Kręcka wyjaśniła, że zgodnie z umową z NFZ w czasie dyżurów placówka powinna zapewnić obsadę medyczną złożoną z trzech zespołów lekarsko-pielęgniarskich. Natomiast w praktyce w dni robocze świadczenia medyczne udzielane były przez jednego lekarza i jedną pielęgniarkę, a w soboty i niedziele przez dwóch lekarzy (w tym pediatrę) i dwie pielęgniarki. Zmniejszenie w dni robocze liczby lekarzy do jednego uniemożliwiało wyjazdy do pacjentów.

"Mamy już przygotowany protokół pokontrolny. Podmiot ma siedem dni na ustosunkowanie się do niego. W najostrzejszym wypadku, a prawdopodobnie taka sytuacja będzie miała miejsce, rozwiążemy w trybie natychmiastowym umowę z tym świadczeniodawcą" - powiedziała Kręcka.

Dodała, że trwa również kontrola w Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi, która także uczestniczyła w "procesie leczenia pacjentki". Ta kontrola prawdopodobnie zakończy się za kilka dni. Zdaniem Kręckiej na obecnym etapie w WSRM nie "stwierdzono rażących naruszeń obowiązującej umowy".

W siedzibie JMG Medyk we wtorek poinformowano PAP, że ewentualny komentarz do informacji przekazanych przez NFZ będzie można uzyskać najwcześniej w środę.

Skierniewicka prokuratura od piątku prowadzi śledztwo ws. nieumyślnego spowodowania śmierci 2,5-letniej dziewczynki, która tydzień temu trafiła w stanie krytycznym do szpitala im. Marii Konopnickiej w Łodzi; karetka pogotowia do dziecka przyjechała dopiero za drugim razem. Do dziecka nie przyjechał też lekarz nocnej i świątecznej pomocy medycznej.

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa skierował do prokuratury łódzki szpital. Zdaniem pracujących w nim lekarzy gdyby dziecko trafiło wcześniej do szpitala, byłyby zdecydowanie większe szanse na jego uratowanie.(PAP)