23-letnia Katarzyna W. będzie odpowiadała za zabójstwo dziecka. Według prokuratury udusiła swoją córkę. Prócz tego zarzucono jej zawiadomienie organów ścigania o niepopełnionym przestępstwie oraz tworzenie fałszywych dowodów, by skierować postępowanie przeciw innej osobie. W procesie może jej grozić dożywocie.

Po pierwszej, poniedziałkowej rozprawie, kolejne terminy mają być wyznaczane dwa razy w miesiącu.

Na razie nie wiadomo, czy proces będzie jawny, czy też zostanie utajniony, jak chciałaby tego obrona. Wniosek w tej sprawie obrońca z urzędu Katarzyny W. mecenas Arkadiusz Ludwiczek wniósł na początku stycznia. Miało to miejsce podczas posiedzenia sądu ws. stosowania wobec kobiety aresztu już po przesłaniu do sądu aktu oskarżenia.

Mec. Ludwiczek wniósł wtedy o wyłączenie jawności procesu, a także tamtego posiedzenia - jako elementu całości postępowania. Wniosek argumentował możliwością naruszenie interesu prywatnego oskarżonej, a także rodziny jej oraz jej męża.

Sędzia Adam Chmielnicki nie uwzględnił wówczas wniosku o utajnienie procesu. Postanowił odroczyć decyzję, by kwestię rozpatrzył pięcioosobowy skład sędziowski, który poprowadzi postępowanie w głównym wątku sprawy. Składowi temu przewodniczy sędzia Chmielnicki; towarzyszy mu jeszcze jeden sędzia zawodowy i troje ławników.

Pierwszy termin rozprawy przypadł w niespełna trzynaście miesięcy po śmierci małej Magdy. Sprawa od tego czasu często pojawia się w mediach i budzi emocje. Ze względu m.in. na zainteresowanie mediów proces odbywa się w sali na terenie katowickich koszar policyjnych oddziałów prewencji – przygotowanej pod kątem spraw dotyczących przestępczości zorganizowanej. Wstęp dziennikarzy sąd limitował – rozdając łącznie 84 przepustki.

Na sali sądowej Katarzyny W. nie oddziela od sądu, adwokata, prokuratora i publiczności kuloodporna szyba, za którą zwykle siedzą groźni przestępcy. Oskarżona została doprowadzona z aresztu, gdzie przebywa od końca listopada. Trafiła tam, ponieważ nie wypełniała warunków nałożonego na nią dozoru policyjnego. Po przesłaniu – z końcem grudnia do sądu aktu oskarżenia w jej sprawie, sąd przedłużył jej areszt do 14 lipca.

Wcześniej w związku ze stawianymi zarzutami Katarzyna W. była dwukrotnie aresztowana i dwukrotnie sąd zwalniał kobietę. Po listopadowym zatrzymaniu, a potem zakończeniu śledztwa, sąd uznał ostatecznie, że wcześniejsze wolnościowe środki zapobiegawcze nie spełniły roli, a zachowanie oskarżonej uzasadnia obawę dotyczącą możliwości jej ucieczki lub utrudniania przez nią procesu w inny sposób.

Sprawa Katarzyny W. zaczęła się 24 stycznia 2012 r., gdy policja przekazała mediom informację o zaginięciu półrocznej dziewczynki z Sosnowca. Według relacji matki, dziecko miało zostać porwane z wózka w centrum miasta. Ostatecznie na początku lutego ciało dziecka znaleziono w zrujnowanym budynku w parku przy torach kolejowych w Sosnowcu.

Katowicka prokuratura początkowo zarzuciła Katarzynie W. nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka. Zwrot w sprawie nastąpił w lipcu - po uzyskaniu opinii biegłych katowicka prokuratura zmieniła matce Magdy zarzut na zabójstwo. Zgodnie z przesłanym 31 grudnia do sądu aktem oskarżenia, kobieta zabiła swoje dziecko, traktując je wyłącznie jako źródło problemów.

Według ustaleń śledztwa kobieta zaplanowała zabicie małej Magdy. Najpierw chciała zatruć ją tlenkiem węgla, to jednak nie powiodło się. W dniu zbrodni miała rzucić dzieckiem o podłogę, a kiedy okazało się, że przeżyło, udusić je. Według biegłego psychologa Katarzyna W. działała w sposób przemyślany i ukierunkowany na cel, jakim było uniknięcie konsekwencji związanych z pozbawieniem życia córki.

Oskarżona nie przyznaje się do postawionych zarzutów, utrzymuje, że jej córka zginęła wskutek wypadku. Jej obrońca, który podczas ostatniego posiedzenia aresztowego odniósł się obszernie do aktu oskarżenia ocenił, że zawiera on "mnóstwo poszlak".