Prokuratura Apelacyjna w Krakowie oskarżyła w tym procesie trzech białostockich policjantów zajmujących się walką z korupcją i lekarza, uważanego za inspiratora całej akcji.

Po trwającym 2,5 roku procesie, przed Sądem Rejonowym w Białymstoku w październiku 2012 roku zapadły wyroki skazujące.

W przypadku lekarza sąd orzekł karę dwóch lat więzienia bez zawieszenia. W przypadku dwóch policjantów - kary po 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na cztery lata, do tego grzywny i 3-letnie zakazy wykonywania zawodu. Trzeci z oskarżonych policjantów został skazany na grzywnę i roczny zakaz wykonywania zawodu.

Apelacje złożyli wszyscy oskarżeni. Prokuratura zrezygnowała, uznając wyrok za "zasadny".

W sądzie nie stawił się w czwartek żaden z oskarżonych. Obrońca lekarza przedstawił jego zwolnienie lekarskie poświadczone przez lekarza sądowego i wniosek, by rozprawę odroczyć właśnie z powodu nieobecności tego oskarżonego.

Sąd zdecydował o odroczeniu, ale też o szczegółowym sprawdzeniu powodów tego zwolnienia. Gdy ustalał termin kolejnej rozprawy okazało się jednak, iż ten lekarz na stałe wyjechał z rodziną do Norwegii i chce, by zawiadomienia były mu tam wysyłane.

Ostatecznie proces został odroczony aż do pierwszej połowy maja, a zawiadomienia lekarzowi zostaną wysłane na dwa adresy - w Polsce i w Norwegii.

Sąd zażąda też szczegółowych informacji na temat zwolnień wystawianych temu lekarzowi. Termin rozprawy apelacyjnej został już bowiem odroczony po raz trzeci: za pierwszym razem (w listopadzie 2013 roku) właśnie z powodu zwolnienia lekarskiego tego samego oskarżonego, potem także na prośbę jego obrońcy, który miał w tym samym czasie sprawę w innym sądzie.

Proces dotyczy wykorzystania przez policję tzw. kontrolowanego wręczenia korzyści majątkowej kardiochirurgowi Tomaszowi Hirnlemu, szefowi kliniki w uniwersyteckim szpitalu klinicznym w Białymstoku.

W czerwcu 2005 roku podstawione osoby, które w akcji odegrały role żony i córki pacjenta wymagającego operacji kardiochirurgicznej, zostawiły w gabinecie lekarza 5 tysięcy zł w kopercie.

Po długim procesie kardiochirurg został uniewinniony, a sądy orzekły, że - nie mając żadnych wiarygodnych informacji, iż przyjmuje on łapówki - nie można było w sposób legalny przeprowadzić takiej akcji wobec niego. Za niesłuszny areszt lekarz dostał odszkodowanie i zadośćuczynienie.

To, że cała sprawa jest intrygą jednego lekarza wobec drugiego, wyszło na jaw dzięki dziennikarskiemu śledztwu. Autor telewizyjnego reportażu zawiadomił Prokuraturę Apelacyjną w Krakowie i to ona oskarżyła lekarza, policjantów i trzy osoby biorące udział w prowokacji.

Prokuratura ta uznała bowiem, że w akcji bezpodstawnie wykorzystano instytucję kontrolowanego wręczenia korzyści majątkowej. Oceniła także, że doszło do wprowadzenia w błąd prokuratora okręgowego w Białymstoku, który udzielał zgody na zastosowanie tej prowokacji.

Uznawanemu za jej inspiratora lekarzowi zarzucono między innymi  tworzenie fałszywych dowodów, składanie fałszywych zeznań i nakłanianie do ich składania (za obietnicę zapłacenia 20 tys. zł) dwóch innych osób, biorących bezpośredni udział w prowokacji.

Dwie kobiety, które w akcji odegrały rolę rodziny pacjenta, dobrowolnie poddały się karze więzienia w zawieszeniu na samym początku procesu. Proces mężczyzny, który był pacjentem, został z powodu jego stanu zdrowia wyłączony do odrębnego postępowania i trafił do sądu w Warszawie. (pap)