Zaproponowana przez Komisję Europejską rezerwa stabilizacyjna (market stability reserve – MSR) ma poprzez podniesienie cen pozwoleń na emisję CO2 zmobilizować przemysł do realizacji założeń unijnej polityki klimatyczno-energetycznej i inwestycji w zielone technologie.

Polska była przeciwna jej utworzeniu, bo może ona obciążać dodatkowymi kosztami nasz przemysł, ale nie udało się nam zablokować jej powstania. Teraz polski rząd stara się o to, by weszła w życie jak najpóźniej. KE zaproponowała, by rezerwa powstała w 2021 r. Niektórzy europosłowie chcą jednak przesunięcia tej daty np. na 2017 r. Propozycje takie pojawiały się m.in. w projekcie raportu komisji przemysłu, badań i energii PE. W czwartek m.in. dzięki polskim europosłom udało się jednak przegłosować poprawki, które utrzymywały datę 2021 r. Jednak ostatecznie zabrakło kilku głosów, żeby przegłosować całą opinię.

W praktyce oznacza to, że komisja przemysłu, która jest z natury bardziej przychylna rozwiązaniom przyjaznym biznesowi, a mniej środowisku, nie zajmie stanowiska w tej sprawie. "Komisja przemysłu wstrzymuje się od całościowej oceny sytuacji, natomiast poszczególne głosowania cząstkowe są bardzo znaczące jeśli chodzi o efekt końcowy, głosowanie na sesji plenarnej" - mówił w czwartek dziennikarzom szef komisji przemysłu badań i energii w PE Jerzy Buzek (PO).

Ostateczną rekomendację z myślą o głosowaniu plenarnym Parlamentu Europejskiego w tej sprawie wyda w lutym komisja środowiska. Stanowisko komisji przemysłu, choć nie byłoby dla niej wiążące, mogłoby ukierunkować decyzję.

"Jest pewien problem, zgadzam się, że lepiej było uzyskać jasny wynik (...) ale jestem przekonany, że te cząstkowe głosowania będą miały też znaczenie na sesji plenarnej" - podkreślał Buzek. Jego zdaniem trzeba przekonywać cały Parlament Europejski do tego, by nie zaostrzał propozycji Komisji Europejskiej.

Nadwyżki pozwoleń na emisje na unijnym rynku wystąpiły od 2009 roku, m.in. w następstwie kryzysu gospodarczego. Ich duża liczba znacząco wpłynęła na cenę i nie była zachętą dla przemysłu do inwestowania w nowoczesne niskoemisyjne technologie, co było głównym założeniem systemu handlu emisjami ETS. Aby podnieść cenę uprawnień, KE w ub.r. zmniejszyła liczbę pozwoleń na emisje o 400 mln. Ograniczenie to jest efektem tzw. backloadingu, czyli zamrożenia aukcji 900 mln pozwoleń na emisję CO2 w latach 2014-2016 i przesunięcia ich na lata 2019-2020. Backloading spotkał się ze sprzeciwem niektórych państw Unii, m.in. Polski, które obawiały się wzrostu cen energii oraz ograniczenia wpływów do budżetu ze sprzedaży nadwyżek pozwoleń.

UE w ramach pakietu klimatyczno-energetycznego na lata 2013-2020 zobowiązała się do 20-proc. redukcji gazów cieplarnianych w stosunku do 1990 roku. Na październikowym szczycie Unii Europejskiej postanowiono, że w latach 2020-2030 redukcje CO2 wyniosą 40 proc.(PAP)

stk/ kot/