"Mamy w Łodzi i woj. łódzkim najgorsze wskaźniki zdrowotne w Polsce. Najkrócej żyjemy, mamy najwięcej nowotworów, chorób serca i bardzo często również złą jakość życia. Jednocześnie nasze społeczeństwo jest biedne i dlatego ludzie liczą na publiczną opiekę medyczną. W związku z tym zapotrzebowanie na usługi medyczne, lekarskie, szpitalne jest zdecydowanie większe niż w innych częściach Polski. Niestety, środki, którymi dysponuje łódzki oddział NFZ, nie pokrywają wszystkich potrzeb, a na leczenie jednego mieszkańca mamy średnio o kilkaset złotych mniej niż np. w woj. mazowieckim" - mówił dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Barlickiego w Łodzi Piotr Kuna.

Zdaniem rektora Uniwersytetu Medycznego w Łodzi Pawła Górskiego część obecnych problemów z dostępnością usług medycznych w Łodzi związana jest z ich niewłaściwym kontraktowaniem przez NFZ. Górski uważa, że kontrakty otrzymywało wiele podmiotów nieprzygotowanych do ich realizacji.
"Odbywało się to na takiej zasadzie, że powstawała placówka X i nagle miała wszystkie możliwe parametry niezbędne do zawarcia kontraktu, czego nikt w Łodzi nie sprawdzał. Potem okazuje się, że parametry te zostają wypełnione dzięki zawarciu kontraktów z podmiotami publicznymi albo przez podstawianie tzw. słupów" - mówił Górski.

Za nieprawidłowości związane z kontraktowaniem usług medycznych we wrześniu ub. roku ze stanowiska szefa łódzkiego NFZ odwołany został Wojciech Bieńkiewicz. Jego następczyni Jolanta Kręcka na wtorkowym spotkaniu powiedziała m.in., że placówka wyciąga już wnioski z popełnionych w przeszłości błędów.

Jednak, jej zdaniem, nie tylko NFZ jest winny temu, że niektóre kontrakty trafiły do małych, prywatnych ośrodków medycznych, a nie np. do dobrze wyposażonych szpitali. "Nie można powiedzieć, że wszystko co złe, było po stronie łódzkiego funduszu. Ci, którzy przystępują do konkursu muszą również nauczyć się czytać i pisać prawidłowo oferty" - powiedziała.
Na spotkaniu poruszano też m.in. kwestie dot. możliwości pozyskiwania pieniędzy z innych źródeł niż NFZ. Zdaniem Dariusza Klimczka z zarządu Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi szpitale prowadzone przez samorządy nie mają jednak zbyt wielkich możliwości dodatkowego zarobkowania.

"Wbrew pozorom, możliwości pozyskania dodatkowych pieniędzy są bardzo małe. Wcześniej mówiło się o tym, że nowa ustawa, która weszła w życie w lipcu ub. roku, dała takie możliwości, że ze źródeł zewnętrznych, od pacjentów komercyjnych, będzie można uzyskać określony dochód. Okazało się jednak, że tak naprawdę nic się nie zmieniło" - powiedział Klimczak.

Jako przykład podał prowadzony przez urząd marszałkowski szpital im. Biegańskiego w Łodzi, gdzie stworzono Centrum Medycyny Podróży, którego działalność nie jest kontraktowana przez NFZ. "Według opinii Ministerstwa Zdrowia nie możemy pobierać opłat, więc tak naprawdę ten nasz pomysł, który miał być pewnego rodzaju receptą na finanse szpitala, nie sprawdził się do końca" - powiedział Klimczak.

Dodał, że większe możliwości pozyskiwania zewnętrznych źródeł finansowania mogą mieć placówki przekształcone w spółki prawa handlowego. Jego zdaniem takie przekształcenia nie są jednak proste.

"Ten ruch opłaca się wykonać tylko wtedy, gdy placówka jest w bardzo dobrej kondycji finansowej i pod względem konkurencyjności jest odpowiednio zlokalizowana. Wtedy można ją przekształcić i zatrudnić personel również do zabiegów, które wykonywane są poza kontraktem z NFZ. To jednak perspektywa przyszłości. Sytuacja naszych szpitali na razie nie sprzyja takiemu przekształcaniu" - wyjaśnił Klimczak.

Zapewnił jednak, że mimo wielu problemów w 2013 r. nie zostanie zamknięty żaden szpital prowadzony przez samorząd woj. łódzkiego.(PAP)