W poniedziałek, przez cały dzień, w wielu miastach Polski można jeździć za darmo komunikacją miejską. Warunkiem jest posiadanie przy sobie dowodu rejestracyjnego swojego auta.

W stolicy Małopolski akcja nie cieszyła się powodzeniem ze względu na brzydką pogodę. Tramwaje i autobusy jeździły wypełnione, często stały w większych niż zwykle korkach. "Rano kierowcy wybierali raczej własny samochód zamiast autobusu czy tramwaju" - ocenił jeden z policjantów z krakowskiej "drogówki".

Również kierowcy jeżdżący po ulicach Gdańska ocenili, że "Europejski Dzień bez samochodu" nie przyczynił się do zmniejszenia korków w mieście.

Zdaniem Marcina Gromadzkiego z ZTM Gdynia akcja ta nie ma większego wpływu zarówno na liczbę pasażerów komunikacji zbiorowej, jak i samochodów na ulicach. Jest to okazja do zaprezentowania transportu zbiorowego i jego promocji - powiedział PAP.

O tym, że przedsięwzięcie przekłada się na wzrost liczby pasażerów, ale w dłuższym okresie - mówił PAP rzecznik prasowy ZTM Gdańsk Zygmunt Gołąb. W Gdańsku ich liczba wzrosła z ponad 147 mln w 2009 r. do ponad 168 mln w 2013 r.

 

W poniedziałek za darmo komunikacją miejską mogą jeździć też wrocławianie. "Odkąd obchodzony jest we Wrocławiu +Dzień bez Samochodu+, z roku na roku wzrasta liczba pasażerów wybierających komunikację miejską. Szacujemy, że w tym roku z naszych usług skorzysta niemal 200 mln" - oceniła w rozmowie z PAP rzeczniczka wrocławskiego MPK Agnieszka Korzeniowska.

Z kolei w Warszawie od kilku lat "Europejski Dzień bez Samochodu" jest prowadzony na szerszą skalę. Nie tylko właściciele samochodu legitymujący się dowodem rejestracyjnym, ale wszyscy mieszkańcy stolicy mogą jeździć za darmo autobusami, tramwajami, metrem i SKM-kami. Można też bezpłatnie podróżować w ramach wspólnego biletu Kolejami Mazowieckimi i Warszawską Koleją Dojazdową.

Rzecznik prasowy warszawskiego ZTM-u Igor Krajnow powiedział PAP, że ZTM nie ma szczegółowych danych, o ile więcej pasażerów z roku na rok podróżuje komunikacją miejską w "Dniu Bez Samochodu", bo tylko część pojazdów ma zamontowany system liczenia pasażerów. Z badań szacunkowych wynika jednak, że w ubiegłych latach wzrost liczby podróżujących sięgnął od kilku do kilkunastu proc. Systematycznie zwiększa się natomiast liczba osób korzystających z komunikacji miejskiej na co dzień. W 2006 r. odnotowano ok. 880 mln przejazdów transportem publicznym, w 2008 r. było ich ponad 932 mln, a w 2013 r. ok. 1 mld 60 mln. ZTM szacuje ponadto, że w tym roku liczba korzystających z komunikacji miejskiej jest większa niż w ub.r.

W poniedziałek warszawskich kierowców mogło jednak zniechęcić metro. Na torach odstawczych na Młocinach awarię miał skład Inspiro, który uniemożliwił zawracanie innym pociągom. Między stacjami Słodowiec a Młociny ruch odbywał się wahadłowo. Podróżni musieli czekać na pociąg nawet kilkanaście minut. Składy kursowały przepełnione.

Zdaniem Katarzyny Przybylskiej z NaviExpert, firmy zajmującej się tworzeniem nawigacji na smartfony i tablety z funkcją omijania korków, komunikacja miejska wciąż nie jest wystarczająco atrakcyjną alternatywą dla kierowców. "Być może wyniki byłyby inne, gdyby +Dzień bez Samochodu+ wypadał w inny dzień tygodnia i nie przypadał akurat w okresie, w którym nastąpiło widoczne pogorszenie pogody oraz opady deszczu" - oceniła.

Eksperci są zgodni, że warto promować dni bez komunikacji. "W krajach europejskich ludzie masowo korzystają z transportu miejskiego. U nas to jeszcze nie działa na taką skalę, ale warto takie dni, jak dziś wprowadzać i propagować komunikację miejską. Powoli zaczyna docierać do ludzi, że np. pociągiem szybciej można dojechać do pracy, niż samochodem" - powiedział PAP ekspert rynku transportowego Adrian Furgalski. Zwrócił też uwagę na poprawę infrastruktury oraz taboru w ciągu ostatnich lat. "Oczywiście są tacy, którzy wolą jeszcze stać w korku w swoim samochodzie, słuchać muzyki, ale to się zmieni" - ocenił.

Krzysztof Rytel z Centrum Zrównoważonego Transportu w stowarzyszeniu "Zielone Mazowsze" zauważył, że miasta biorące udział w kampanii, w tym m.in. Warszawa, nie spełniają jednego z podstawowych wymogów akcji, czyli wyłączenia części miasta bądź ulic z ruchu samochodowego. "Wtedy ludzie mogliby porównać, jak wygląda życie bez samochodu" - podkreślił.

Zwrócił też uwagę, że zmniejszenie ruchu samochodów w miastach przede wszystkim wpłynęłoby na poprawę naszego zdrowia. "Stojące w korkach samochody zwiększają emisję zanieczyszczeń" - tłumaczył.

Według wyliczeń WHO, zanieczyszczenia powietrza, w tym powstające z transportu samochodowego, zabijają rocznie 3,5 mln ludzi na świecie. Powodują one choroby układu oddechowego, nerwowego, jak np. udary, choroby serca, krążenia, skóry czy nowotwory. (PAP)