Istnieje kilka sposobów na uczynienie spalania węgla "czystszym", jednak przy dzisiejszych europejskich cenach emisji CO2 rzędu kilku euro za tonę, są one nieopłacalne - powiedział Linak PAP. Jeżeli uważamy, że biomasa jest neutralna, jeśli chodzi o emisję, to w przypadku Polski jej używanie wydaje się krokiem we właściwym kierunku - dodał.

Linak podkreślił, że technologia współspalania nie jest prosta do opanowania i np. w USA nie jest rozpowszechniona. Natomiast - ocenił - wygląda na to, że Polska pokonała bariery technologiczne w jej stosowaniu.

Według niego współspalanie można jeszcze bardziej usprawnić, np. poprzez proces tzw. toryfikacji biomasy, który jego zdaniem jest jedną z najbardziej obiecujących technologii. Polega on na termicznej obróbce biomasy, której efektem jest produkt przypominający węgiel drzewny, jednorodny, nie zawierający szkodliwych dla kotłów substancji organicznych i wody.

W Polsce współspalanie jest obecnie traktowane jako odnawialne źródło energii (OZE). Ze współspalania biomasy z węglem w dużych blokach energetycznych pochodzi dziś ok. połowy naszej "zielonej" energii. Ekolodzy i branża OZE krytykują jednak wspieranie tej metody na takich samych zasadach jak innych rodzajów OZE. Dowodzą m.in., że nie generuje ona żadnego postępu technologicznego w zielonej energetyce. Pewne ograniczenia takiego wsparcia zakłada przyjęty przez rząd projekt nowej ustawy o OZE.

Linak przypomniał, że są sposoby na jeszcze bardziej wydajne spalanie węgla, jak choćby zgazowanie paliwa przed spaleniem (IGCC) czy "oxy-combustion", czyli spalanie w mieszaninie czystego tlenu i wychwyconego ze spalin dwutlenku. W USA przy wsparciu Departamentu Energii powstają pilotażowe elektrownie wykorzystujące te technologie. "Ich opłacalność stopniowo się poprawia, ale ciągle cena emisji CO2 jest tak niska, że ekonomicznego sensu jeszcze nie mają" - mówił ekspert.

Z kolei w Polsce - jak przypomniał - m.in. z powodu braku perspektyw opłacalności Polska Grupa Energetyczna zrezygnowała z projektu CCS (wychwyt i składowanie dwutlenku) w elektrowni w Bełchatowie.

Innym zastosowaniem CO2 w Stanach Zjednoczonych jest procedura EOR (Enhanced Oil Recovery), czyli zatłaczania w złoża w celu wydobycia dodatkowych ilości ropy. Jak wyjaśnił, dwutlenek węgla, wydobywany razem z gazem ziemnym, jest oddzielany, oczyszczany i przesyłany, czasem na bardzo duże odległości na pola naftowe.

Jak podkreślił ekspert, cena to 30-40 dol. za tonę, ale na razie rynek ten nie jest zbyt duży. Należy się jednak spodziewać, że wraz z budową instalacji wychwytu CO2, dwutlenek z nich będzie zastępował gaz ze źródeł naturalnych - ocenił. Pierwsza taka instalacja, zbudowana z pomocą Departamentu Energii, działa już w teksańskim Port Arthur, w zakładzie, który metodą reformingu parowego produkuje z metanu i pary wodnej wodór dla pobliskiej rafinerii. CO2 trafia z niej na pola naftowe koło Houston.(PAP)