W dużych aglomeracjach raczej nie ma na to szans, chociaż zwolennicy tego rozwiązania twierdzą, że jest to sposób na przyciągnięcie nowych mieszkańców i – w efekcie – wzrost dochodów budżetowych. Jako przykład takiego podejścia do bilansu kosztów i dochodów podają Tallin. Tutaj władze stolicy Estonii wydały w 2013 r. na to, by komunikacja miejska była bezpłatna, 12 mln euro. Tam jednak udział lokalnych samorządów w podatkach, m.in. PIT jest znacznie wyższy niż w Polsce. Np. w Warszawie wpływy z biletów pokrywają zaledwie 35 proc. kosztów funkcjonowania komunikacji miejskiej.
Gazeta podaje liczne przykłady polskich miejscowości, gdzie z powodzeniem zrezygnowano z biletów.

Więcej na http://www.rp.pl (PAP)