Komisja Europejska zaprezentowała w środę projekt nowelizacji dyrektywy w sprawie Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (EU ETS). Ma on się przyczynić do osiągnięcia przez UE 40-proc. celu redukcji emisji CO2 w 2030 roku. Przepisy dotyczą okresu po roku 2020. Skonstruowano je w ten sposób, by firmom w UE bardziej opłacało się inwestować w efektywność energetyczną i technologie zmniejszające emisję, niż płacić za certyfikaty uprawniające do wypuszczania do atmosfery gazów cieplarnianych.

Pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej i wiceminister środowiska powiedział w środę PAP, że z punktu widzenia Polski w "zasadniczym stopniu" decyzje i kompromis zawarty w tej sprawie w październiku 2014 r., znalazły swoje odzwierciedlenie w projekcie przedstawionym przez Komisję.

"To nie oznacza, że wszystko jest załatwione i dalsza praca nie będzie potrzebna" - podkreślił wiceminister.

Jego zdaniem dyskusji wymagać będzie m.in. sposób na opisanie mechanizmu dotyczącego bezpłatnych uprawnień dla energetyki. "Tutaj będziemy bardzo precyzyjnie analizowali te rozwiązania, na ile odpowiadają one obecnym, a na ile poprawiają sytuację. Wskazywaliśmy wraz z państwami członkowskimi, że obecny system jest bardzo administracyjny i sformalizowany. Powinien wprowadzać on rozwiązania bardziej przyjazne dla inwestorów" - zwrócił uwagę Korolec.

Wiceminister dodał, że polska strona "przyglądać się też będzie" przepisom dot. funduszu modernizacyjnego. "Moim zdaniem w tych rozwiązaniach powinna być zawarta możliwość dla większego zaangażowania się i swobody państw członkowskich w prowadzeniu inwestycji z tego funduszu" - zaznaczył.

Zdaniem Korolca, na forum całej UE, należy będzie też przedyskutować propozycje KE dotyczące przydzielania emisji przemysłowi. "Dzisiejszy system dopuszcza sytuacje, w których niektóre firmy dostają uprawnienia bez produkcji. To na pewno należy skorygować. Jest to nieuprawniona pomoc dla niektórych gałęzi przemysłu w sytuacji, kiedy tych uprawnień na rynku nie na w nadmiarze" - dodał.

"Będziemy musieli też poważnie zanalizować pomysły dotyczące przemysłu narażonego na tzw. ucieczkę. W moim przekonaniu takie firmy powinny dostawać uprawnienia w 100 proc. darmowe, a po pierwszej lekturze propozycji KE, nie znajduję takiego rozwiązania" - powiedział Korolec.

Zaproponowane przez Komisję przepisy przewidują duże zmiany w systemie przydzielania darmowych pozwoleń. Z listy sektorów narażonych na ryzyko "ucieczki emisji", czyli mogących uciec poza UE przed restrykcjami polityki klimatycznej, ma zniknąć ponad 100 ze 177 branż, które teraz cieszą się przywilejami. Nowa lista ma być opracowana w 2019 roku na podstawie danych z lat 2013-2017 i nie zmieni się przez całą dekadę. Dotychczas lista była rewidowana raz na pięć lat.

Przedsiębiorstwa z sektorów, które zostaną na liście w grupie wysokiego ryzyka ucieczki emisji, dostaną darmowe uprawnienia. Jednak tylko te najbardziej efektywne będą mogły liczyć na to, że to, co dostaną, pokryje ich całe zapotrzebowanie na certyfikaty.

KE przewiduje bowiem stosowanie kryteriów (benchmarków), które określają standardową wydajność w danym sektorze i pokazują, ile trzeba wyemitować CO2, żeby wyprodukować np. tonę stali. 100 proc. darmowych ustaleń na emisje dostaną tylko te firmy, których wydajność będzie zgodna z ustalonym benchmarkiem.

Przedsiębiorstwa, których efektywność będzie niższa, niż ustalony poziom odniesienia, będą musiały dokupić pozwolenia na emisję na rynku wtórnym. Według KE ma je to skłonić do inwestycji w efektywność, np. w filtr na kominie, by mniej przeznaczać na certyfikaty emisyjne.

Jeszcze innym czynnikiem, który ma być brany pod uwagę w przyznawaniu darmowych zezwoleń, będą dane produkcyjne. KE przewiduje, że zostaną one zebrane z lat 2013-2017 i będą aktualizowane co pięć lat. Dotychczasowy system, opierający się na danych sprzed kryzysu, był krytykowany za przyznawanie darmowych zezwoleń firmom, które w wyniku spadku popytu obniżyły produkcję i nie potrzebowały certyfikatów; w rzeczywistości sprzedawały nadwyżki na rynku.

KE zaproponowała również fundusz modernizacyjny, który ma pomóc 10 najbiedniejszym państwom w UE, w tym Polsce, unowocześnić system energetyczny i pobudzić inwestycje przyczyniające się do zmniejszenia zużycia energii. Na ten cel przeznaczono ok. 310 mln pozwoleń na emisję, a środki z ich sprzedaży wesprą projekty w państwach członkowskich.

43 proc. z uzyskanej w ten sposób sumy (jej wysokość będzie zależała od ceny pozwolenia na emisję) zostanie przyznanych Polsce, co przełoży się na miliardy złotych na inwestycje w modernizację energetyki.

Fundusz modernizacyjny ma być zarządzany przez "radę inwestycyjną" i "komitet zarządzający". Rada będzie podejmowała strategiczne decyzje co do tego, na co pójdą pieniądze, a komitet będzie zarządzał codziennymi operacjami. W skład tych dwóch nowych instytucji wejdą przedstawiciele państw członkowskich, KE oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

Polska obawiała się, że zarządzanie funduszem przez KE i EBI sprawi, iż nie wszystkie projekty, jakie chciałaby realizować, mogłyby otrzymać wsparcie. Na czarnej liście mogłyby się znaleźć np. inwestycje, które byłyby w jakikolwiek sposób związane z wykorzystaniem węgla jako surowca energetycznego.

Nasz kraj forsował prostsze rozwiązania, na które zresztą zgodzili się przywódcy na jesiennym szczycie klimatycznym, że zarządzanie funduszem będzie oddane beneficjentom, czyli państwom UE, które z niego skorzystają, a przy wyborze projektów rolę będzie odgrywał EBI.

Zgodnie z przedstawionymi w środę propozycjami Polska, a także dziewięć innych najbiedniejszych krajów unijnych, będzie mogła bezpłatnie przekazać część pozwoleń dla elektrowni. W przeciwieństwie do obecnego okresu rząd nie będzie mógł przeznaczyć ich komu zechce, a będzie zobligowany do organizacji licytacji dla elektrowni. Darmowe certyfikaty dostaną te elektrownie, których projekty inwestycyjne (w zamian za pozwolenia na emisję) ocenione zostaną najwyżej.

W ostatniej chwili zmieniono zapisy nowelizacji dyrektywy, które przewidywały, że tylko duże projekty z wartością przekraczającą 10 mln euro, będą wspierane z tych środków. Spełniony został tym samym postulat Polski, by możliwe było też finansowanie z tych środków mniejszych projektów.

KE przewiduje, że przedsiębiorstwa emitujące niewielką ilość gazów cieplarnianych (poniżej 25 tys. ton rocznie) mogą - tak jak to ma miejsce obecnie - nie uczestniczyć w systemie ETS. (PAP)