Sprawa dotyczy 33-letniego obywatela Rumunii, który we wrześniu 2007 roku trafił do krakowskiego aresztu jako podejrzany o kradzież dokumentów i pieniędzy z bankomatu sędziemu. W areszcie Crulic odmówił przyjmowania jedzenia i 18 stycznia 2008 roku zmarł w szpitalu na zapalenie płuc i mięśnia sercowego w wyniku wielonarządowej niewydolności organizmu spowodowanej długotrwałą głodówką.

W maju 2014 roku sąd skazał dyrektor szpitala w areszcie Katarzynę L. i ordynatora oddziału wewnętrznego Piotra S. na kary po osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata za to, że nie ratowali w odpowiednim czasie Claudiu Crulica i w ten sposób nieumyślnie doprowadzili do jego śmierci z zagłodzenia.

Czytaj: Kraków: dwoje lekarzy C.Crulica skazanych, lekarka uniewinniona >>>

Według sądu lekarze powinni 3 stycznia 2008 roku podjąć decyzję o przymusowym dokarmianiu głodującego; taka decyzja podjęta przez nich 11 stycznia 2008 była spóźniona. Oskarżeni ukarani także zostali grzywnami po 3 tysiące zł oraz zakazem zajmowania stanowisk kierowniczych w służbie zdrowia na rok.

Sąd uniewinnił trzecią oskarżoną - kierowniczkę ambulatorium Krystynę M., która jako stomatolog nie mogła prawidłowo ocenić stanu zdrowia głodującego. Sąd nie znalazł jednoznacznych dowodów, że została poinformowana o stanie zdrowia osadzonego.

Od tego wyroku uniewinniającego apelację wniósł prokurator wskazując między innymi, że oskarżona Krystyna M. wiedziała o stanie zdrowia aresztanta i nie podjęła działań zmierzających do jego ratowania. Apelacje od wyroków skazujących wnieśli też obrońcy dwójki skazanych lekarzy, domagając się ich uniewinnienia. Wskazywali między innymi na konsekwentne stanowisko pacjenta, który odmawiał leczenia i powoływali się na przepisy dotyczące więziennej służby zdrowia, wymagające zgody sądu na leczenie i konieczność oczekiwania na nią.

Sąd odwoławczy w środę 21 stycznia 2015 uchylił wyrok. Uznał, że w przypadku Krystyny M. należy dokładnie wyjaśnić kwestię, czy była informowana o stanie zdrowia aresztanta, na co wskazują niektóre zeznania; oraz zakres jej kompetencji, w ramach których znajdował się obowiązek zawiadomienia dyrektora szpitala o stanie zdrowia pacjentów.

Zdaniem sądu, kompleksowej oceny wymaga także działanie lekarza Piotra S., który 3 stycznia 2008 po zbadaniu pacjenta niezwłocznie sporządził świadectwo, iż znajduje się on w stanie bezpośredniego zagrożenia życia i wystąpił razem z Katarzyną L. o zgodę na przymusowe leczenie.
- Nie ma podstaw by go obciążać tym, że zgoda na leczenie dotarła za późno – stwierdził sąd odwoławczy w uzasadnieniu.

Dodatkowo – zdaniem sądu – przy ocenie winy lekarza należy też wziąć pod uwagę kwestię niezgody pacjenta na leczenie i fakt, iż nie był to tzw. "nagły przypadek" uzasadniający leczenie na siłę. Przy ocenie działania Katarzyny L. należy zwrócić uwagę na fakt, iż spoczywał na niej administracyjny obowiązek zapewnienia należytej opieki lekarskiej aresztantowi – stwierdził sąd odwoławczy.

