Zgon stwierdziło pogotowie wezwane przez ojca, który zauważył, że niemowlę ma sine usta i nie oddycha.

Jak poinformował w piątek 9 maja 2014 rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie Piotr Kosmaty, w trakcie przesłuchania matka przyznała, że "utrzymywali  kontakty ze znachorem i korzystali z jego usług".

Dodał, że kobieta przyznała, iż córka była przez nich żywiona "niestandardowo".
- Jako przykład mogę podać, iż matka karmiła dziecko kozim mlekiem rozpuszczonym w wodzie - powiedział Kosmaty.

Nie chciał podać innych szczegółowych dotyczących przesłuchania podejrzanej, tłumacząc, że jej wyjaśnienia prokuratura musi teraz sprawdzić.

Jak dodał Kosmaty, znachor, z którego usług korzystali rodzice zmarłej dziewczynki, na razie nie jest poszukiwany przez prokuraturę.

- Zmierzamy do wyjaśnienia jego roli w całym zdarzeniu. Ustalamy też krąg osób, które korzystały z jego "usług medycznych" i będziemy je przesłuchiwać. Mamy informację, że nie przebywa on w miejscu zamieszkania. Nie ma on jednak żadnych zarzutów i nie ogłaszaliśmy jego poszukiwań - powiedział rzecznik.

Rzecznik poinformował, że rodzice dziewczynki zostali poddani badaniom psychiatrycznym.
- Biegli jednak stwierdzili, że nie mogą wydać opinii na podstawie jednorazowego badania. Poprosili, abyśmy zarządzili kilkutygodniową obserwację. Na pewno prokurator wystąpi do sądu, aby ten wydał odpowiednie postanowienie - powiedział.

Już wcześniej był przesłuchany ojciec dziecka; nie przyznał się do zarzutów i odmówił składania wyjaśnień. Do winy nie poczuwa się także matka.

Na wniosek prokuratury oboje rodzice zostali aresztowani na dwa miesiące. W czwartek 8 maja 2014 sąd odrzucił ich zażalenie w tej sprawie. Rodzicom półrocznej Magdy, obojgu w wieku 34 lat, grozi do 10 lat więzienia.

Wstępne ustalenia biegłych po przeprowadzonej sekcji zwłok wskazują, że jedyną przyczyną zgonu było totalne zaniedbanie dziecka i jego niedożywienie. Stan taki, według biegłych, musiał trwać co najmniej od kilku tygodni. Prawdopodobnie od kilku tygodni dziecku nie dostarczano pokarmu, ani nie zapewniono mu opieki lekarskiej. Jak oceniono, od co najmniej dwóch tygodni "dziecko nie miało sił wykazywać jakichkolwiek oznak życiowych".

Biegli nie stwierdzili u dziecka żadnych obrażeń - zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych - których skutkiem mogła być śmierć. Nie stwierdzili też oznak żadnej choroby ani wady wrodzonej, która mogłaby wpłynąć na stan zdrowia dziecka.

Małżeństwo ma jeszcze 5-letniego syna, który znajduje się pod opieką dziadków. (pap)