Prokuratura Apelacyjna w Krakowie oskarżyła w tej sprawie trzech białostockich policjantów zajmujących się walką z korupcją i lekarza, uważanego za inspiratora całej akcji.

Po trwającym 2,5 roku procesie, przed Sądem Rejonowym w Białymstoku w październiku 2012 roku zapadły wyroki skazujące.

W przypadku lekarza - wyrok najsurowszy, bo sąd orzekł karę dwóch lat więzienia bez zawieszenia. W przypadku dwóch policjantów - kary po 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na cztery lata, do tego grzywny i 3-letnie zakazy wykonywania zawodu. Trzeci z oskarżonych policjantów został skazany na grzywnę i roczny zakaz wykonywania zawodu.

Apelacje złożyli wszyscy oskarżeni, kwestionując w nich swoje sprawstwo i nie zgadzając się z oceną dowodów przeprowadzoną przez sąd pierwszej instancji. Uważają też, że sąd ten nie uwzględnił okoliczności przemawiających na ich korzyść. Prokuratura nie zaskarżyła wyroku.

Podobnie jak mowy końcowe przed sądem rejonowym, czwartkowe wystąpienia stron były jednak utajnione co ma związek z tym, iż w procesie dowodami były także tajne, operacyjne materiały.

Wystąpienia te rozpoczęły się dopiero po południu, bo wcześniej oskarżony lekarz i jego obrońca złożyli wnioski o wyłączenie całej trójki sędziów orzekających w tej sprawie. W tej sytuacji inny skład sędziowski musiał zbadać, czy rzeczywiście są podstawy do wyłączenia tych sędziów. Uznał, że nie ma takich okoliczności, które mogłyby wywołać uzasadnioną wątpliwość co do ich bezstronności.

Proces dotyczy wykorzystania przez policję tzw. kontrolowanego wręczenia korzyści majątkowej kardiochirurgowi Tomaszowi Hirnlemu, szefowi kliniki w uniwersyteckim szpitalu klinicznym w Białymstoku.

W czerwcu 2005 roku podstawione osoby, które w akcji odegrały role żony i córki pacjenta wymagającego operacji kardiochirurgicznej, zostawiły w gabinecie lekarza 5 tys. zł w kopercie.

Po długim procesie kardiochirurg został uniewinniony, a sądy orzekły, że - nie mając żadnych wiarygodnych informacji, iż przyjmuje on łapówki - nie można było w sposób legalny przeprowadzić takiej akcji wobec niego. Za niesłuszny areszt lekarz dostał odszkodowanie i zadośćuczynienie; w procesie dotyczącym prowokacji ma status oskarżyciela posiłkowego.

To, że cała sprawa jest intrygą jednego lekarza wobec drugiego, wyszło na jaw dzięki dziennikarskiemu śledztwu. Autor telewizyjnego reportażu zawiadomił Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie i to ona oskarżyła lekarza, policjantów i trzy osoby biorące udział w prowokacji.

Prokuratura ta uznała bowiem, że w akcji bezpodstawnie wykorzystano instytucję kontrolowanego wręczenia korzyści majątkowej. Oceniła także, że doszło do wprowadzenia w błąd prokuratora okręgowego w Białymstoku, który udzielał zgody na zastosowanie tej prowokacji.

Uznawanemu za jej inspiratora lekarzowi zarzucono m.in. tworzenie fałszywych dowodów, składanie fałszywych zeznań i nakłanianie do ich składania (za obietnicę zapłacenia 20 tys. zł) dwóch innych osób, biorących bezpośredni udział w prowokacji.

Dwie kobiety, które w akcji odegrały rolę rodziny pacjenta, dobrowolnie poddały się karze więzienia w zawieszeniu na samym początku tego procesu. Proces mężczyzny, który był pacjentem, został z powodu jego stanu zdrowia wyłączony do odrębnego postępowania i trafił do sądu w Warszawie. (pap)