Prowadzący śledztwo w tej sprawie prokurator Piotr Kosmaty przyznał po wyroku, że z uzasadnienia sądu odwoławczego wynikało, że nieco inaczej postrzega on rozkład odpowiedzialności wśród oskarżonych, niż sąd pierwszej instancji.
- Będziemy to wyjaśniać w ponownym procesie - powiedział Kosmaty. - Z ufnością, ale nie bez emocji oczekiwaliśmy na to orzeczenie. Ono nas tylko mobilizuje - stwierdził z kolei w imieniu obrońców mecnas Jan Kuklewicz.

W czerwcu 2009 roku krakowska prokuratura oskarżyła kierowniczkę ambulatorium w areszcie Krystynę M. o to, że od 13 do 23 grudnia 2007 roku nie wystąpiła do sądu o wydanie zgody na przymusowe leczenie Crulica, czym naraziła go na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Dyrektor szpitala w areszcie Katarzyna L. i ordynator oddziału wewnętrznego Piotr S. zostali oskarżeni o to, że między 3 a 11 stycznia 2008 roku nieumyślnie doprowadzili do śmierci aresztanta, bo w porę nie podjęli decyzji o ratowaniu go w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia.

 

Lekarze nie przyznali się do winy. Wyjaśniali, że pacjent odmawiał leczenia, więc nie mogli działać wbrew jego woli, a podczas pobytu aresztanta w szpitalu nie było bezpośredniego zagrożenia jego życia. Podkreślali, że 3 stycznia 2008 wystąpili do sądu o zgodę na przymusowe leczenie, ale nieprawomocną zgodę uzyskali dopiero 9 stycznia 2008 i chociaż mieli czekać tydzień na jej uprawomocnienie się, to 11 stycznia 2008 sami postanowili przystąpić do działania.

W tym dniu, po przypadkowym przebiciu opłucnej podczas zakładania sondy do sztucznego dokarmiania, aresztant z odmą opłucnową trafił na oddział chirurgiczny. Tam jego stan pogorszył się i podjęto decyzję o przekazaniu go do szpitala wolnościowego. Trafił tam 17 stycznia 2008, dzień później zmarł. Prawomocna zgoda sądu na przymusowe leczenie dotarła do aresztu już po śmierci Crulica.

Winę lekarzy wskazywały dwie opinie biegłych. W pierwszej opinii biegli z Katowic stwierdzili, że stan bezpośredniego zagrożenia życia pacjenta zaczął się 3 stycznia 2008 i już wtedy należało wszcząć procedurę przymusowego leczenia. Według drugiego zespołu z Łodzi już 20 grudnia 2007 osadzony był w stanie bezpośredniego zagrożenia życia i wtedy należało go ratować. Oba zespoły, złożone z kilkunastu profesorów, podkreślały, że obowiązkiem lekarza jest przede wszystkim ratowanie życia i należało to zrobić nawet wbrew woli pacjenta.

- Opinia publiczna wierzy, że lekarze ze szpitala w areszcie beznamiętnie przyglądali się, jak umiera głodujący człowiek. Ale to nie była prawda. Pacjent do 14 stycznia był w stanie stabilnym i wszystko wskazywało na to, że to się dobrze zakończy - mówił oskarżony Piotr S. Zapewniał, że razem z innymi lekarzami "wydzwaniał po krakowskich szpitalach", poszukując pomocy dla Crulica. W procesie ówczesny dyrektor okręgowy Służby Więziennej zeznawał, że "Crulic głodował, bo chciał spotkania z konsulem i stawiał ultimatum, że po spotkaniu przerwie głodówkę".

W sprawie Crulica postępowanie prowadziły także rumuńskie organa ścigania. Ze stanowisk odwołani zostali konsul i ambasador Rumunii w Polsce. Miało to związek z ujawnionymi w toku śledztwa nieprawidłowościami, polegającymi na "braku pomocy konsularnej". W związku ze sprawą Crulica z urzędu zrezygnował też minister spraw zagranicznych Rumunii Adrian Cioroianu, krytykowany za niewłaściwe zajmowanie się sprawą obywatela Rumunii.

O losach Crulica powstał polsko-rumuński film "Crulic - droga na drugą stronę". (pap)