Obama spotkał się z nowym koordynatorem rządu USA ds. walki z ebolą Ronem Klainem. Mianował go w piątek 17 października 2014, gdy w kraju, zwłaszcza wśród republikańskiej opozycji, znacząco wrosła krytyka dotychczasowych działań administracji oraz Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) w celu powstrzymania eboli w USA. W Dallas wirusem zaraziły się bowiem dwie pielęgniarki, które opiekowały się chorym na gorączkę krwotoczną Liberyjczykiem. Mężczyzna zmarł dwa tygodnie temu.

Obama powiedział, że jest ostrożnym optymistą, jeśli chodzi o sytuację dotyczącą eboli w USA. Wskazał, że obie zarażone pielęgniarki "wydają się być w coraz lepszej dyspozycji". Zwrócił też uwagę, że pomyślnie zakończyła się 21-dniowa kwarantanna dla kilkudziesięciu osób, w tym rodziny i członków personelu medycznego, które też miały kontakt z chorym.

Ponadto wyraził zadowolenie z deklaracji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) o pokonaniu epidemii w Nigerii. "To pokazuje, że jeśli epidemia jest zaatakowana wcześnie, to może być powstrzymana" - powiedział.

Już po wystąpieniu Obamy pojawiła się wiadomość, że jedna z dwóch zarażonych ebolą w USA pielęgniarek, 29-letnia Amber Vinson, została wyleczona. We krwi kobiety, jak poinformowała jej rodzina, nie stwierdzono już obecności wirusa.

By zapobiec przenoszeniu wirusa przez podróżnych z Afryki Zachodniej, na pięciu międzynarodowych lotniskach w USA wzmocniono kontrole, obejmujące pomiar temperatury pasażerów z Liberii, Sierra Leone i Gwinei, czyli krajów najbardziej dotkniętych epidemią. Ponadto od poniedziałku 20 października 2014 wszyscy ci podróżni (nie tylko obywatele tych trzech państw, ale też na przykład amerykańscy dziennikarze, wojskowi czy pracownicy służby zdrowia wracający do USA) będą pod obserwacją przez trzy tygdonie - tyle czasu maksymalnie zajmuje rozwój objawów choroby, o ile doszło do zarażenia. Każdy będzie miał obowiązek dwa razy dziennie mierzyć sobie temperaturę i codziennie składać raport w tej sprawie do pracownika CDC.

Administracja nie zgadza się jednak na wysuwany przez Republikanów postulat, by wstrzymać wydawanie wiz USA dla obywateli tych państw i nie wpuszczać podróżnych z tych państw do USA, nawet jeśli lecą np. z Brukseli czy Londynu (obecnie nie ma żadnych bezpśrednich lotów do USA z Liberii, Sierra Leone i Gwinei).

W ramach wysiłków, by powstrzymać wirusa eboli w USA, administracja zaostrzyła też w poniedziałek procedury bezpieczeństwa dla personelu medycznego opiekującego się chorymi. Pentagon ogłosił, że szkoli 30-osobowy zespół pielęgniarek i lekarzy, który będzie mógł szybko dotrzeć do każdego szpitalu w kraju, potrzebującego pomocy z opieką nad pacjentami chorymi na ebolę.

Mimo tych działań, wśród Amerykanów rośnie strach przed ebolą. Według sondażu telewizji CBS, zaufanie Amerykanów do Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) zmalało w październiku do 37 procent z 60 procent w maju. Aż 9 na 10 Amerykanów uważa też, że konieczne jest zaostrzenie procedur dla kontroli dla podróżnych z Afryki Zachodniej. Wielu chce iść dalej: prawie 50 procent uważa, że konieczne jest zamknięcie podróżującym z krajów dotkniętych ebolą wjazdu do USA.

Wywoływana wirusem gorączka krwotoczna zabiła do tej pory w Afryce Zachodniej blisko 4,9 tys. osób. (pap)