"Systemy wydawania pozwoleń w krajach członkowskich zawiodły" - powiedziała Bieńkowska. "Chcemy w przyszłości kontrolować i sprawdzać, czy narodowe urzędy pracują zgodnie z przepisami" - wyjaśniła unijna komisarz. Zapowiedziała też, że kraje UE będą wymieniały między sobą wyniki testów, jakim podlegają pojazdy.
Bieńkowska składa w czwartek i piątek wizytę w Niemczech, gdzie spotka się m. in. z ministrem gospodarki Sigmarem Gabrielem, ministrem transportu Alexandrem Dobrindtem oraz przedstawicielami największego niemieckiego koncernu motoryzacyjnego Volkswagen.

Władze USA ujawniły 18 września, że Volkswagen jest podejrzewany przez amerykańską federalną Agencję Ochrony Środowiska (EPA) o manipulowanie pomiarem spalin z silników dieslowskich. Wkrótce potem Volkswagen przyznał się do instalowania oprogramowania umożliwiającego manipulowanie pomiarem spalin w czterocylindrowych silnikach dieslowskich o mniejszej pojemności. Dotyczy to do 11 milionów samochodów tego koncernu na całym świecie.

Afera zatacza coraz szersze kręgi. Na początku tego tygodnia wyszło na jaw, że Volkswagen zaniżał też w swoich samochodach wartość emisji CO2, a manipulacja może dotyczyć 800 tys. pojazdów - nie tylko z silnikami dieslowskimi, lecz także benzynowymi.

Koncernowi z Wolfsburga grożą kary w wysokości wielu miliardów euro. W wywiadzie dla "SZ" Bieńkowska zaznaczyła, że kary finansowe nie są decydujące. "Nie chodzi o to, by zapłacić i uznać sprawę za załatwioną. Musimy mieć pewność. Chodzi o to, by zmienić cały system" - wyjaśniła. "To było oszustwo - nie przestanę używać tego słowa" - wtrąciła Bieńkowska w rozmowie z "SZ".

Bieńkowska zaznaczyła, że Volkswagen musi wywiązać się z zobowiązania, że do końca listopada przedstawi wyczerpujący raport dotyczący skutków skandalu dla Europy. "Ten termin musi być dotrzymany. Koniec listopada to koniec listopada. Nie zgodzę się na to, by (raport) nadszedł na przykład 7 grudnia" - powiedziała komisarz.(PAP)