We wtorek w resorcie zdrowia odbyło się spotkanie z przedstawicielami środowiska aptekarzy, lekarzy i pacjentów na temat projektu rozporządzenia ws. recept.

W ocenie prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej Macieja Hamankiewicza, wiceminister Cezary Rzemek, który reprezentował resort na spotkaniu, nie był merytorycznie przygotowany do dyskusji o szczegółach, mimo że NRL przekazała wcześniej na piśmie swoje uwagi do projektu rozporządzenia. Ponadto, lekarze oczekiwali udziału w spotkaniu ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza.

Po spotkaniu Hamankiewicz powiedział PAP, że postawa ministerstwa budzi sprzeciw, więc przedstawiciele NRL w oburzeniu opuścili siedzibę resortu.

"Jest już 21 lutego, a nadal nie ma gotowego rozporządzenia" - zaznaczył. "To, co przygotowało ministerstwo, jest skandalicznie złe, i nie ma możliwości zastosowania takich rozwiązań w życiu codziennym" - ocenił prezes NRL.

"Próbuje się rękoma lekarzy odebrać polskim obywatelom leki refundowane. Na to nie ma naszej zgody" - podkreślił Hamankiewicz.

Rzecznik Naczelnej Rady Aptekarskiej Eugeniusz Jarosik poinformował PAP, że podczas spotkania każda ze stron przedstawiła swoje zdanie na temat prowadzenia prac nad rozporządzeniem. Zadeklarował, że aptekarze są gotowi do rozmów na temat uwag zgłoszonych do projektu rozporządzenia tak, aby zostały one uwzględnione w jego ostatecznym kształcie.

"Oczekujemy na kolejne spotkanie w tej sprawie, na którym będziemy rozmawiać już szczegółowo o zapisach" - powiedział Jarosik.

PAP nie udało się we wtorek wieczorem skontaktować z ministerstwem zdrowia. Projekt rozporządzenia został 10 lutego przekazany do konsultacji społecznych, a partnerzy społeczni do 17 lutego przedstawili resortowi swoje uwagi.

Prezydium NRL w oświadczeniu wydanym po opublikowaniu projektu rozporządzenia zaopiniowało go negatywnie. Jak podkreślali lekarze, nowe przepisy skutkują ograniczeniem dla chorych dostępności do leków refundowanych.

Projekt rozporządzenia przewidując w przypadku leków refundowanych - przepisywanych poza wskazaniami objętymi refundacją - konieczność zamieszczania na recepcie poziomu odpłatności „100 proc.”, zwiększa nakładane na lekarzy obowiązki biurokratyczne, które przeszkadzają w sprawowaniu należytej opieki nad chorymi - ocenili lekarze.

Zdaniem NRL przyjęte rozwiązania systemu refundacji stawiają lekarza w sytuacji "konfliktu sumienia, zmuszając go do leczenia chorych lekami niekoniecznie najbardziej skutecznymi, lecz tymi, które zostały zarejestrowane w danym zastosowaniu i są objęte refundacją".

Zgodnie z projektem rozporządzenia, jeżeli lek zostanie przepisany poza określonym zakresem wskazań objętych refundacją, lekarze mają wpisywać na recepcie 100 proc. poziom odpłatności.

Lekarze będą musieli wypisywać na receptach poziom odpłatności pacjenta tylko w przypadku leków, które występują na liście refundacyjnej w więcej niż jednym stopniu odpłatności (B - bezpłatne, R - ryczałt, 30 proc., 50 proc., 100 proc.). MZ zaznacza, że ten zapis jest odpowiedzią na jeden z postulatów lekarzy. Ma to im ułatwić wypisywania poziomu odpłatności.

Resort zdrowia rozszerzył w projekcie rozporządzenia katalog błędów, pomimo których aptekarz będzie mógł zrealizować receptę. Wprowadzono przepis umożliwiający realizację recepty, której druk odbiega od wzoru określonego w rozporządzeniu. MZ podkreśla, że wynika to z odejścia od karania aptekarzy za błędy drukarskie i nieścisłości związane z wypełnieniem recepty przez lekarza, które nie powodują jej nieczytelności. Chodzi np. o wpisanie danych w części recepty innej, niż przewiduje rozporządzenie.

Aptekarze będą mogli poprawiać na recepcie lub tylko w komunikacie elektronicznym przekazywanym do NFZ m.in. identyfikator oddziału regionalnego Funduszu, kod uprawnień dodatkowych pacjenta, numer prawa wykonywania zawodu lekarza. W projekcie rozporządzenia znalazł się zapis umożliwiający aptekarzom wydawanie recept niespełniających wymaganych kryteriów, np. z pieczątką: "Refundacja leku do decyzji NFZ".(PAP)