Sąd oddalił skargi Paula Ruzyckiego z Kanady, Anny Pauli Alminhany Maciel z Brazylii i Rusłana Jakuszewa z Ukrainy na decyzje sądu rejonowego w tym mieście, który 25 września zastosował wobec nich środek zapobiegawczy w postaci aresztowania do 24 listopada.

Adwokaci ekologów wnioskowali o zwolnienie swoich klientów z aresztu, motywując to tym, że oskarżenie, na podstawie którego nakazano ich aresztowanie, zostało wycofane.

Sąd obwodowy jednak podtrzymał decyzje sądu I instancji, uzasadniając to tym, że nie otrzymał od Komitetu Śledczego oficjalnego zawiadomienia o zmianie kwalifikacji czynu zarzucanego działaczom Greenpeace'u.

Środek zapobiegawczy w postaci aresztowania na dwa miesiące sąd rejonowy w Murmańsku zastosował wobec wszystkich członków załogi zatrzymanego na Morzu Barentsa statku "Arctic Sunrise". Wszyscy złożyli apelacje, ale sąd obwodowy odrzucił już wszystkie skargi.

Po proteście na Morzu Barentsa aresztowano łącznie 30 osób, w tym 26 cudzoziemców pochodzących z 18 krajów. Wśród nich jest Polak, 37-letni pracownik Uniwersytetu Gdańskiego Tomasz Dziemianczuk.

W piątek Komitet Śledczy ma przystąpić do przedstawiania ekologom nowego zarzutu. Procedura ta potrwa kilka dni.

18 września, operując z pokładu pływającego pod holenderską banderą statku "Arctic Sunrise", działacze Greenpeace'u usiłowali dostać się na należącą do koncernu paliwowego Gazprom platformę wiertniczą Prirazłomnaja, aby zaprotestować przeciwko wydobywaniu ropy naftowej w Arktyce. Interweniowała straż przybrzeżna Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB), która zatrzymała statek i odholowała do Murmańska.

Początkowo Komitet Śledczy postawił wszystkim zarzut piractwa, za co groziło im od 10 do 15 lat pozbawienia wolności. W czwartek zmienił kwalifikację czynu na chuligaństwo, co jest zagrożone karą do 7 lat łagru.

Greenpeace zarzut chuligaństwa uważa za tak samo absurdalny, jak zarzut piractwa; zamierza nadal żądać uwolnienia wszystkich aresztowanych działaczy i statku, na którym przypłynęli.

Z Moskwy Jerzy Malczyk (PAP)