Chodzi o biurowiec, który ma wybudować lubelski deweloper na kupionej od miasta działce przy ul. Spokojnej. Budynek ma być gotowy w 2017 r.

Samorząd Lublina zawarł z inwestorem umowę na wynajem części pomieszczeń (14 tys. m kw.) w tym budynku, które mają być przeznaczone na biura urzędu miasta. Czynsz określono na 40 zł netto za metr kw. przez pierwsze dwa lata wynajmu, później ma wzrosnąć do 42,28 zł i być waloryzowany o wskaźnik inflacji. Umowę podpisano na 10 lat z możliwością przedłużenia. Przewiduje ona też, że po dwóch latach miasto będzie miało prawo odkupić wynajmowane pomieszczenia.

Prezes Urzędu Zamówień Publicznych uznał tymczasem, że choć umowa dotyczy najmu, to w istocie jej celem jest budowa obiektów, które będą oddane do dyspozycji gminy. W takiej sytuacji – w opinii Urzędu - „główny przedmiot umowy stanowią roboty budowlane”, a ich wykonawca powinien być wyłoniony w drodze przetargu, którego miasto nie przeprowadziło. Prezydent Lublina odwołał się do Krajowej Izby Odwoławczej, ale ta potwierdziła ustalenia Urzędu.

Wyniki kontroli Urzędu przedstawili w poniedziałek na konferencji prasowej politycy PiS. „Wyniki są druzgocące. Umowa narusza art. 7 mówiący o zasadach uczciwej konkurencji. To wywraca wszystko” – mówił radny sejmiku Grzegorz Muszyński (był on głównym rywalem Żuka w ostatnich wyborach na prezydenta miasta, a umowa była przedmiotem ich sporu w czasie samorządowej kampanii wyborczej).

Według Muszyńskiego teraz prowadzona będzie procedura ukarania prezydenta Lublina i unieważnienia umowy.

Wystąpienie do Prezesa UZP o przyspieszenie tej procedury zapowiedział senator PiS Grzegorz Czelej. „To, że umowa zostanie unieważniona, zdaniem naszych ekspertów nie budzi żadnych wątpliwości. Natomiast im dłużej ona będzie trwała (…), to naraża miasto na dodatkowe większe szkody. Obawiamy się, że firma, która podpisała tę umowę, zapewne wystąpi z tzw. regresem do miasta za wszystkie koszty odstąpienia od tej umowy” – powiedział Czelej.

Muszyński przypomniał, że za naruszenie dyscypliny finansów publicznych grozi kara upomnienia, nagany, kara pieniężna i zakaz pełnienia funkcji związanych z dysponowaniem środkami publicznymi. Jego zdaniem doszło do rażącego naruszenia prawa, co uzasadnia dla Żuka zakaz pełnienia funkcji prezydenta.

Żuk na konferencji prasowej zapewniał, że zawsze stał na straży prawa, a zawarcie umowy na wynajem powierzchni biurowej poprzedzone było analizami prawnymi i i m.in. ekspertyzą zewnętrzną sporządzoną przez b. arbitra UZP.

„Działaliśmy w dobrej wierze i w naszym przekonaniu zgodnie z prawem, natomiast niejednoznaczność sytuacji prawnej, jeśli chodzi o orzecznictwo powoduje, że dziś musimy odnieść się do takiego stanowiska UZP, które go się nie spodziewaliśmy” – powiedział.

Żuk podkreślił, że Urząd zwrócił się do miasta o uzupełnienie dokumentów w listopadzie ub.r. O kontrolę umowy zawnioskowali do Urzędu politycy PiS w czasie kampanii wyborczej. „I po roku czasu UZP dopiero w tej kwestii się wypowiedział. To dowodzi, że dla Urzędu nie była to sprawa prosta” – zaznaczył Żuk.

Prezydent Lublina zadeklarował, że jeśli prawnicy po przeanalizowaniu wyników kontroli potwierdzą zasadność rozwiązania umowy, to zostanie ona rozwiązana. "Ewentualne rozwiązanie umowy z inwestorem nie pociągnie za sobą żadnych skutków finansowych dla miasta” – podkreślił Żuk.

Szef biura obsługi prawnej urzędu miasta Zbigniew Dubiel podkreślił, że umowa nie przewiduje jakichkolwiek kar umownych, które miałaby płacić gmina Lublin. „Jeśli chodzi o wydatkowanie ze środków publicznych, ta umowa jest w pełni bezpieczna dla gminy Lublin. Realne koszty pojawiłyby się dopiero po oddaniu przedmiotu najmu, co zostało przewidziane na wrzesień 2017 r.” - zaznaczył. Przypomniał, że o nieważności umowy może orzec tylko sąd.

Żuk podkreślił, że urząd miasta potrzebuje nowych powierzchni, obecnie zlokalizowany jest w kilkunastu miejscach. „Płacimy czynsze, musimy nasze budynki modernizować, niektóre nie nadają się dla urzędu” - zaznaczył.

Przypomniał, że według szacunków poprzedniego prezydenta budowa biurowca dla urzędu kosztowałaby 80-100 mln zł. „Takiej kwoty nie zainwestujemy. Jestem temu przeciwny. Są pilniejsze potrzeby, zwłaszcza drobne inwestycje w dzielnicach. Umowa najmu była optymalnym rozwiązaniem” – podkreślił.

Żuk powiedział, że twierdzenie polityków PiS o rażącym naruszeniu prawa budzi jego zdumienie. Podkreślił, że do czasu faktycznego wynajęcia powierzchni umowa nie powoduje żadnych wydatków ani zobowiązań finansowych po stronie miasta. „Nie ma tu żadnego wydatku publicznego. Nie ma żadnych zobowiązań w umowie, które skutkowałyby odszkodowaniami. Ta konkluzja wystąpienia parlamentarzystów PiS jest stricte politycznym wystąpieniem, nie merytorycznym” – podsumował Żuk. (PAP)