PAP: W ubiegłym roku przychody ze sprzedaży książek skurczyły się o 7,5 proc., do 2,48 mld zł – szacuje Biblioteka Analiz. Rok wcześniej rynek sprzedaży książki był wart jeszcze 2,68 mld zł. Dlaczego tak się stało?
Łukasz Gołębiewski: To przede wszystkim kwestia wprowadzenia darmowych podręczników. Szacujemy, że w tym roku to posunięcie MEN spowodowało zmniejszenie przychodów ze sprzedaży książek o 5 proc. Ale to nie koniec - spadki notowane będą także w kolejnych latach, gdy program darmowych podręczników realizowany będzie w kolejnych klasach. Spadki w następnych latach mogą wynieść nawet 25 proc. w stosunku do stanu sprzed wprowadzenia darmowego podręcznika. Wydawcy odczują to boleśnie. W ostatnim tygodniu upadłość ogłosiło wydawnictwo Żak, bardzo zasłużone dla polskiej edukacji, zwłaszcza dla nauczania dzieci w klasach 1-3, które w dobrych latach miało obroty rzędu 35 mln zł i mieściło się wtedy w pierwszej dziesiątce polskich wydawnictw. Długofalowym efektem wprowadzenia darmowego podręcznika będzie zanik innowacyjności w polskiej edukacji, zanik różnorodności, którą gwarantowało istnienie kilkunastu rywalizujących ze sobą wydawców.

PAP:
Wprowadzenie darmowego podręcznika nie tłumaczy jednak całego spadku przychodów ze sprzedaży.
Ł.G.: Drugi powód spadku to przecenianie książek. Ten proceder na polskim rynku ciągnie się od 2011 roku, kiedy wprowadzono podatek VAT na książki, a wydawcy musieli w trybie natychmiastowym wyprzedawać książki z dawną, zerową stawką podatku. Ten trend utrzymał się. Przeceny zdominowały ostatnie lata na polskim rynku książki i przestały być domeną księgarni typu Dedalus, które się w przecenionych książkach specjalizują. Teraz przecenami kuszą też sieciówki jak Empik czy Matras. Mam nadzieję, że to przejściowe zjawisko, które skończy się za jakieś 2-3 lata, kiedy wejdzie w życie ustawa o książce. Właśnie trwają prace nad nią i wydaje się, że jest sprzyjająca atmosfera polityczna dla tej ustawy, która pomoże całej branży. Ustawa o książce zagwarantuje, że przez określony czas po publikacji (na przykład rok), książka będzie musiała być sprzedawana w określonej cenie (dopuszczalne są rabaty dla bibliotek, czy też 5-procentowa rabaty na targach).

Na reformie podręcznikowej wydawcy stracą ok. 300 mln zł>>

PAP: Podobno Empik ma poważne kłopoty. W sieci pojawiły się już nawet memy "nie będę płakać po Empiku".
Ł.G.: Wynik finansowy Empiku jest zły - w 2014 roku odnotowano spory spadek sprzedaży oraz podobno gigantyczną stratę przekraczającą 110 mln zł. O tym, że sytuacja finansowa Empiku nie jest najlepsza, wiadomo było od dwóch lat. Jeden z właścicieli udzielił firmie pożyczki, która sprawia, że teraz jest ona w stanie na bieżąco spłacać zobowiązania, ale też wystawiono na sprzedaż część aktywów. Przy polityce sprzedaży, jaką Empik prowadzi, nie wróżę im długofalowych sukcesów. Kiedyś firma przyciągała klienta bardzo szeroką ofertą, teraz jest ona skromniejsza niż u konkurencji. Empik sprzedaje właściwie wyłącznie najbardziej chodliwe nowości wydawnicze. To polityka firmy doprowadziła do tego, że ludzie mówią "nie będę płakać po Empiku".
PAP: Jeżeli Empik padnie, to gdzie będziemy kupować książki? Zamykanie księgarń obserwujemy już od co najmniej dekady.
Ł.G.: Poza Empikiem jest sieć księgarń Matras, która w ostatnich latach otworzyła wiele księgarń w bardzo atrakcyjnych handlowo miejscach - na dworcach kolejowych i w galeriach handlowych. To już nie jest tak, że lokalizacja w centrum miasta jest dla księgarni dobra - dużo lepsze są galerie i dworce, gdzie koncentruje się duży ruch klientów. Nie przypadkiem w Warszawie na rynku Starego Miasta nie ma żadnej księgarni. Pewnie przy wysokich czynszach żadna nie utrzymałaby się tam, ale jest to jednak jakiś wstyd dla Warszawy, że jesteśmy chyba jedyną europejską stolicą bez księgarni na rynku. Wydaje się, że przyszłością branży jest jednak sprzedaż internetowa.

