Próby rozpoczęcia tego procesu były podejmowane od ponad roku. Wcześniej na przeszkodzie stawał między innymi stan zdrowia współoskarżonych z dr. G. pacjentów. Początkowo były to trzy osoby: Jadwiga i Henryk J. w wieku około 90 lat oraz około 80-letnia Janina P. 

Przed kilkoma miesiącami wyłączona została - ze względu na stan zdrowia - sprawa mężczyzny, zaś Jadwiga J. - jak wtedy uznali biegli - mogła ewentualnie przebywać na sali sądowej tylko przez godzinę i musiała być dowożona do sądu transportem medycznym. W czwartek 1 września 2016 roku sędzia Iwona Hulko poinformowała, że także wątek Jadwigi J. został wyłączony ze sprawy i zawieszony. 

W związku z tym na ławie oskarżonych - poza dr G. - pozostała jedynie Janina P. W czwartek nie przyznała się ona do winy. Jak wyjaśniała, w kopercie którą położyła na biurku lekarza w grudniu 2006 roku - co utrwalono na nagraniu CBA - były wyniki licznych badań medycznych jej męża, które wcześniej zlecił dr G. Prokuratura zarzuciła jej wręczenie lekarzowi "korzyści majątkowej w nieustalonej kwocie". 

- Mam wielką pretensję, że przeżyłam ponad 70 lat i tak mnie potraktowano, zrobiono ze mnie przestępczynię, musiałam się stawiać co miesiąc na posterunku, policjanci przychodzili oglądać, co to za stara kobieta przyszła i za jakie przestępstwo - mówiła przed sądem. 

Kolejny termin procesu wyznaczono na 25 października 2016 roku. Wówczas wyjaśnienia ma składać dr G., który w tej sprawie jest oskarżony o przyjęcie w okresie od marca 2005 roku do grudnia 2006 roku od pacjentów i ich rodzin ponad 20 tys. zł. Nie przyznaje się do winy. 

Pierwszy proces dr. G. i - wówczas - 20 jego pacjentów był efektem jednej z pierwszych akcji nowo utworzonego wówczas Centralnego Biura Antykorupcyjnego; odbił się szerokim echem wśród opinii publicznej. 

W styczniu 2013 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa po czteroletnim procesie skazał dr. G. na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata i grzywnę za przyjęcie ponad 17,5 tys. zł od pacjentów - został skazany za część zarzutów korupcyjnych z łącznej liczby 42 zarzutów, jakie usłyszał. Uniewinniono go od 23 zarzutów, między innymi od mobbingu wobec podwładnych i części zarzutów korupcyjnych. Sprawy oskarżonych pacjentów sąd warunkowo umorzył, a niektórych - uniewinnił. 

 [-OFERTA_HTML-]



W kwietniu 2014 roku Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił uniewinnienie G. oraz kilku jego pacjentów i zwrócił w tym zakresie sprawę sądowi mokotowskiemu. Odsyłając do SR sprawę kopert wręczanych dr. G. w jego gabinecie (wręczający twierdzili, że w kopertach były listy polecające lub dokumenty medyczne), SO wskazał, że jeśli ktoś idzie do lekarza, to zazwyczaj wyniki badań pokazuje na początku wizyty, a nie zostawia ich na odchodnym. SO nie przesądził, czy doszło do wręczenia korzyści majątkowej, wskazał, że sąd I instancji nie uzasadnił swego stanowiska. 

Zarazem SO utrzymał skazanie lekarza na rok więzienia w zawieszeniu i grzywnę za 18 zarzutów przyjęcia pieniędzy od pacjentów wykazujących swą wdzięczność. 

SO utrzymał też uniewinnienie G. od mobbingu wobec podwładnych, a także od trzech najpoważniejszych zarzutów korupcyjnych - uzależniania od łapówki przyjęcia pacjenta na oddział lub podjęcia się operacji. SO uznał, że nie ma dowodu na to, iż dr G. oczekiwał łapówki w zamian za czynność medyczną. 

Sąd II instancji wiele miejsca w uzasadnieniu wyroku poświęcił kwestii granicy między korupcją a wdzięcznością pacjentów wobec lekarzy. Sędzia Wanda Jankowska-Bebeszko przypomniała, że w wyroku I instancji sędzia Igor Tuleya wskazał, gdzie ta granica przebiega: wykluczone jest wręczanie pieniędzy, a także wartościowych przedmiotów, niedopuszczalne jest też dawanie prezentów przed spodziewaną czynnością lekarza. SO uznał, że to prawidłowe ustalenie. 

Sędzia Tuleya mówił przy wyroku w SR, że działania CBA w tej sprawie rodzą skojarzenia z metodami "czasów największego stalinizmu". SO uznał, że krytykowane przez SR zatrzymania i nocne przesłuchania pacjentów kardiochirurga "były bez wątpienia legalne, bo miały oparcie w przepisach procedury". (pap)