Jak poinformowała w czwartek PAP szefowa V Wydziału Śledczego Prokuratury Okręgowej w Radomiu Agnieszka Duszyk, śledztwo początkowo miało zakończyć się do piątku, ale zostało przedłużone o kolejne trzy miesiące.

Duszyk wyjaśniła, że do zakończenia śledztwa prokuraturze potrzebna jest m.in. opinia biegłych z zakresu transportu linowego. W toku postępowania prokuratura chce ustalić, co było powodem katastrofy, czy doszło do naruszenia zasad BHP i narażenia pracowników na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi za to do 3 lat pozbawienia wolności.

Biegli będą badać wszystkie elementy, które wyciągnięto z komina po katastrofie, czyli liny, zaczepy, haki. „Postarają się ustalić m.in., czy platforma była właściwie zamocowana i dlaczego się zerwała” – powiedziała prokurator.

W trakcie śledztwa przesłuchiwani są także świadkowie, m.in. pracownicy firmy prowadzącej rozbiórkę komina, osoby odpowiadające za montaż platformy.

Do wypadku doszło w grudniu podczas prac przy rozbiórce komina kozienickiej elektrowni. Zginęły cztery osoby - pracownicy firm zewnętrznych, którzy wykonywali roboty w środku nieczynnego komina. Wraz z platformą roboczą runęli z wysokości około 200 metrów. Ciała trzech ofiar znaleziono od razu. Czwartą osobę zlokalizowano na terenie rumowiska wewnątrz komina i wyciągnięto dwa dni później.

Elektrownia jest zlokalizowana na lewym brzegu Wisły, 75 km na południe od Warszawy, w odległości 12 km od Kozienic. To największy krajowy wytwórca energii elektrycznej, wykorzystujący do jej produkcji węgiel kamienny. Elektrownia zatrudnia ponad 2,3 tys. pracowników.

Elektrownia Kozienice zmieniła nazwę na Enea Wytwarzanie w maju 2012 r. Elektrownia ma 10 wysokosprawnych bloków energetycznych o łącznej mocy 2908 MW i około 8-proc. udział w produkcji energii elektrycznej w Polsce. Zdolność wytwórcza elektrowni to ok. 14 TWh rocznie. (PAP)