W piśmie do KRP, ujawnionym przez tvn24.pl, Seremet zwrócił się z prośbą o ocenę wydarzeń w redakcji i stwierdzenie, czy naruszono wtedy niezależność prokuratorów. Wydarzenia te Seremet nazywa "zdarzeniem bez precedensu", ponieważ prokuratorzy "zostali poprzez użycie przemocy zmuszeni do odstąpienia od czynności procesowych". "Wspomniane wydarzenie sprowadziło się do jawnego (aż nadto - bo na oczach telewidzów, w transmisji na żywo) buntu i oporu w imię rzekomo gwałconej zasady wolności mediów i ochrony tajemnicy dziennikarskiej. Wartości te nie zostały naruszone ani nawet zagrożone" - napisał szef PG.

Rzecznik Seremeta Mateusz Martyniuk przypomniał, że KRP stoi na straży niezależności prokuratorów. "W związku z informacjami od prokuratorów z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga o przebiegu zdarzeń w redakcji +Wprost+, prokurator generalny zwrócił się z prośbą o ocenę zachowań wobec prokuratorów podejmujących czynności zgodne z prawem” - powiedział PAP. Zwrócił uwagę, że oddalając zażalenie "Wprost" na czynności prokuratury stołeczny sąd uznał, iż dziennikarze utrudniali działania prokuratorów.

Sekretarz KRP prok. Piotr Wesołowski powiedział w poniedziałek PAP, że sprawa ma być omawiana podczas posiedzenia rady planowanego w dniach 2-4 września. Dodał, że pierwszego dnia rada chce wysłuchać prokuratorów obecnych w redakcji; potem odbędzie się dyskusja. "Czy rada zajmie stanowisko pierwszego, drugiego czy trzeciego dnia, nie mogę powiedzieć, bo zależy to od dyskusji w radzie" - dodał. Nie wypowiedział się merytorycznie w całej sprawie.

Na czele KRP stoi prok. Edward Zalewski, który w 2010 r. był kontrkandydatem Seremeta podczas powoływania pierwszego niezależnego prokuratura generalnego przez ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W skład KRP wchodzą: minister sprawiedliwości, prokurator generalny, przedstawiciel prezydenta (jest nim Zalewski), czterech posłów, dwóch senatorów, prokurator wybrany przez prokuratorów Naczelnej Prokuratury Wojskowej, prokurator wybrany przez prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej, trzech prokuratorów wybranych przez prokuratorów Prokuratury Generalnej oraz 11 prokuratorów wybranych przez prokuratorów apelacyjnych.

W zeszłym tygodniu rzeczniczka praskiej prokuratury, która prowadzi śledztwo ws. nielegalnych podsłuchów, Renata Mazur informowała o wyłączeniu z tego śledztwa i przekazaniu Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie materiałów dotyczących oceny działań prokuratorów i funkcjonariuszy ABW w redakcji "Wprost". Wyłączeniu podlega też wątek dotyczący wtargnięcia do pomieszczenia redaktora naczelnego tygodnika i przerwania prowadzonych tam czynności przeszukania i fizycznego odebrania nośników z nagraniami. Trzecim wyłączonym wątkiem jest ocena działania policji na miejscu zdarzeń - według praskiej prokuratury funkcjonariusze nie zabezpieczyli właściwie tej czynności prokuratorów.

By uniknąć zarzutu braku bezstronności w całej sprawie, prokuratura apelacyjna ma wskazać, które jednostki prokuratury spoza Warszawy zajmą się tymi wątkami.

Prokuratorzy wraz z funkcjonariuszami ABW weszli do "Wprost" 18 czerwca, w ramach śledztwa dotyczącego nielegalnego podsłuchiwania m.in. polityków. Zażądano wydania nośników z nagraniami. Redakcja odmówiła, w związku z czym prokuratura zarządziła przeszukanie. Po szamotaninie odstąpiono od tych działań. Naczelny "Wprost" zapowiedział, że redakcja przekaże prokuratorom nośnik z nagraniem, gdy tylko upewni się, że nie naraża to źródła informacji. Stało się to po kilku dniach.(PAP)