WSiP: przez rządową reformę zaczynamy zwalniać pracowników>>

PAP: Jak zmienia się sytuacja e-booków w Polsce? Ile jest wart ten segmenty rynku książki?
Ł.G.: Rynek e-booków wart jest – według wstępnych szacunków – 62 mln zł, więcej o 15 proc. w porównaniu do 2013 roku, ale to niespełna 3 proc. wartości całego rynku, czyli rozwój tego sektora jest u nas dużo powolniejszy niż w USA, ale też w krajach UE. Niestety, Unia nakłada na państwa obowiązek stosowania wobec e-booków podstawowej stawki podatku VAT, czyli w Polsce jest to aż 23 proc. ceny e-booka. Książki tradycyjne obłożone są 5-procentowym VAT-em. Od dawna mówi się o konieczności zniesienia tej nierówności, ale nie sądzę, żeby szybko udało się to zrobić.
Polska Izba Książki otrzymała niedawno odpowiedź z Ministerstwa Finansów na zapytanie, co rząd w 2014 r. zrobił dla obniżenia VAT na e-booki. Donald Tusk zapowiadał podjęcie pewnych działań, ale z odpowiedzi MF wynika, że Polska jest w tym przypadku właściwie bezradna. Jeżeli sprawa trafi pod obrady Parlamentu Europejskiego to Polska będzie popierać zrównanie podatkowe e-booków i książek papierowych. Nie wiadomo jednak, kiedy się to stanie. Francja i Luksemburg wyłamały się z polityki UE i obniżyły VAT na e-booki. Grożono im poważnymi karami finansowymi, ale jak na razie nic takiego nie ma miejsca. Wysokie opodatkowanie e-booków bardzo zawyża ich cenę, to nie jakaś groszowa różnica, tylko jedna czwarta całej ceny. Trzeba przy tym pamiętać, że w przypadku e-booków czytelnik oczekuje ceny przynajmniej o połowę niższej od książki papierowej.

Wydawcy chcą przepisów ws. wizyt handlowców w szkołach>>

PAP: Czy są jakieś zmiany na rynku książki, z których można się cieszyć?
Ł.G. Wzrosła sprzedaż książek erotycznych i nie ma powodu żeby się tym martwić. To zasługa bestsellerowej sagi o Grayu, ale pojawiły się też nowe serie. Cieszy, że w ubiegłym roku po raz pierwszy od 1990 roku na listach bestsellerów było więcej książek polskich autorów niż zagranicznych. Na początku lat 90. zachłysnęliśmy się dostępem do literatury zachodniej, ale polscy wydawcy dostrzegli wreszcie potencjał polskich autorów, zaczynają ich promować. Dobrze sprzedają się kryminały np. Marka Krajewskiego, Zygmunta Miłoszewskiego, powieści obyczajowe Katarzyny Grocholi, ale też polskie reportaże, a coraz częściej publikacje polityczne. Jeśli chodzi o reportaż, to nasi autorzy należą do światowej czołówki.
Z bestsellerów 2014 roku zwraca uwagę powrót na księgarskie półki Wojciecha Cejrowskiego, jego „Wyspa na prerii” sprzedawała się lepiej niż np. nowa książka – również powracającej po latach – Helen Fielding, znanej z „Dziennika Bridget Jones”. Z reportaży największy sukces odniósł Jacek Hugo-Bader ze swoim „Długim filmem o miłości”. Zwraca uwagę wysoka sprzedaż książek bardziej ambitnych, jak „Beksińscy. Portret podwójny” Magdaleny Grzebałkowskiej czy „Dziewczyn z Powstania” Anny Herbich. Swego rodzaju ponadpokoleniowym fenomenem jest Małgorzata Musierowicz, na jej „Jeżycjadzie” wychowują się kolejne czytelniczki, autorka wciąż jest płodna, wciąż też wierna własnemu stylowi, najlepiej dowodzi, że w literaturze pogoń za nowinkami wcale nie gwarantuje sukcesu, a dobra narracja zawsze jest w cenie.
Łukasz Gołębiewski to analityk rynku książki, dziennikarz i krytyk literacki, prezes spółki Biblioteka Analiz, współautor cyklicznej publikacji "Rynek książki w Polsce". (PAP)

Polska Izba Książki: wysokie zyski wydawców podręczników to mit>>