Przypomniał, że UE do 2050 roku chce ograniczyć emisję dwutlenku węgla o 85-95 proc. „Dla Polski oznacza to, że jeżeli nadal będziemy mieli elektrownie węglowe, to nie jesteśmy w stanie osiągnąć takiej redukcji” – ocenił.

Dodał, że np. modernizując elektrownie możemy osiągnąć cele klimatyczne UE do 2020 roku jak i do 2030. „Ale co potem? Brakuje nam perspektywicznego myślenia w tej sprawie” – mówił.

Powołując się na jeden z raportów McKinsey’a wskazywał, że rzeczywiście polityka dekarbonizacji w Polsce przyniesie koszty na poziomie ok. 1 proc. PKB, lecz korzyści z tego płynące będą na poziomie 1,5 proc. PKB. "Koncentrujemy się wyłącznie na kosztach tak jakby 27 państw członkowskich UE chciało powyrzucać sobie trochę pieniędzy bo mają ich za dużo. One to robią bo mają z tego korzyści" – zaznaczył.

Z argumentacją eksperta nie zgadzała się dyrektor departamentu regulacji i funduszy zewnętrznych Tauron PE Małgorzata Łącka, która oceniła, że dzisiejszy kształt europejskiej polityki klimatycznej „nie jest do końca rozwojowy”.

Wskazała, że tak jak w przypadku polityki spójności powinno się zastanowić nad tzw. terytorializacją, czyli zróżnicowaniem polityki klimatycznej Wspólnoty ze względu na obszar.

"Nie wszędzie wieje tak samo, nie wszędzie mamy też węgiel, on jest skupiony na jakimś terytorium. Jeżeli Polska jest krajem, gdzie ten węgiel jest obecny i tak mamy złożony miks energetyczny (z dużym udziałem energii pochodzącej z węgla), to pytaniem jest dlaczego musimy budować rury gazowe” – powiedziała(PAP)