Z ustaleń PAP na szczycie wynika, że strony negocjacji deklarują chęć rozwiązania kwestii mechanizmu jeszcze w Warszawie.

Źródła zbliżone do kierownictwa polskiej delegacji wskazują, że szczyt w Warszawie musi skończyć się jakimś konkretnym ustaleniem, którym prawdopodobnie będzie uzgodnienie „loss and damage”.

Dotychczas grupy G77 plus Chiny (grupującej kraje rozwijające się) podkreślały, że finansowaniem „loss and damage” powinna zająć się nowa instytucja, niezależna od GCF (Zielonego Funduszu Klimatycznego). Na takie rozwiązanie nie zgadzały się państwa rozwinięte - m.in. USA, Dania, Japonia i Australia.

W środę jednak należące do G77 Indie ogłosił, że kwestie finansowego wsparcia państw dotkniętych zmianami klimatycznymi mogłyby znaleźć się w części tzw. funduszu adaptacyjnego i GCF, co oznaczałoby pewien postęp w negocjacjach kształtu mechanizmu.

Minister środowiska Indii Jayanthi Natarajan oświadczyła jednak, że GCF musi w zdecydowanej większości być zasilany pieniędzmi z krajów rozwiniętych, które jej zdaniem są odpowiedzialne za tzw. historyczne emisje gazów cieplarnianych. „Jest czas oraz potrzeba, by rozwinięte państwa wiodły prym w walce ze zmianami klimatu. Powinny one ograniczać emisje gazów cieplarnianych, jak i zapewnić transfer technologii oraz pieniędzy do państw rozwijających się” – dodała.

Konkretne deklaracje w tej sprawie złożyła komisarz UE ds. klimatu Connie Hedegaard. Przypomniała, że zatwierdzony we wtorek przez PE budżetu Unii na lata 2014-2020 przewiduje 20 mld euro na zadania klimatyczne z budżetu UE. W dniu uruchomienia GCF będziemy gotowi przekazać mu pieniądze - podkreśliła.

Hedegaard oceniła, że rozmowy w sprawie „loss and damage” idą w dobrym kierunku. Jej zdaniem nie może to być mechanizm, który powoduje automatyczną kompensatę za jakieś zdarzenia związane ze zmianami klimatu w jakimś miejscu świata.

Komentując przebieg negocjacji, komisarz dała jednak wyraz zaniepokojenia. „Są pewne siły, które – może nawet nie celowo – usiłują się wycofać z agendy durbańskiej (przewidującej podpisanie globalnego porozumienia w 2015 r. – PAP). Przestrzegała przed roztrząsaniem odpowiedzialności za emisje historyczne. „Ustalanie teraz odpowiedzialności (za nie – PAP) prowadzi do opóźnień i zagraża terminowi 2015” – mówiła. Jej zdaniem to „marnowanie czasu, którego nie mamy”.

„Musimy +stać+ na ustaleniach COP w Durbanie; był to kompromis bardzo trudny do osiągnięcia, dlatego trzeba się go trzymać” – podkreśliła Hedegaard.
Komisarz zapowiedziała, że o ile wysłannicy państw UE nie mają mandatów od swoich ministrów finansów, to jednak w najbliższych godzinach pojawią się z ich strony inicjatywy poparte konkretnymi pieniędzmi.

Nieco później minister ds. energetyki i zmian klimatycznych Wielkiej Brytanii Edward Davey zapowiedział, że jego kraj przeznaczy 50 mln funtów z własnego funduszu International Climate Fund na działania związane z adaptacją do skutków zmian klimatu.

"Kraje najbardziej narażone na skutki zmian klimatu już je odczuwają, a wiemy, że będzie jeszcze gorzej" - zaznaczył. "Te środki mają pomóc ludziom przystosować się do trudniejszych warunków klimatycznych i są kluczową częścią zwalczania ubóstwa na świecie" - mówił. Jak dodał, pieniądze te trafią na finansowanie projektów związanych z wodą - zarządzaniem jej zasobami, irygacją, ochroną przeciwpowodziową, systemami prognozowania i wczesnego ostrzegania, a także z rolnictwem - np. wprowadzaniem upraw odpornych na suszę.

Davey wezwał jednocześnie kraje rozwijające się do zwiększenia swoich zobowiązań klimatycznych.