Uzasadniając swoją decyzję SA zwrócił uwagę, że choć sprawa była bardzo obszerna i skomplikowana, to "apelacja prokuratury była całkowicie niezasadna". Zdaniem SA Sąd Okręgowy w sposób prawidłowy dokonał oceny faktów i okoliczności.
- Sąd poradził sobie w tej sprawie prawie doskonale - mówił sędzia sprawozdawca Sławomir Lerman.

SA przychylił się do oceny sądu I instancji, który między innymi zarzucił prokuraturze, że oskarżenie oparte było na dowodach mało przekonywujących. Zwrócono uwagę na niefachowość osób, które na polecenie organu założycielskiego (od 1999 roku jest Urząd Marszałkowski), przeprowadziły kontrolę w szpitalu, a także na nierzetelność niektórych świadków.

Zdaniem zarówno Sądu Okręgowego jak i Apelacyjnego działania oskarżonego zagwarantowały szpitalowi dobre funkcjonowanie. Przytoczono również zeznania jednego ze świadków, który miał powiedzieć, że Tazbir, jako dyrektor był "wręcz wizjonerem", a dzięki jego działaniom wielu pacjentom udało się uratować życie.

Według śledczych Tazbir (zgodę na upublicznienie nazwiska wyraził jego obrońca) miał popełnić cztery przestępstwa tzw. karalnej niegospodarności, a dotyczyć one miały okresu od stycznia 2003 roku do początku 2006 roku. W tym czasie - nadużywając swoich uprawnień dyrektora placówki i niedopełniając obowiązków - miał on doprowadzić do wyrządzenia w mieniu szpitala wielomilionowej szkody majątkowej.

Zdaniem prokuratury największe straty - ponad 26 mln zł - miało przynieść placówce zawarcie przez nią umowy ze spółką świadczącą usługi diagnostyczne "Kopernik" na wykonanie świadczeń zdrowotnych z zakresu kardiologii interwencyjnej. Umowa została zawarta pomimo braku zagwarantowania środków finansowych na pokrycie zobowiązań w tym zakresie i wbrew negatywnej opinii wojewódzkiego konsultanta w dziedzinie kardiologii, co do potrzeby utworzenia nowego podmiotu realizującego tego typu świadczenia.

Czytaj: Słupsk: dyrektor szpitala odwołany>>>

Ta negatywna opinia uniemożliwiła refundację działalności tej pracowni przez NFZ. Tymczasem, zgodnie z zawartą ze spółką umową, szpital - mimo braku kontraktu z NFZ na tego typu świadczenia - miał miesięcznie płacić spółce ryczałt w wysokości prawie 1,2 mln zł za świadczenie usług diagnostycznych. I to bez względu na to, jak dużo świadczeń zostało wykonanych i ile one kosztują.

Kolejne ponad 13 mln zł szpital miał stracić - zdaniem śledczych - na nieuzasadnionych ekonomicznie umowach poręczenia, na podstawie których został zobowiązany do spłaty zadłużenia spółki "Kopernik".

Proces w tej sprawie rozpoczął się w 2011 roku. Tazbir nigdy nie przyznał się do winy. Twierdził m.in., że "alternatywy w tamtym czasie nie było", a wszystkie działania, które podejmował jako dyrektor, a które kwestionuje prokurator, uważał za celowe i mogące przynieść korzyści dla chorych i szpitala. Chciał poprawić status szpitala i wprowadzić nowe świadczenia, odpowiednie do rangi placówki.

Jak mówił, wszystko co robił, robił w najlepszej wierze, aby zapewnić pacjentom lepszą i nowocześniejszą diagnostykę oraz leczenie, co miało ogromne znaczenie dla ratowania ich życia i zdrowia.

Zwracał uwagę, że organ założycielski nie przekazał żadnych znaczących kwot na zakupy i modernizację aparatury w szpitalu. W 1999 rokurozpoczął wdrażanie planu modernizacji szpitala polegającej na unowocześnieniu diagnostyki obrazowej i laboratoryjnej oraz terapii onkologicznej. Według Tazbira jedynym i nowatorskim sposobem na owe czasy było skorzystanie z form outsourcingu i zakupu usług medycznych.

Tazbir został odwołany ze stanowiska w grudniu 2005 roku przez zarząd województwa.

Po czterech latach procesu sąd uniewinnił dyrektora od wszystkich zarzutów. Zdaniem sądu dyrektor wykorzystał outsourcing, który - wówczas był nowym rozwiązaniem - obecnie jest szeroko stosowany w służbie zdrowia. Uznał również, że oceny finansowej przedsięwzięcia dokonano za wcześnie, by mówić o rezultatach. Nie zgodził się także z opinią wojewódzkiego konsultanta w dziedzinie kardiologii, który kwestionował potrzebę utworzenia nowej pracowni kardiologii interwencyjnej.

Z wyrokiem sądu nie zgodziła się prokuratura, która domagała się przekazania sprawy do ponownego rozpoznania. We wtorek 9 lutego 2016 Sąd Apelacyjny w Łodzi utrzymał w mocy wyrok sądu I instancji.(pap)