We wtorek sprawą konwencji zajmował się rząd. Jak poinformował w środę rzecznik rządu Paweł Graś ministrowie zdecydowali, żeby przed decyzją o podpisaniu dokumentu przez kilka tygodni dać sobie na przygotowanie analiz oraz opinii ekspertów dotyczących tej konwencji.

Premier relacjonował dziennikarzom w Sejmie, że wtorkowa dyskusja nad konwencją była bardzo ciekawa i podczas niej "przedstawiono racje +za+ i +przeciw+". "Poprosiłem, by główni uczestnicy debaty publicznej o konwencji, czyli pani minister (Agnieszka) Kozłowska-Rajewicz i pan minister (Jarosław) Gowin, wyłożyli swoje racje i argumenty na Radzie Ministrów. Dyskusja trwała długo. Wielu z nas miało wiele do powiedzenia na temat konwencji" - podkreślił Tusk.

"Zaproponowałem, żeby oboje: pani minister i pan minister, a także minister Sikorski i minister Kosiniak-Kamysz przygotowali pilnie raport, jakie rzeczywiste prawne skutki mogłyby mieć miejsce po podpisaniu i ratyfikacji tej konwencji" - poinformował Tusk.

Premier zaznaczył, że co do istoty konwencji "nikt nie ma żadnych wątpliwości". Tusk przypomniał jednak, że na razie konwencja została ratyfikowana jedynie przez Turcję. "Tych obaw jest więcej i pojawiają się w rożnych krajach. Chcemy bardzo dokładnie to zbadać. Serce mi podpowiada, że minister Kozłowska-Rajewicz ma może więcej racji w tym sporze" - powiedział premier.

Tusk podkreślił, że nad przyjęciem konwencji powinna odbyć się publiczna debata z udziałem zainteresowanych nią środowisk.

Konwencja została przedstawiona do podpisu w maju 2011 r. w Turcji. Do tej pory została podpisana przez 19 państw wchodzących w skład UE i spoza niej; Turcja, jako jedyne państwo, już ją ratyfikowała.

Konwencja ma chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji. Aby ją ratyfikować, Polska musi m.in. zmienić przepisy dotyczące trybu ścigania gwałtu, co obecnie czynione jest na wniosek ofiary, a nie z urzędu. Projekt zmian w tej sprawie przedstawił w kwietniu resort sprawiedliwości. Podobny projekt w Sejmie złożyli w maju posłowie PO.

Konwencja nakłada na państwa strony takie obowiązki, jak: zapewnienie oficjalnej infolinii działającej 24 godziny na dobę dla ofiar przemocy oraz portalu z informacjami dla ofiar przemocy, a także odpowiedniej liczby schronisk dla ofiar oraz ośrodków wsparcia; przygotowanie procedur przesłuchań policyjnych chroniących przed wtórną wiktymizacją; monitorowanie, zbieranie danych na temat przestępstw z uwzględnieniem płci; prowadzenie akcji informacyjnych w zakresie przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, w tym szkoleń i informacji dla chłopców i mężczyzn.

Na tle dyskusji o konwencji doszło do sporu pomiędzy pełnomocniczką rządu ds. równego traktowania, która uważa, że dokument należy jak najszybciej ratyfikować, a ministrem Gowinem, który widzi w nim "wyraz ideologii feministycznej", służący "zwalczaniu tradycyjnej roli rodziny i promowaniu związków homoseksualnych". Zdaniem ministra niektóre zapisy konwencji są sprzeczne z konstytucją.

Kobiety z organizacji katolickich apelowały do rządu, by nie ratyfikował konwencji. Ich zdaniem zaproponowane w dokumencie środki godzą w tradycję i religię, antagonizują płcie i mogą wzmagać agresję. O podpisanie konwencji apelował z kolei Gabinet Cieni Kongresu Kobiet oraz organizacje zrzeszone w Koalicji na rzecz Równych Szans. (PAP)

tgo/ eaw/ jbr/