Sprawców oszustwa nie udało się do dziś ustalić, pieniędzy wyłudzonych na podstawie fałszywych dyspozycji przelewu nie odzyskano. Z konta w Polsce zostały one szybko przetransferowane na inne, założone za granicą.

Na ławie oskarżonych zasiada b. główna księgowa PZDW (obecnie na emeryturze), której prokuratura zarzuca m.in. nieumyślne niedopełnienie obowiązków służbowych. Kobieta nie przyznaje się, przed sądem odmówiła składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania.

Wiosną 2015 roku na konto oszustów przelano (w dwóch ratach) ponad 3,7 mln zł. Podając się za jednego z dużych wykonawców inwestycji drogowej, poinformowali oni PZDW, że zmienił się rachunek bankowy do operacji bieżących i należy wpłacać pieniądze na nowy numer konta.

Chociaż do zarządu dróg nie wpłynął dokument w oryginale, lecz jedynie jako załącznik do maila, została wydana dyspozycja wypłaty, zatwierdzono ją i pieniądze przelano.

We wtorek białostocki sąd rejonowy rozpoczął przesłuchania świadków. Jako pierwsza zeznawała b. naczelniczka wydziału finansowego w PZDW; dyscyplinarnie zwolniona zaraz po wykryciu oszustwa, ostatecznie (doszło do ugody przed sądem pracy) zwolniona z 3-miesięcznym wypowiedzeniem.

To do niej - rzekomo w imieniu firmy, która drogę budowała - zadzwonił mężczyzna podający się za jej pracownika, który sprawdzał, czy ma jej właściwy adres mailowy. Informował jednocześnie, że będzie słał informację o zmianie firmowego rachunku bankowego.

Potem przysłał maila z informacją w załączniku, wraz ze skanem oświadczenia o zmianie rachunku do rozliczeń. W treści maila znajdowały się dane teleadresowe tej firmy, NIP, REGON, KRS i nowy numer rachunku bankowego.

Kobieta zeznawała, że poinformowała wówczas rozmówcę, iż potrzebny jest oryginał dokumentu wysłany pocztą. Mówiła, że po otrzymaniu maila przesłała go do sekretariatu i do głównej księgowej (oskarżonej). Później okazało się, że to załączone tam oświadczenie o zmianie rachunku bankowego po wydrukowaniu trafiło do obiegu w PZDW i to na jego podstawie przelano pieniądze.

Kobieta mówiła, że nie ona zajmowała się płatnościami za faktury i nie miała też uprawnień, żeby nakazać dokonanie płatności. Faktury trafiały do niej dopiero wtedy, gdy już były opłacone i wprowadzone do systemu. Mówiła też, że zawsze w PZDW były one dokonywane na rachunki zapisane przez kontrahentów w oryginałach dokumentów, a nie kopiach. "Nie mogliśmy dokonywać płatności na podstawie kopii" - zeznała.

W śledztwie zeznała, że ze sprawą miała tylko taki związek, iż otrzymała maila (jak się okazało - od oszustów), którego przekazała dalej, a potem trafiła do niej już opłacona faktura.

"Uważam, że żadna w tym wszystkim jest moja wina. Ja zrobiłam wszystko, co do mnie należało, a to na późniejszym etapie nikt nie zweryfikował w żaden sposób tej informacji o zmianie konta (...). Według moich odczuć, jestem po prostu kozłem ofiarnym w tej sprawie" - mówiła w śledztwie, zaznaczając, że do jej kompetencji nie należało ani weryfikowanie, ani akceptowanie płatności.

Kolejnymi świadkami przesłuchiwanymi we wtorek również byli urzędnicy PZDW zajmujący się sprawami finansowymi.

Samorząd województwa podlaskiego, któremu podlega ten podmiot, ma w procesie status oskarżyciela posiłkowego. Do akt sprawy trafił wniosek samorządu o orzeczenie przez sąd w wyroku tzw. środka kompensacyjnego - samorząd chce, by oskarżona naprawiła szkodę w całości, czyli zwróciła ponad 3,7 mln zł. (PAP)