Jak podało w poniedziałek biuro prasowe urzędu marszałkowskiego w Olsztynie, urzędnicy wszczęli postępowania w sprawie cofnięcia pozwolenia zintegrowanego na prowadzenie działalności ZAP Sznajder Batterien S.A. Urzędnicy mają także zobowiązać spółkę do sporządzenia i przedłożenia przeglądu ekologicznego instalacji.

Jednocześnie marszałek zwrócił się do warmińsko-mazurskiej inspektor ochrony środowiska o rozważenie możliwości wstrzymania działalności zakładu. Jak wyjaśniło biuro prasowe urzędu marszałkowskiego, "zgodnie z prawem ochrony środowiska, wojewódzki inspektor ochrony środowiska może wstrzymać pracę w zakładzie, jeżeli jego działalność zagraża życiu lub zdrowiu ludzi".

O cofnięcie pozwolenia zintegrowanego do marszałka warmińsko-mazurskiego zwrócili się w ubiegłym tygodniu radni Korsz uchwalając na nadzwyczajnej sesji stanowisko w tej sprawie.

Pozwolenie zintegrowane to decyzja administracyjna, która jest formą licencji na prowadzenie działalności przemysłowej, określającą poziom oddziaływania np. instalacji przemysłowej zakładu na środowisko.

Burmistrz Korsz Ryszard Ostrowski mówił wcześniej PAP, że nie jest przeciwny prowadzeniu działalności przez ten zakład, ale - jak zaznaczył - musi to być taki rodzaj produkcji, który jest bezpieczny dla mieszkańców i środowiska.

9 stycznia powiatowa stacja sanitarno-epidemiologiczna w Kętrzynie podjęła decyzję o zamknięciu zakładu. Stało się to po niezapowiedzianej kontroli, gdy wyniki badań u pracowników wykazały 3-krotne i 6-krotne przekroczenie norm ołowiu. Przekroczenie norm stwierdzono także u kilkorga dzieci mieszkających w pobliżu zakładu. Decyzja o wstrzymaniu produkcji nie jest prawomocna, przysługuje od niej odwołanie do Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Olsztynie.

PAP nie udało się skontaktować w zarządem firmy prowadzącej zakład w Korszach. Na początku grudnia ubiegłego roku przedstawiciele firmy przekazali samorządowi w Korszach stanowisko wobec pojawiających się informacji o szkodliwej działalności.

Jak podał wówczas zarząd, firma posiada "wszelkie certyfikaty świadczące o spełnieniu najsurowszych norm środowiskowych". Przedstawiciele poinformowali, że zakład w Korszach wielokrotnie w latach 2012-13 był poddawany kontrolom przez Sanepid i Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Zarząd firmy ocenił, że "zarzuty wobec ich przedsiębiorstwa kierują osoby, które były wcześniej zwolnione z pracy z uwagi na rażące nieprzestrzeganie przepisów BHP".

Podkreślili, że uruchomienie zakładu w Korszach kosztowało 20 mln zł, co oznacza, że utworzenie jednego stanowiska pracy kosztowało ponad 400 tys. zł.

Gmina Korsze liczy 11 tys. mieszkańców. Stopa bezrobocia wynosi około 30 proc. Miejscowy zakład recyklingu akumulatorów zatrudnia 40 osób, a współpracowało z nim kolejnych 20 osób.

Po sygnałach mieszkańców burmistrz Korsz zdecydował o przebadaniu na koszt samorządu 1300 mieszkańców na zawartość ołowiu w organizmie. Badania prowadzone są wśród osób mieszkających najbliżej zakładu recyklingu akumulatorów oraz wśród mieszkańców Glitajn - wioski oddalonej mniej więcej o kilometr od firmy. Całościowe wyniki będą znane pod koniec stycznia.
 
(PAP)