W grudniu 2012 roku platforma wiertnicza Kulluk w wyniku trudnych warunków pogodowych zerwała się z cumy i po czterech dniach dryfowania rozbiła się u północnych wybrzeży Alaski. Wypadek nie spowodował co prawda wycieku ropy, ale postawił poważny znak zapytania wobec arktycznego projektu poszukiwawczo-wydobywczego prowadzonego przez Shell na północ od Alaski.

W raporcie straży przybrzeżnej wskazuje się na odpowiedzialność koncernu za niedopilnowanie standardów bezpieczeństwa, w tym za sam fakt holowania platformy w trakcie sztormu.

Raport stwierdza jednak przy tym, że przyczyną pośpiechu przy transporcie platformy do portu w Seattle była chęć opuszczenia przez jednostkę wód Alaski przed końcem roku, by uniknąć jej opodatkowania zgodnie z prawem stanowym. Platforma miała przeczekać w Seattle sezon zimowy i przejść tam niezbędne prace konserwacyjne.

W efekcie wypadku platforma została całkowicie wycofana z projektu arktycznego i przetransportowana do stoczni w Singapurze w celu wykonania napraw. Na razie nie wiadomo, czy platforma będzie jeszcze wykorzystywana przez Shell.

Raport straży przybrzeżnej stanowi jednak tylko zalecenie dla władz federalnych, które wciąż nie zdecydowały, czy Shell poniesie odpowiedzialność za wypadek platformy. Organizacje ekologiczne domagają się od amerykańskich władz nałożenia na Shell zakazu prowadzenia jakichkolwiek prac poszukiwawczych w Arktyce.

Na początku tego roku Shell postanowił zamrozić swój arktyczny projekt przynajmniej do końca 2014 roku. Według nieoficjalnych doniesień koncern wydał do tej pory na poszukiwania ropy i gazu u wybrzeży Alaski nawet 6 mld dolarów. (PAP)