We wtorek 25 kwietnia 2017 roku w siedzibie resortu zdrowia odbyło się spotkanie z przedstawicielami organizacji zrzeszających ratowników medycznych. Uczestniczyli w nim przedstawiciele 12 związków – 11 zrzeszających ratowników i Solidarności.

- Po rozmowach na najwyższym szczeblu rządowym, biorąc pod uwagę stan finansów publicznych, zgłosiliśmy propozycję podwyżki 800 zł w dwóch transzach - powiedział po spotkaniu Tombarkiewicz. W myśl propozycji resortu zdrowia ratownicy mieliby dostać 400 zł brutto od 1 lipca 2017 roku i kolejne 400 zł od lipca 2018 roku. Ratownicy chcieli dostać 1600 zł podwyżki.

Wiceminister poinformował, że propozycja resortu spotkała się z "bardzo złym przyjęciem" ze strony ratowników.
- Przedstawiciel największego związku wypowiedział się bardzo krytycznie, powiedział: "wychodzimy" i wszyscy wyszli. Tak się nie prowadzi dialogu – relacjonował wiceminister.

- Nie widać chęci dialogu. (…) Nie było żadnej dyskusji, odnośnie szczegółów czy może ciągu dalszego tej propozycji – dodał.

 [-OFERTA_HTML-]

 

Roman Badach-Rogowski z Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego ocenił, że nie było o czym rozmawiać, bo jedyna propozycja, jaka padła, to 400 zł od lipca 2017 i 400 od lipca 2018 roku.
- Dlatego spotkanie trwało niecały kwadrans - powiedział.

- Ministerstwo na spotkaniu nas znokautowało. Spodziewaliśmy się że dostaniemy taką propozycję, jaką otrzymały pielęgniarki. Zwiększa się nam kompetencje i obowiązki, a podwyżek nie ma od lat. Coś jest nie tak, jeśli pielęgniarki i ratownicy pracujący w systemie na równorzędnych stanowiskach, zarabiają tak znacząco różnie – powiedział.

- Były pieniądze dla około 300 tysięcy pielęgniarek, a nie ma dla 12 tysięcy ratowników; są środki na podwyżki dla różnych służb, a dla nas nie. Mówi się o nas służba ratownictwa, a jesteśmy służącymi ratownictwa. Pasją rodziny nakarmić się nie da – powiedział Badach-Rogowski

Badach-Rogowski ocenił, że frustracja środowiska jest ogromna. Przedstawiciele związków mają ustalić dalszy scenariusz działań.

Wiceminister Tombarkiewicz pytany we wtorek 25 kwietnia 2017 o możliwość strajku ratowników wskazał, że "nie ma sporu zbiorowego ogólnopolskiego, są różne rodzaje zatrudnienia".
- Związki powinny zastanowić się nad sposobem postępowania, a nie straszeniem społeczeństwa, że zaczną protestować – powiedział.  - Chcielibyśmy, żeby pojawił się jakiś gest dobrej woli ze strony ratowników – dodał.

W marcu 2017 roku w piśmie do premier Beaty Szydło Komitet Protestacyjny Ratowników Medycznych (zrzeszający osiem związków zawodowych) domagał się podwyżek, likwidacji prywatnego ratownictwa i przyspieszenia prac nad tzw. dużą nowelizacją ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym (PRM). Ratownicy zapowiadają, że "brak realizacji zgłaszanych postulatów może doprowadzić w najbliższym czasie do eskalacji protestu, a jego forma ulegnie radykalnej zmianie".

 [-DOKUMENT_HTML-]

 

 - Dzisiejsze zarobki ratowników medycznych, biorąc pod uwagę charakter wykonywanej pracy i ogromną odpowiedzialność z nią związaną, są na urągająco niskim poziomie - uważają ratownicy. Przekonują, że aby utrzymać rodziny, muszą pracować na dwa lub więcej etatów. Szacują, że w ramach umów cywilnoprawnych pracują po 400-600 godzin miesięcznie. (pap)