Jak powiedział w poniedziałek rzecznik prasowy resortu zdrowia Krzysztof Bąk, ostatni dzień konsultacji to 18 sierpnia. Dodał, że podmioty, do których trafił projekt, mogą przesyłać swoje uwagi pocztą, więc na wszystkie opinie należy poczekać jeszcze kilka dni, a resort ewentualnie udzieli informacji o nadesłanych uwagach dopiero wtedy, gdy wszystkie wpłyną do MZ.

Bąk zapewnił, że ministerstwo zapozna się szczegółowo ze wszystkimi nadesłanymi w ramach konsultacji opiniami.

Projekt ustawy przygotowany przez resort zdrowia przewiduje m.in., że procedura in vitro byłaby dostępna nie tylko dla małżeństw, także dla osób pozostających ze sobą "we wspólnym pożyciu", a także jako dawstwo niepartnerskie. Dziecko urodzone w wyniku dawstwa (komórek rozrodczych) innego niż partnerskie nie będzie mogło poznać danych ojca poza jego datą i miejscem urodzenia oraz stanem zdrowia.

Projekt zawiera m.in. zakaz diagnostyki preimplantacyjnej w celu wyboru płci dziecka (ma grozić za to kara więzienia). Dopuszczalnym wyjątkiem w projekcie jest sytuacja, gdy wybór płci mógłby pozwolić na uniknięcie "ciężkiej, nieuleczalnej choroby dziedzicznej". Proponowane przepisy przewidują bezwzględny zakaz klonowania człowieka, prowadzenia eksperymentów na ludzkich zarodkach, tworzenia hybryd i chimer oraz bezwzględny zakaz handlu ludzkimi zarodkami oraz komórkami rozrodczymi.

Mają zostać powołane Centra Leczenia Niepłodności – będą ogłaszane przez MZ nie rzadziej niż raz w roku; w ramach centrów działać będą także banki komórek i zarodków. Powstanie też rejestr dawców komórek rozrodczych i zarodków, administratorem bazy danych będzie MZ.

Projekt nie określa np. standardów i procedur dotyczących postępowania z komórkami rozrodczymi i zarodkami, nie precyzuje liczby zarodków, które mogłyby być tworzone oraz tego, jak długo komórki lub zarodki mogłyby być przechowywane. Te kwestie mają być określone w rozporządzeniach MZ.

Zarówno środowiska medyczne, jak i pacjenci zgodnie wskazują, że przyjęcie takiej regulacji jest bardzo potrzebne.

Projekt został wysłany do zaopiniowania m.in. do Naczelnej Rady Lekarskiej. Rada w przyjętym w tej sprawie stanowisku podkreśliła, że od dawna uważa, iż procedury prokreacji medycznie wspomaganej wymagają określenia ram prawnych, w szczególności w odniesieniu do zapłodnienia metodą in vitro.

NRL podkreśliła, że już w stanowisku w 2009 r. uznała, że "niedopuszczalne powinny być wszelkie nieterapeutyczne ingerencje w genom ludzki, klonowanie, tworzenie tzw. chimer oraz hybryd, prowadzenie eksperymentów badawczych na embrionach, tworzenie tzw. zarodków nadliczbowych, przedimplantacyjna selekcja zarodków oraz implantowanie zarodków kobietom w wieku poprokreacyjnym". Przypomniała, że postulowała wówczas - co także znalazło się w obecnym projekcie - powołanie instytucji nadzorującej prowadzenie działalności w zakresie zapłodnienia pozaustrojowego oraz zbudowanie systemu certyfikowania podmiotów do tego uprawnionych.

Jednocześnie NRL krytycznie odniosła się do tego, że projektowana ustawa nie zawiera przepisów o liczbie tworzonych i implantowanych zarodków, a ponadto - według NRL - zrównuje procedury przechowywania zarodków z tymi dotyczącymi komórek rozrodczych.

Projekt trafił także do zaopiniowania przez Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu. Jego prezes prof. Sławomir Wołczyński uważa, że projekt wymaga "dookreśleń i uzupełnień", ale sama ustawa regulująca te kwestie jest potrzebna. Według niego w projekcie brakuje np. zapisu dotyczącego procedur odwoławczych w przypadku sankcji prawnych czy administracyjnych. Wskazał, że nie ma też określenia, w jakim czasie mają być wydawane np. decyzje o zamknięciu placówki wykonującej in vitro.

Wołczyński ocenił ponadto, że możliwość poznania przez dziecko urodzone w wyniku dawstwa niepartnerskiego (np. w przypadku skorzystania z banku nasienia) daty i miejsca urodzenia dawcy nie jest dobrym rozwiązaniem. Zaznaczył, że co innego, jeśli dawca urodził się w dużym mieście, a co innego, jeśli w małym, gdzie łatwiej ustalić jego tożsamość.

Propozycja ta budzi zastrzeżenia także stowarzyszenia "Nasz Bocian", ponieważ w ich opinii nie chroni dostatecznie anonimowości dawców z małych miast. Przewodnicząca Anna Krawczak uważa, że "zapis o poznaniu daty i miejsca urodzenia jest absurdalny, ponieważ duch jest taki, aby chronić anonimowość dawców, a podanie daty i miejsca urodzenia, w przypadku małej miejscowości, pozwoli na dużą możliwość identyfikacji konkretnej osoby".

Według stowarzyszenia dawstwo nie powinno być tylko anonimowe - jak przewiduje projekt - ale dawca powinien mieć możliwość wyboru, czy będzie chciał po 18. roku życia dziecka odtajnić przed nim swoje dane, czy nie.

Stowarzyszenie proponuje ponadto, aby nowe regulacje dotyczące in vitro przewidywały obowiązkowe konsultacje psychologiczne dla par, które chcą skorzystać z dawstwa, a także dla dawców i dawczyń.

Także według Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny obowiązkowe powinny być konsultacje psychologiczne dla osób, które mają skorzystać z dawstwa gamet lub zarodków, czyli tak zwanej adopcji prenatalnej. "Drugą kwestią jest to, że projekt zakłada wyłącznie anonimowe dawstwo gamet lub zarodków. Jesteśmy zdania, że powinno dopuścić się możliwość dawstwa jawnego - to jest sytuacji, w której obie strony godzą się na to, że dane dawcy zawarte w rejestrze będą mogły w przyszłości zostać udostępnione dziecku, które w wyniku tego dawstwa się urodzi" - podkreśliła federacja.(PAP)