Według informacji uzyskanych do osób prowadzących negocjacje, Polska zawetuje zaproponowane przez duńską prezydencję konkluzje podczas piątkowej rady środowiska UE w Brukseli.
Duńska prezydencja zaproponuje przyjęcie akceptującego stanowiska do zaproponowanych przez Komisję Europejską celów redukcyjnych CO2 w UE do 2030, 2040 i 2050 r.
Jak dowiedzuiała się, Polska zawetuje nie tylko część dotyczącą redukcji emisji w ramach UE, ale również wspólne unijne ustalenia w ramach światowych negocjacji klimatycznych.
Już raz - w czerwcu 2011 r. - Polska zablokowała konkluzje rady UE w sprawie tzw. mapy drogowej, wyznaczającej cele redukcji CO2 do 2050 r., w obawie przed wzrostem celu redukcji na 2020 r. i dodatkowych obciążeń dla naszej gospodarki.
Polska domagała się wyliczeń kosztów zwiększonej redukcji CO2, które opracowała KE. Koszt 25 proc. redukcji emisji dla Polski, poza energetyką, KE obliczyła na 1,1 mld euro. Koszt ten nie obejmuje pozwoleń na emisję CO2, które będą musiały nabywać - przynajmniej częściowo: przemysł i energetyka, ponieważ - zdaniem KE - przychód z ich sprzedaży trafia do rządu, który może zasilić gospodarkę tymi pieniędzmi.
Korolec pytany w środę o możliwe weto powiedział, że stanowisko rządu na piątkowe spotkanie ministrów jest jasne. "Brzmi ono - nie wyrażamy zgody na żadne wyższe cele redukcyjne UE w perspektywie roku 2020. Definiowanie obecnie polityki klimatycznej, gdy nie wiadomo, jak będą wyglądały negocjacje światowe, jest dalece przedwczesne" - powiedział.
Z nieoficjalnych informacji, które uzyskała PAP, wynika, że Polska nie chce w treści ustaleń piątkowego spotkania sformułowań, które dałyby Komisji Europejskiej podstawę do wyznaczania prawnie wiążących państwa członkowskie celów redukcyjnych. Według jednego ze źródeł PAP rada powinna wypracować wspólne i jednomyślne stanowisko w sprawie redukcji emisji, a nie przyjmować rozwiązanie proponowane przez Komisję.
Polska chce też, by policzyć podjęte indywidualne zobowiązania krajów członkowskich i w ramach Rady wypracować porozumienie w sprawie redukcji.
Warszawa przed kolejnymi światowymi negocjacjami klimatycznymi nie chce też przyjmowania nowych zobowiązań, ponad pakiet klimatyczno-energetyczny z 2008 r., który zakłada 20-proc. redukcję CO2 do 2020 r. Ustalenia z Durbanu, które przyjęły wszystkie kraje świata, zakładają, że globalne negocjacje klimatyczne zakończą się w 2015 r. Nowe światowe porozumienie klimatyczne ma zostać zawarte w 2020 r.
"Nie widzę powodu, by w połowie marca 2012 r. przyjmować zobowiązania, które przed startem negocjacji światowych spowodują inflację naszej pozycji w tych negocjacjach celów po 2020 r." - powiedziało jedno ze źródeł.
Warszawie nadal nie podoba się również proponowane zlikwidowanie możliwości sprzedawania nadwyżek emisji CO2, wynikających z realizacji ponad zapisane w protokole z Kioto wielkości. "To są konkretne pieniądze dla Polski, jeśli te prawa do emisji uda się sprzedać. Dlaczego mamy z tych środków rezygnować" - przekonywał inny rozmówca PAP.
Polska źle widzi też planowaną przez KE redukcję liczby pozwoleń na emisję CO2 w związku z poprawą efektywności energetycznej w ramach UE (m.in. sprawniejsze, wymagające mniej energii technologie, ocieplanie budynków). Również konkluzje zawierające przyzwolenie, by Komisja mogła zmniejszyć liczbę pozwoleń na rynku nie zostanie przyjęte przez Polskę - podały oba źródła.
KE wcześniej zapowiadała, że zadeklaruje 30-proc. cel, gdy inne duże gospodarki światowe uczynią podobnie. Zwiększenia celu redukcji CO2 domagają się zieloni w Parlamencie Europejskim. W połowie listopada 2011 r. PE przegłosował niewiążącą rezolucję negocjacji klimatycznych w Durbanie (grudzień 2011 r.). Wezwał w niej UE do zwiększenia celu redukcji emisji CO2 ponad 20 proc.

Aleksander Główczewski (PAP)