Decyzja KE oznacza, że ok. 2 tys. niemieckich przedsiębiorstw, korzystających z tzw. rabatów energetycznych - jak koncern chemiczny BASF czy gigant hutniczy ThyssenKrupp - nie będzie musiało zwracać miliardów euro, zaoszczędzonych dzięki rozwiązaniom, wprowadzonym przez niemiecką ustawę o odnawialnych źródłach energii z 2012 r.

 

Jednak według Brukseli niewielka część przyznanych rabatów wykracza poza to, co jest dozwolone na mocy zasad udzielania pomocy publicznej w UE. Dlatego firmy, które korzystały ze zbyt dużych ulg, będą musiały zwrócić nielegalnie przyznaną pomoc państwa. Niemieckie źródła, na które powołuje się agencja dpa, oszacowały, że władze będą musiały odzyskać 30 mln euro.

Komisja uznała też we wtorek, że rabaty energetyczne przyznane w sierpniu niemieckim przedsiębiorstwom kolejowym nie naruszają unijnych zasad konkurencji.

Niemiecka ustawa o energii odnawialnej (EEG) gwarantuje elektrowniom słonecznym, wiatrowym i na biomasę przez pierwsze 20 lat ich działalności stały dochód z dostarczanego prądu. Ponieważ koszty jego wytwarzania są wyższe niż w przypadku elektrowni tradycyjnych, występuje tutaj konieczność dotacji wyrównujących różnicę między kosztami a niższą od nich rynkową hurtową ceną prądu.

Dotacje pochodzą od operatorów sieci energetycznych, pobierających środki na ten cel od konsumentów w formie włączonej do ceny detalicznej prądu dopłaty, zwanej "potrąceniem z tytułu ustawy o energii odnawialnej" (EEG-Umlage).

Także z powodu funkcjonowania rabatu energetycznego ceny prądu w Niemczech wzrastają, dlatego w sierpniu br. rząd w Berlinie postanowił ograniczyć wsparcie produkcji energii ze źródeł odnawialnych. ograniczył też liczbę przedsiębiorstw, korzystających z rabatów.

(PAP)