Jak poinformował Rui Raposo z federacji syndykatów administracji publicznej Frente Comum, która jest współorganizatorem strajku, w piątkowym proteście bierze udział około 75 procent pracowników sfery budżetowej. Dodał, że w służbie zdrowia pracę podjęło w piątek 26 maja 2017 roku zaledwie 10 procent załóg.

Głównym żądaniem protestujących jest poprawa warunków pracy w sektorze publicznym oraz podwyżka płac.

- Przez kilka ostatnich lat zarobki zatrudnionych w portugalskiej sferze budżetowej były zmniejszane o kilka procent. Chcemy, aby obecny socjalistyczny rząd przeszedł od słów do czynów i przywrócił utracone przez pracowników pensje - wyjaśnił przedstawiciel Frente Comum.

Raposo powiedział, że protestujący chcą również, aby wprowadzony w Portugalii od 2016 roku 35-godzinny tydzień pracy objął wszystkich pracowników sfery publicznej.

- W dalszym ciągu znaczna część pracowników nie może korzystać z krótszego tygodnia pracy, gdyż ustawa przewiduje, że przywilej ten dotyczy tylko osób mających umowę z instytucją państwową. Tymczasem w samych portugalskich szpitalach około 50 proc. załogi ma tzw. umowy indywidualne, zawierane przez pracowników z podmiotami prywatnymi - wskazał Raposo.

W efekcie strajku w większości portugalskich szpitali i przychodni medycznych w piątek odwołano zabiegi, a na ostrych dyżurach tworzyły się długie kolejki pacjentów.

Piątkowy strajk jest jednym z największych protestów społecznych od czasu, gdy do władzy w listopadzie 2015 roku doszedł socjalistyczny gabinet Antonia Costy. (pap)