Rocznie z powodu tego schorzenia w UE ginie ponad 500 tysięcy osób.

Jak przypominają specjaliści, żylna choroba zakrzepowo-zatorowa (ŻchZZ) jest trzecim najczęstszym schorzeniem układu krążenia w Polsce, obok zawału serca i udaru mózgu.

Czytaj: 62 procent Polaków narzeka na dolegliwości kończyn dolnych>>>

Na przykład zawał serca występuje co roku u około 100 tysięcy osób w Polsce, natomiast zakrzepica żył głębokich i zatorowość płucna, czyli dwie składowe ŻchZZ – odpowiednio u 56 tysięcy i 35 tysięcy osób, wyjaśnia profesor Krystyna Zawilska, przewodnicząca Grupy do spraw Hemostazy Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.

Według profesora Witolda Tomkowskiego, prezesa Fundacji do Walki z Zakrzepicą Thrombosis, liczba przypadków ŻChZZ i związana z nią olbrzymia śmiertelność są jednak w Polsce niedoszacowane, a sam problem wciąż niedoceniany – zarówno w społeczeństwie, jak i w środowisku lekarzy.

Do rozwoju zakrzepicy żył głębokich niezbędne są trzy czynniki: zastój krwi w naczyniach żylnych, uszkodzenie ściany naczynia i zmiany w krzepliwości krwi.

Profesor Zawilska zwraca uwagę, że schorzenie to może dotyczyć każdego odcinka układu żylnego – najczęściej żył w łydkach, udach, ale też w jamie brzusznej, żył mózgowych czy oka.
- Jej wczesnym powikłaniem może być zator płucny, który często prowadzi do nagłego zgonu - mówi hematolog. Dochodzi do niego, gdy skrzeplina, która oderwała się w naczyniu żylnym, powędruje do tętnicy płucnej, powodując jej zator.

- Zatorowość płucna jest najczęstszą przyczyną nagłych zgonów chorych leczonych w szpitalu. Jeżeli nie rozpozna się tej choroby i nie leczy jej, to śmiertelność dochodzi do 34 procent, natomiast jeśli ją rozpoznamy i leczymy, obniża się znacząco - do mniej więcej 2-8 procent - tłumaczy profesor Zawilska.

Profesor Tomkowski przypomina, że objawami zakrzepicy żył głębokich mogą być: ból łydki, jej zaczerwienienie, obrzęk kończyny – zwłaszcza jednej - i taki, który pojawia się nagle, nadmierne wypełnienie żył powierzchownych nogi, ból w przebiegu żyły.

Wtedy należy szybko zgłosić się do lekarza, a ten powinien ocenić ryzyko żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej i w zależności od tego wdrożyć odpowiednią diagnostykę, wyjaśnia specjalista.

- Ponad 50 procent takich pacjentów zgłasza się do lekarza rodzinnego, dlatego konieczne są rozwiązania systemowe, które dałyby lekarzom POZ, ale też innych specjalności, możliwość szybkiego wykonania - w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia - USG żył głębokich i oznaczenia D-dimeru - zaznacza prof. Tomkowski. Oznaczenie D-dimeru jest badaniem służącym do wykluczenia żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej.

Według specjalistów opóźnienie w rozpoznaniu tej choroby i w podjęciu leczenia zagraża życiu pacjenta.
- Dlatego dostęp do badania USG, które potwierdza lub wyklucza zakrzepicę, powinien być możliwy w trybie nagłym. Tymczasem w Polsce wykonuje się je po kilku tygodniach lub miesiącach - podkreśla dr hab. Tomasz Urbanek, prezes Polskiego Towarzystwa Flebologicznego.

Profesor Zawilska zwraca uwagę, że ŻChZZ jest schorzeniem bardzo podstępnym. Zakrzepica żył głębokich daje objawy tylko u 30 procent pacjentów, w pozostałych przypadkach przebiega bezobjawowo lub ze skąpymi objawami. Z kolei zatorowość płucna tylko w 10 procentach. przypadków daje objawy, takie jak nagła duszność, kaszel, osłabienie, niecharakterystyczne bóle w klatce piersiowej, spadek ciśnienia, krwioplucie.

Dlatego bardzo ważna jest edukacja społeczeństwa i środowiska medycznego na temat grup ryzyka żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej, uważają specjaliści. Należą tu przede wszystkim osoby poddawane operacjom chirurgicznym, długo unieruchomione, cierpiące na chorobę nowotworową. Ryzyko schorzenia rośnie też u kobiet ciężarnych i stosujących terapię hormonalną.

Profesor Zawilska podkreśla, że 60-75 procent przypadków zachorowań na ŻchZZ ma związek z hospitalizacją. Jest to również druga przyczyna zgonów pacjentów z chorobą nowotworową, po samym nowotworze.

Ryzyko schorzenia rośnie wraz z wiekiem – 70 procent pacjentów z ŻchZZ ukończyło 60 lat. Nie oznacza to jednak, że nie chorują również ludzie młodzi, podkreśla hematolog. Przykładem może być Kamila Skolimowska, polska mistrzyni olimpijska w rzucie młotem, która zmarła w wielu 26 lat z powodu zatorowości płucnej.

- Chcielibyśmy, aby każdy pacjent, który trafi do szpitala – niezależnie, czy na oddział zabiegowy, ortopedyczny, czy zachowaczy - wywierał presję na swojego lekarza, aby ten ocenił u niego ryzyko powikłań zakrzepowo-zatorowych. To może zdecydować o jego dalszych losach - podkreśla profesor Tomkowski.

Zdaniem dr. Urbanka taka ocena powinna być też prowadzona w lecznictwie ambulatoryjnym u chorych wysokiego ryzyka.

Specjalista zaznacza, że podstawę leczenia ŻchZZ stanowią leki przeciwkrzepliwe (które mają zapobiec narastaniu zakrzepów).

- Leczenie profilaktyczne w tym schorzeniu jest proste, bezpieczne, skuteczne i uzasadnione ekonomicznie - podsumowuje profesor Zawilska.(pap)