W styczniu 2006 r. po zawaleniu hali podczas międzynarodowych targów gołębi pocztowych zginęło 65 osób, a ponad 140 zostało rannych.

Poszkodowani uważają, że należą im się odszkodowania od państwa, podobnie jak bliskim ofiar katastrofy smoleńskiej i katastrofy samolotu Casa. „Nie upieramy się, że muszą to być takie same kwoty, choć przyznane bliskim ofiar Casy 250 tys. zł może być punktem wyjścia do dalszych uzgodnień. Najważniejsze, by państwo w końcu zaczęło w tej sprawie rozmawiać i próbowało rozwiązać problem, podobnie jak w przypadku tych dwóch katastrof. Chcemy, by wyznaczono zespół lub pełnomocnika, z którym będzie można podjąć negocjacje" - zaznaczył mec. Adam Car.

W czwartek przed katowickim sądem rejonowym odbyło się posiedzenie związane z zawezwaniem do próby ugodowej, które złożył Car. Skarb Państwa reprezentował pełnomocnik prezydenta Chorzowa, wskazanego we wniosku jako jeden z przeciwników. Do zawarcia ugody nie doszło, ponieważ pełnomocnik poszkodowanych wskazał jako stronę przeciwną do zawarcia ugody Ministerstwo Skarbu Państwa - jako władne do zawarcia ugody. Sąd ma zawiadomić o tym resort. Sprawę odroczył do 23 kwietnia.

Car wskazał, że prezydent Chorzowa nie ma jako reprezentant Skarbu Państwa możliwości finansowych i prawnych, żeby zawierać ugodę. Argumentację tę podzieliła pełnomocnik prezydenta Chorzowa mec. Gabriela Morawska-Stanecka. Car zaznaczył, że „decyzje w sprawie wypłaty zapadają wyżej".

To kolejna podjęta przez niego próba zawarcia ugody. W 2009 r. pełnomocnicy Skarbu Państwa nie zgodzili się na nią, kwestionując zarówno zasadność roszczeń pod swoim adresem, jak i ich wysokość. „Od tego czasu sporo się zmieniło, mamy nowe informacje, zapadło wiele wyroków w indywidualnych sprawach odszkodowawczych w sprawie MTK, w których sądy uznały odpowiedzialność Skarbu Państwa, więc tego argumentu nie powinno się już podnosić" - zaznaczył mec. Car.

Niezależnie od prób zawarcia ugody, w styczniu tego roku Car przesłał do warszawskiego sądu pozew zbiorowy obejmujący 33 bliskich ofiar śmiertelnych katastrofy hali MTK. Strona powodowa nie domaga się w nim konkretnych kwot odszkodowań, ale uznania, że za tragedię odpowiada Skarb Państwa, co ułatwiłoby późniejsze dochodzenie roszczeń.

Od dnia katastrofy do sądów w Katowicach i Chorzowie wpłynęło około stu jednostkowych spraw o odszkodowania. Łączna kwota zgłoszonych roszczeń sięgała kilkudziesięciu milionów złotych. Do rozpoznania zostały jeszcze ostatnie z nich. W zakończonych sprawach sądy zwykle przychylały się do roszczeń, choć zasądzały odszkodowania, zadośćuczynienia i renty w niższej kwocie niż domagali się poszkodowani - od kilku do kilkuset tys. zł.

Poszkodowani początkowo kierowali roszczenia pod adresem spółki MTK, ale później także do Skarbu Państwa, podkreślając, że jest on samoistnym posiadaczem terenu, na którym stała hala (MTK były tylko dzierżawcą terenu). Wskazywali też na zaniedbania władzy publicznej w zakresie nadzoru budowlanego, które - co w części potwierdziła również prokuratura - przyczyniły się do katastrofy.

W 2008 r. zapadł pierwszy prawomocny wyrok, w którym sąd zdecydował, że 8 tys. zł odszkodowania jednemu z rannych w katastrofie powinna wypłacić nie spółka MTK, ale właśnie państwo. Wyrok w tamtym procesie stał się jednym z argumentów reprezentantów innych pokrzywdzonych, którzy uważają, że w tej sytuacji Skarb Państwa powinien porozumieć się z poszkodowanymi.

Proces karny w sprawie katastrofy toczy się przed katowickim sądem okręgowym. Odpowiadają w nim m.in. dawni szefowie spółki MTK, projektanci hali i była inspektor nadzoru budowlanego w Chorzowie. Według prokuratury, na tragedię złożyły się błędy i zaniechania w fazie projektowania i budowy hali, a także jej użytkowania i nadzoru nad budynkiem. (PAP)

kon/ lun/ itm/ jbr/