjnie podawane są słodycze.
Michalak zaznaczył jednak, że kierunek zmian wprowadzający zdrowe żywienie w placówkach oświatowych jest bez wątpienia kierunkiem pożądanym. "Ja go bardzo wspieram i cieszę się, że ten krok został wykonany" - zastrzegł.
Pytany, czy w szkole, zwłaszcza ponadpodstawowej nie jest już za późno, by kształtować właściwe nawyki żywieniowe, Michalak podkreślił, że na to nigdy nie jest za późno.
"Człowiek uczy się przez całe życie. To, że nie nauczył się mówić >, nie znaczy, że nie warto go tego uczyć, bo to mu pomoże w przyszłości prawidłowo funkcjonować. I tak samo jest żywieniem. Oczywiście życzylibyśmy sobie, żeby rodzice kształtowali zdrowe nawyki u swoich dzieci od najmłodszych lat. Ale nie zawsze to jest możliwe. Jednak nigdy nie jest za późno, zawsze można coś naprawić tu i teraz" - przekonywał RPD.
Wprowadzaniu zdrowego żywienia w szkołach i przedszkolach towarzyszyło wiele kontrowersji. Protestowali właściciele sklepików szkolnych, rodzice się skarżyli, że dzieci nie chcą jeść posiłków przygotowanych według nowych zasad.
"Być może w tym przypadku zabrakło edukacji, szerszej kampanii społecznej. Edukacji nie tylko dla kupujących w sklepikach, ale dla tych, którzy tam sprzedają, przygotowują posiłki, przekazują informacje rodzicom i wreszcie samych rodziców" - ocenił Michalak.
Jego zdaniem przepisy są potrzebne, bo ustanawiają zasady, które określają kierunek. "Gdyby poszły za tym równolegle działania edukacyjne, na pewno byłoby mniej zamieszania. Bo przecież nikt nie kwestionuje tego, że zdrowe życie, zdrowe odżywianie to jest ten kierunek, który powinniśmy wskazywać młodym ludziom" - dodał.
Pod koniec lutego wiceminister zdrowia Jarosław Pinkas poinformował, że w resorcie trwają prace nad nowym rozporządzeniem określającym, co można podawać dzieciom w stołówkach i sprzedawać w sklepikach. "Będzie ono mniej ortodoksyjne, co nie oznacza, że wpuścimy do szkół żywność niezdrową" - powiedział. Zapowiedział, że nowe rozporządzenie będzie wskazywało wyłącznie to, czego nie powinno być. (PAP)

 

Dowiedz się więcej z książki
Rekrutacja do szkół 2016/2017 - 2 części
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł