W czwartek przed Sądem Rejonowym w Myszkowie (Śląskie) ruszył proces M. i trzech innych mężczyzn. Wszyscy kwestionują stawiane im zarzuty.

Po tym, jak prokurator Jacek Otola odczytał akt oskarżenia, sąd przystąpił do odbierania wyjaśnień od oskarżonych. Tylko jeden zdecydował się powiedzieć coś nowego. W przypadku pozostałych sędzia Karol Gondro musiał poprzestać na odczytaniu protokołów ich przesłuchań ze śledztwa. Oskarżeni podtrzymali to, co wówczas mówili.

W całej sprawie zarzuty usłyszało pięć osób: poza byłym prezydentem Zawiercia - także były wiceprezydent tego miasta Marek K., dwaj przedsiębiorcy Czesław I. i Bartłomiej K. oraz Krzysztof G. - kierownik budowy, której inwestorem było miasto. Czesław I. dobrowolnie poddał się karze, jego sprawa zakończyła się już prawomocnym wyrokiem. Przed myszkowskim sądem odpowiadają więc cztery osoby.

Zdaniem prokuratury, były prezydent przyjmował łapówki w zamian za przychylność i pozytywne decyzje - dla przedsiębiorców, którzy realizowali prace na rzecz samorządu oraz prywatnych osób. M. oświadczył przed sądem, że nie przyznaje się do winy, odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania stron. W odczytanych protokołach także kwestionował swoją winę.

Do zarzutów nie przyznał się oskarżony o płatną protekcję przedsiębiorca Bartłomiej K., który jednak podczas śledztwa opisywał korupcyjne mechanizmy. Przyznał, że opłacał się Ryszardowi M., by zyskać jego przychylność przy ubieganiu się o realizację prac w mieście, w których można było użyć jego koparki. "Mogłem mówić, że jestem od Ryśka" - zeznał w śledztwie, w czwartek to podtrzymał przed sądem.

Według K., M. był osobą wszechwładną w Zawierciu, miał wielki wpływ na tamtejsze urzędy i instytucje. Oskarżony mówił też, że odkąd złożył niekorzystne dla M. wyjaśnienia, zaczął obawiać się o bezpieczeństwo swojej rodziny - był szkalowany w lokalnych portalach internetowych, ktoś malował obraźliwe dla niego napisy. "Myślę, że jutro albo nawet jeszcze dzisiaj będzie to samo" - powiedział. Pytany przez sąd, dlaczego tak uważa, odpowiedział, że na sali sądowej są przedstawiciele stacji telewizyjnych.

Ryszard M. nie chciał po rozprawie rozmawiać z dziennikarzami. "Wyjaśnienia będą w trakcie procesu" - powiedział tylko.

Prok. Otola przypomniał, że zarzuty wobec M. obejmują okres od 2009 do 2014 r. "Korzyści majątkowe były wręczane w związku z funkcjami starosty powiatowego w Zawierciu i prezydenta tego miasta" - powiedział.

Sporządzony w Prokuraturze Okręgowej w Częstochowie akt oskarżenia został przesłany do sądu w czerwcu 2016 r. Pierwotnie trafił do sądu w Zawierciu, jednak tamtejsi sędziowie wyłączyli się z prowadzenia tej sprawy. Częstochowski sąd okręgowy w tej sytuacji przeniósł proces do Myszkowa.

Ryszardowi M. prokurator przedstawił 10 zarzutów popełnienia przestępstw, z których dziewięć dotyczy przyjmowania korzyści majątkowych, a jeden niedopełnienia obowiązków służbowych i wejścia w porozumienie w toku postępowania przetargowego.

71-letni dziś M. po raz pierwszy został zatrzymany w lipcu 2014 r. Na trzy miesiące trafił wtedy do aresztu, wyszedł na wolność po wpłaceniu kaucji. Mimo to nie wrócił już do wykonywania obowiązków prezydenta - został zawieszony w obowiązkach służbowych. Na początku 2016 r. został zatrzymany po raz kolejny - przedstawiono mu wówczas następne zarzuty; pozostał na wolności za zwiększonym ze 100 tys. zł do 200 tys. zł poręczeniem majątkowym.

Według ustaleń śledztwa, w latach 2009-2014 Ryszard M. przyjął od przedsiębiorcy Czesława I. korzyści majątkowe w łącznej kwocie 130 tys. zł. Łapówki miały być wręczane w związku z inwestycjami prowadzonymi przez Urząd Miasta w Zawierciu (zagospodarowanie zieleńca, budowa socjalnych budynków mieszkalnych, budowa i wyposażenie parku przemysłowo-technologicznego) oraz przez Starostwo Powiatowe w Zawierciu (termomodernizacja przychodni lekarskich). Przyjęcie korzyści w związku z ostatnią inwestycją dotyczy okresu, w którym M. był starostą zawierciańskim.

Ponadto M., jako prezydent Zawiercia, miał przyjąć od Bartłomieja K. łapówki na ok. 40 tys. zł, a także kolejne o wartości od 50 do 500 zł - od trzech osób prywatnych. W jednym z tych przypadków łapówka (według wcześniejszych informacji: kosz z alkoholem i słodyczami) została wręczona w zamian za załatwienie podpisania umowy najmu mieszkania - podaje prokuratura. W wątku mieszkania komunalnego prokurator przedstawił też zarzut przyjęcia 1 tys. zł łapówki b. zastępcy prezydenta Markowi K. Także on oświadczył, że nigdy nie przyjął żadnej łapówki. Twierdzi, że został pomówiony przez dwie kobiety, które same złamały prawo.

Ryszard M., według prokuratury, nie dopełnił również obowiązków służbowych, zatajając w 2013 r., w trakcie przetargu dotyczącego budowy socjalnych budynków mieszkalnych i informacje o tym, że firma Czesława I. nie spełnia warunków przetargowych. Przed zakończeniem tego przetargu b. prezydent - według oskarżenia - ujawnił też przedsiębiorcy sposób rozstrzygnięcia postępowania i dopuścił go do rozpoczęcia robót. W tej sprawie zarzut poświadczenia nieprawdy co do daty rozpoczęcia prac budowlanych usłyszał też kierownik budowy Krzysztof G. Także on się nie przyznaje do winy.

W wydanym jesienią 2014 r. oświadczeniu b. prezydent zapewnił, że jest niewinny i nigdy nie złamał prawa; stawiane mu zarzuty określił jako "co najmniej absurdalne". W wyborach nie ubiegał się o ponowny wybór na prezydenta, został natomiast radnym powiatu zawierciańskiego.

Za korupcję może grozić kara pozbawienia wolności od 1 roku do 10 lat, a za poświadczenie nieprawdy w dokumentach - od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. W akcie oskarżenia prokurator uznał, że Ryszard M. uczynił sobie z popełnionych przestępstw stałe źródło dochodu, co skutkuje surowszą odpowiedzialnością karną.

Nie wiadomo, jak długo potrwa rozpoczęty w czwartek proces. Prokuratura wnioskuje o przesłuchanie przed sądem 21 świadków ze 110 przesłuchanych w śledztwie.

(PAP)