Apelują zarówno prokurator (w części dotyczącej zarzutów korupcyjnych, od których dr G. został uniewinniony), jak i oskarżyciel posiłkowy (jest nim lekarz z kliniki kardiochirurgii, który skarżył się na ordynatora). Prokuratura postanowiła nie odwoływać się od zarzutów dotyczących rzekomego mobbingu.

Obrońca dr. G. mec. Adam Jachowicz wnioskuje w apelacji o całkowite uniewinnienie swego klienta. Kwestionuje on legalność podsłuchów CBA i wnosi o uznanie ich za nieprzydatne w tej sprawie - podobnie jak niedawno uczynił Sąd Najwyższy w sprawie byłej posłanki PO Beaty Sawickiej. Adwokat chce też, by sąd w sprawie dr. G. poczekał na wyrok Trybunału Konstytucyjnego co do zakresu działań operacyjnych, jakie może wykonywać CBA.

W piątek trzyosobowy skład wydziału odwoławczego Sądu Okręgowego Warszawie rozpoczął badanie tych apelacji w specjalnej sali Sądu Najwyższego, przeznaczonej do procesów niejawnych. Chodzi o to, że w aktach sprawy są materiały operacyjne CBA, które prowadziło operację przeciw lekarzom ze szpitala MSWiA w Warszawie. Jawna część procesu apelacyjnego jest przewidziana na 8 kwietnia 2014.

W styczniu zeszłego roku Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa skazał dr. G. na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata i grzywnę za przyjęcie ponad 17,5 tys. zł od pacjentów. Sąd uniewinnił go od 23 zarzutów, między innymi mobbingu wobec podwładnych i części zarzutów korupcyjnych.

Oprócz zaskarżenia wyroku w części dotyczącej 10 zarzutów korupcyjnych wobec dr. G., prokuratura domaga się też zmiany wyroków wobec trzech współoskarżonych osób, które miały wręczać kardiochirurgowi łapówki - oskarżenie chce, by sąd odwoławczy uchylił te wyroki i przekazał sprawy pacjentów do I instancji.

Wyrok I instancji zapadł po ponadczteroletnim procesie byłego ordynatora kardiochirurgii szpitala MSWiA w Warszawie, zatrzymanego w lutym 2007 roku przez CBA i wyprowadzonego w kajdankach z kliniki. Prokuratura chciała dla niego kary dwóch lat więzienia w zawieszeniu, obrona walczyła o całkowite uniewinnienie.

Oddalone zostały zarzuty mobbingowania podwładnych, którzy skarżyli się na wprowadzony przez dr. G. surowy reżim na oddziale. G. został też uniewinniony od najcięższych zarzutów korupcyjnych: uzależnienia przyjęcia do szpitala od seksualnego wykorzystania kobiety z rodziny pacjenta.

Jednocześnie sąd umorzył warunkowo procesy kilkunastu pacjentów dr. G. oskarżonych razem z nim lub członków rodzin pacjentów, którzy wręczali lekarzowi pieniądze, co sami przyznali i co zarejestrowało CBA ukrytą w gabinecie lekarskim kamerą. Troje pacjentów sąd uniewinnił; zaprzeczali oni, by we wręczanych lekarzowi kopertach były pieniądze.

W uzasadnieniu tego orzeczenia, które odbiło się szerokim echem w mediach, sąd wytyczył granicę między korupcją a wdzięcznością pacjenta wobec lekarza za przywrócenie mu zdrowia lub nawet uratowanie życia. - Jesteśmy zgodni, że przedmiotem wdzięczności nie mogą być pieniądze, nawet w niewielkiej kwocie - mówił sędzia Igor Tuleya.

W ocenie sędziego już na etapie śledztwa brakowało przekonujących dowodów, że oskarżony dopuścił się najpoważniejszych przestępstw korupcyjnych. O rzekomym uzależnianiu podjęcia przez dr. G. leczenia od otrzymania korzyści majątkowej mówiły CBA tylko osoby, które zgłosiły się po latach; ich zeznania są niewiarygodne - uznał sąd.

Zarazem sąd krytycznie ocenił metody działania CBA i prokuratury w sprawie. Sędzia wskazał, że nie potrafi wytłumaczyć, czemu dr G. "został poddany takiemu atakowi i postawiono mu takie zarzuty bez należytego uzasadnienia". - Budzi to skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami z lat 40. i 50. - czasów największego stalinizmu" - dodawał sąd, co wywołało protesty b. szefostwa CBA i prokuratury.

W czerwcu 2013 roku prokuratura w Ostrołęce umorzyła śledztwo wszczęte po zawiadomieniu sędziego Tulei ws. płatnej protekcji i składania fałszywych zeznań ws. kardiochirurga przez agenta CBA. Stołeczna prokuratura jeszcze w lutym 2014 odmówiła wszczęcia innego śledztwa - ws. możliwych fałszywych zeznań pięciorga świadków w procesie lekarza. (pap)